BLOGas.lt
Sukurk savo BLOGą Kitas atsitiktinis BLOGas

Darius Kuolys: Litwini i Polacy: tradycja i stereotypy. 28.XII.2011

O stereotypach. Przeszłość znamy i pojmujemy opierając się na symbolicznych obrazach, uwydatnianych przez badania i opowieści. Obrazy, które zbyt przestarzałe, utrudniające dla społeczeności pojąć zmieniającą się rzeczywistość i porozumieć się, są stereotypami. Życie społeczeństwa jest nie wyobrażane bez stereoptypów. Jednak w oddzielnych kulturach stereotypy mogą odgrywać różne role. Wolne społeczeństwo, mające żywą historyczną tradycję, przesadnie nie wyolbrzymia stereotipów: stara się je porównać, krytycznie ocenić, spostrzec ich pochodzenie, omówić różne ich role.

W społeczeństwie z żywą tradycją stereotypy tracą swą „ostrość“, przesadność. Natomiast w społeczeństwie, gdzie brak intelektualnej wolności, gdzie (słowami Cz.Miłosza) panuje „zniewolony umysł“, społeczeństwo traci i żywą tradycję: wyschłą tradycję zamienia inna jednogłośna ideologia i przez którą zostaje rozproszona mozaika przeszłości. W tym wypadku historyczne stereotypy zostają nie są łagodzone, a naodwrót – przez konkretnych członków tej społeczności są jeszcze bardziej zaostrożne by lepiej pasowały do walki ideologicznej w każdym konkretnym okresie.

Jaki jest stosunek tradycji i historycznych stereotypów w dzisiejszej Litwie? Stanowiąca się wolna intelektualnie społeczeństwo litewskie dopiero tylko próbuje odkrywać więź z szeroką, skomplikowaną wielokulturową historyczną tradycją, jeszcze tylko stara się ogarnąć i zrozumieć jej całość. Taka droga zwrócenia tradycji nie jest łatwa: ona wymaga wiele intelektualnej pracy, konsekwentnej oświaty społeczeństwa oraz samooświaty.

Przy zderzeniu z rozproszoną historyczną mozaiką swego kraju, dużo prościej jest chwytać się jakiegoś wyraźniejszego i ostrzejszego elementu. Takie zachowanie ostatnio zaczyna określać stosunki między litwinami różnego pochodzenia – obywatelami Litwy, w tym również między Polakami a Litwinami. Stare stereotypy w społeczeństwie wskrzesają i wzmacniają jak i pozycje polityków, tak i publiczne teksty, które opierają się tymi stereotypami. W tych tekstach wyskakują obrazy „zdradzieckiego i nie wartego zaufania Polaka“, czy  „zajadłego Litwina, który ustąpi tylko po użycia siły“. Takie obrazy z początku XX w. dziś są łączone z nacjonalistyczną retoryką po obu stronach, która nie uznaje samodzielności człowieka.

Tak współczesne społeczeństwo Litwy stopniowo powraca do starych bijatyk nacjonalizmów. Dążąc powstrzymać i w przyszłości ich uniknąć, w pierwszą kolej trzeba otwarcie i konsekwentnie wyjaśnić pozycje przeciwne, uważnie rozpatrzeć walczące narracje.

O opowiadaniach. Będę się opierał dwowa opowiadaniami, usłyszanymi w 1988 r. Zapamiętał się jeden moment, gdy do pałacu „Towarzystwa pisarzy“ przybył intruktor CK litewskiej komunistycznej partii Justas Vincas Paleckis. Podczas spotkania z litewską sowiecką inteligencją instruktor CK dziwił się, że naród litewski chce „wyprowdzić sowiecką armię“, i pytał: „czy wiecie, co by było gdyby Litwa tak postąpiła?“ Spojrzawszy na milczących inteligentów dalej koontynuował: „już nazajutrz do Wilna wkroczyłaby armia Polski“.

Drugie opowiadanie w tym samym roku usłyszałem od poety Marcelijusa Martinaitisa członka „Sąjūdisu“, organizacji walczącej o niepodległość Litwy: jak poeta uspokajał swych sąsiedzi we wsi obok Wilna – polskojęzycznych wiejskich ludzi, którzy ostrzerzeni przez „rzetelne źródła“, z zabarykadowanymi drzwiami czekali na przyjście „Litewskich sąjūdistów“, organizujących pogrom Polaków.

Część litewskich polityków i akademików dziś kontynuują opowiadanie o złowrogich polskich zamiarach dla litewskiej państwowości. Według nich, Litwę, od imperialistycznych zamiarów Polski nie obroni nawet NATO [1]. Według tego opowiadania, AWPL, wymagająca dziś szerokich praw i przywilei, takim sposobem bierze udział w Polskim marszu na Wilno. Oni, jak i przed 100 lat ich dziadkowie, dążą oderwać kraj wileński od Litwy: Gen. Żeligovskis rozpoczął szablą, a dzisiejsi polonizanci chcą jego pracę zakończyć literkami i tabliczkami; Warunek – pisać polskimi literami spolszczone litewskie nazwiska polskojęzycznych mieszkańców Vilnii nie jest poprawny, mający polonizacyjnych celi – ostatecznie wynarodownić byłą okupowaną część Litwy [2]. Polskiej kultury obywatele Litwy, chcący polskimi literami pisać swoje nazwiska litewskiego pochodzenia mogą być traktowani jako obce [3], – ostrzegają litewscy politycy. W tym litewskim opowiadaniu tkwi domyślny pomysł, jak pokonać zagrożenie Polski – stopniowo z powrotem lituanizować tych mieszkańców Wileńszczyzny, którzy w biegu historii spolszczyli się czy zostali spolszczeni. Ten podtekst rozumieją i polskojęzyczni Litwini, utożsamiający siebie z polską kulturą. I dlatego oni zaczynają spoglądać na władze kraju jako na groźną siłę, od której koniecznie mają bronić swą polską tożsamość, a sąsiednią Polskę – widzą jako wiernego obrońcy ich tożsamości. Jednak i proponawane dla nich polskie opowiadanie Polski pod wieloma względami jest zniewalające i surowo wymagające posłuszeństwa dla tej ideologii.

Narrację, pełną polskich stereotypów, w 2010 r. opublikowała polska dziennikarka Maja Narbutt w artykule „Po braterstwie nie został ślad“. W styczniu 1991 r., będąca w Litewskim parlamencie podczas jego obrony przed armią czerwoną, Maja Narbutt z zachwytem opisywała walkę Litwinów o wolność. Dziś, po 20 latach, Maja Narbutt, zobaczywszy „prawdziwą“ twarz zajadłego Litwina pisze: „Dotychczas w stosunkach z Litwą nie ukrywaliśmy sentymentów – mówiliśmy o pieknej wspólnej historii i o Rzeczpospolicie Obojga Narodów. Lecz tam, gdzie my widzimy blask, litewscy politycy widzieli cień. Stało jasne, że paradygmat patriotyzmu Litwinów opiera się na antypolskości. I tak jest dlatego, że dziś Litwę nadal kontrolują rosyjskie specsłużby. Przeciw Polakom jest skierowany cały system litewskiej oświaty: dążący polskich dzieci przewrócić w Pawlików Morozowych – zdrajcami Polaków, swoich dziadków i przodków. Przykładem takiego litewskiego zachowania – referat, napisany przez uczennicę (której matka – litwinka) litewskiego liceum w Solecznikach, o „Wyzwoleniu Wilna spod polskiej okupacji“.”

Według Maji Narbutt, uczennica, mająca polskie imię i nazwisko, stała się zdrajcem swoich Polaków, bo potępiła marsz Lucjana Żeligowskiego na Wilno [4]. Wychodzi, że w XXI w. człowiek, mieszkający na Litwie i mający polskie nazwisko nie ma prawa kwestionować czynów Józefa Piłsudzkiego. Taka osoba staje się narodowym degeneratem, gdy publicznie wypowiada opinie podobne do polskojęzycznych mieszkańców Litwy – Oskara Milasziusa, Mikołaja Römera, Józefa Mackiewicza czy Czesława Miłosza. Trzeba zaznaczyć i inne twierdzenie z narracji Maji Narbutt: bractwo Polaków i Litwinów możliwa będzie tylko wtedy, gdy Litwini „wspólną i piękną“ historię zaczną oceniać tak jak i Polacy. Jeżeli Litwini zamiast blasku widzą cienie, znaczy, oni (jak wierzono i w XIX w.) są pod wpływem rosyjskich specsłużb. Podobnie wypowiada się Jerzy Haszczyński.

Oczywiste, że powtarzając pozycję Maji Narbutt, któryś zajadły litewski językoznawca mogłby dla Maji przypomnieć jej litewskie pochodzenie z rodu Narbutów oraz zaprzeczyć, że „litewskie nazwisko mająca dziennikarka“ takimi wypowiedziami jakoby zdradza swych przodków i Litwę. Tak więc widzimy, że walczące między sobą narodowe polskie i litewskie opowadania paradoksalnie zrastają się w jedne zamknięte koło. Na dodatek wymagając, aby współczesny człowiek nawet nie próbował przekroczyć tego koła, a dalej pozostałby po jednej czy drugiej stronie.

Taką kompozycję zamkniętego koła w dzisiejszym czasie także konstruje i retoryka najwyższych urzędników RP i RL. Dalia Grybauskaitė głośno wątpi lojalnością mieszkańców polskiej kultury na Litwie [5]. Bronisław Komorowski publicznie oburza się zajadłą „litewską kozą“, która swoją wolą nie pryjdzie do żadnego wozu [6]. Takim sposobem on odtwarza obraz stuletniej dawności, który Polacy nadali Litwinom: gdy Mikołaj Römer w 1907 r., wydawszy traktat o litewskim narodowym odrodzeniu, w polskiej prasie doczekał krytyki za to, jakoby on pochylone drzewo pozwala by na niego lazły litewskie kozy [7].

O wyjściach. Czy są jakieś wyjścia z przecieńcia różnych narodowych ideologii? W 2011 r., grupa intelektuałów Litwy, wypowiadająca się za miłość między Polakami a Litwinami publicznym listem zachęciła rodaków zmienić pogląd na przeszłość kraju i wyrzeć się „szkodliwej“ interpretacji historii: Szowinistyczna wersja historii, patrząca na naszą wspólną histori jako na „stracone wieku“ zniekształca wizję o przeszłości państwa, odrzuca i brudzi wspólne duchowe, polityczne i kulturalne dziedzictwo – od bitwy pod Grunwaldem do Konstytucji 3-go maja, od Ostrej Bramy do wspólnej walki bendros kovos przeciw wrogom – jak i w roku 1863, tak i w 1989 [8].

Według autorów listu, dążąc odzystać przyjazne Polsko-Litewskie stosunki, Litwini musieliby spełnić warunek Maji Narbutt: rozpocząć rozjaśniać i zrozumieć swą przeszłość tak, aby widzieć blask tam, gdzie go woła widzieć w Polsce dominująca historyczna narracja. A interpretacje wątpiące tym blaskiem są zwane „szowinistyczną wersją historii“.

Można się zgodzić ze zdaniem, że w dzisiejszej Litwie pozostałe ujemne oceny wspólnej Polsko-Litewskiej przeszłości mają być analizowane, krytycznie rozpatrzone. Jednak trudno zgodzić się z twierdzeniem, iż taki ujemny pogląd Litwinów na historię stosunków polsko-litewskich jest szowinistyczny – oparty na nienawiści do Polski czy wszystkich innych narodów. W końcu,  jakich Litwinów musielibyśmy liczyć za takich „szowinistów“? Witolda Wielkiego, który dążył o koronę Litwy przeciw woli polityków Korony Polskiej? Alberta Gosztautasa, który na pocz. XVI w. popierał tworzenie historycznej narracji państwa litewskiego, nieprzychylnej dla Polski? Mikołaja Radziwiłła Czarnego, który winił politykę Polską za dążenie siłą narzucić dla Litwy nierównoprawną unię Lubelską? Profesorów Uniwersytetu Wileńskiego i litewskich bojarów, którzy w 1794 r. założyli Radę Najwyższą Litewskiego Narodu i z powodu tego doczekali się prostestów w Warszawie? Historyka Szymona Daukantasa, który watpił „korzyściami“ z Unii Lubelskiej? Macieja Wołańcziusa, skromnie oceniającego powstanie 1863 r.? „Litwomanów“ Jonasa Basanawicziusa i Wincasa Kudirki, walczących o wolność Litwy? Litewskich chłopów, którzy stanęli bronić odrodzoną Republikę Litewską nie tylko od bolszewików, ale i od Polaków na czele z L.Żeligowskim? Mikołaja Römera, który potępił Józefa Piłsudzkiego? Historyka Adolfasa Szapoki, który krytycznie analizował Konstytucję 1791 r.? Akademika Z.Zinkevičiusa, badającego spolszczone nazwiska mieszkańców Litwy Wschodniej?

Czy te wyjście, zaproponowane przez siedmiu litewskich intelektuałów nie jest próbą „zmienić“ historię Litwy według wymagań jeszcze jednej ideologii? Czy, zamiast tego, aby, stać się otwartymi dla wielokulturowej tradycji kraju, jego różnorodności, ta propozycja nie jest zachęceniem jednego ideologicznego opowiadania zamienić w inny? Narrację Moskwy w narrację Warszawy? Wybrać z mozaiki rozproszonej przeszłości Litwy tylko te fragmenty, które podobałyby się sąsiednim krajom, dla nich połyskujące szczątki i uczyć swą społeczność nimi się cieszyć? Starania tak się zachowywać już są. Nawet zawodowi historycy kreślą schematy ideologiczne i wymagają od obywateli Litwy zadecydować: „z kim wy, z dobrymi czy ze złymi?“. Czy takie zachowanie nie jest konjukturne? Czy mogą Litwini razem z braćmi Polakami szczerze cieszyć się blaskiem Unii Liubelskiej, kiedy Wielkie Księstwo Litewskie (WKL) straciła nie tylko połowę swych terenów, ale i część suwerenności. Ciekawe, czy Polska uroczyście świętowałaby Unię, gdyby do Litwy przyłączono Mazury, Pomorze?

Wątpię czy zamieniwszy jedną selektywną historyczną narrację na inną, odnajdziemy trwały fundament dla przyjacielskiego i obywatelskiego współżycia wielojęzykowych ludzi Litwy. Przecież przed sąsiedźmi uginający się, wyrzekający się swojej przeszłości Litwin nigdy wartym zaufania partnerem. Dlaczego inni musieliby ufać tej etnicznej społeczności, która nie ufa sama sobie, która, cierpiąca na brak świadomej tożsamości oraz silniejszej morali, tylko próbuje udawać dla okolicznych im podobające się role. Dlatego polecenie wyrzec się części swej przeszłości i samodzielnej historycznej narracji, by przyjaźnić się Polakami, nie jest dobrym wyjściem.

O tradycji. Czyżby zacna przyjaźń między wolnymi, równymi i różnymi Polakami a Litwinami niemożliwa? Czyżby różna, wielojęzykowa historyczna tradycja Litwy, samodzielna jej narracja byłaby za trudnym brzemieniem dla współczesnych mieszkańców Litwy? Jednym z najlepszych sposobów dla formowania wolnego społeczeństwa jest przywrócenie jej żywej prawdziwej tradycji.

Aktualną zostaje dziś konieczność współczesnemu człowiekowi „zakorzenić się w historii“ [9]. To zrobić można tylko wyłącznie zaprowadzając dialog z ludźmi przeszłości, powiązując uzależnione więzi z społecznością, która kiedyś mieszkała w tej krainie. Czyli – tylko szczerze otwierając się na skupione ich doświadczenia, idee, poglądy, pozycje i oczekiwania.

Kontynuować samodzielną narrację Litwy – to nie tylko przyznać i zrozumieć, o co dążyli, co bronili, o czym radzili się i sprzeczali się ci ludzi, liczący Litwę swą ojczyzną, ale też i wsłuchać się w ich doświadczenie i to, co dla nich było ważnym. Kontynuować samodzielną narrację Litwy – to nie tylko starać się ogarnąć geograficzną, kulturalną, językową, religijną, polityczną różnorodność przeszłości kraju, ale i spostrzec to, co tą różnorodność łączyło w skomplikowaną i wielogłosową całość – w społeczeństwo Litwy, w państwo Litewskie. Zauważyć, jakie w przeszłości utworzone symbole mogłyby i dzisiaj jednać w jedne społeczeństwo wszystkich Litwinów, należących do różnych pochodzeń, języków i kultur.

Szersze i czulsze dzisiejsze spojrzenie miałoby pomóc dla tradycji Litwy. Do historycznej narracji Litwy trzeba przypisać nie tylko teksty nie tylko litewskie, ale też i polskie, białoruskie, hebrajskie, jidisz, ukraińskie, rosyjskie, łacińskie i innymi językami pisane teksty przez prawosławów, unitów, kalwinistów, liuteranów, arianów, judei czy innych konfesji. Ceniąc twórców litewskiego piśmiennictwa w XVI w., obok nich musielibyśmy widzieć Mikołaja Radziwiłła Czarnego, który wydał pierwszą protestancką Biblię w jęz. polskim, Andreja Kurbskiego, który na Litwie kreślił wizję Republiki Moskiewskiej. Obok Kristijonasa Donelaitisa – litwinem siebie liczącego Tadeusza Kościuszki. Obok Simonasa Daukantasa – Adama Mickewicza, który swą przynależność do Litewskiego politycznego społeczeństwa podkreślał nawet na emigracji. W 1841 r. 23 marca A.Mickewicz z Paryżu do brata Franciszka pisał: „Może zostanę profesorem bez naturalizacji, ponieważ mi jakoś żal przestać być Litwinem urzędownie i niemile stać się Francuzem.“ [10]. A.Mickiewicz, jak i w XX w. Wytautas Kavolis, kochał i cenił przed pół wieku stracone Litewskie obywatelstwo: możliwość stać się Francuzem on powiązywał ze zdradą Litewskiego politycznego społeczństwa, a nie Polski. Obok Jonasa Basanawicziusa – Mikołaja Römera. Obok Wytautasa Kawolisa, Marii Gimbutas, Algirdasa Greima – Czesława Miłosza. Widzieć całą, z jego wypowiedzianą gorzką spowiedzią: „Nienawidzę Wilna. Więcej nigdy tu nie przyjadę. Wszyscy tu mnie pytają, kim ja jestem – Litwin czy Polak. A ja  jestem i Litwinem i Polakiem. A naprawdę jestem ostatnim obywatelem WKL“[11]. Te słowa Miłosza podejmują istotne pytanie: jaką będzie litewskie opowiadanie, narracja Wilna – zniewolająca tożsamości litewskie, negująca różnorodność poglądów, czy – dbająca o wolność osobistą, chroniącą różnorodność, twórczość, świadomość i wzywająca do dialogu między różniącymi się doświadczeniami? Czy w kulturze litewskiej, społeczeństwie Litwy będziemy starać się jeden drugiego poznać, zrozumieć, przyznać, czy – pokonać, ujednolicić, nachylić? To pytanie między stosunkiem teraźnieszości z tradycją Litwy. Iż dzisiejsze życie społeczne, otwarte na starą tradycję Litewską, słuchające opowieść pierwszej Republiki Litewskiej – WKL, stałoby się swobodniejsze, bardziej świadome i samodzielne. Poczucie żywej tradycji pomogłoby dla pokolonijnego kraju zmniejszyć niepewność wobec siebie i jutra. Więź z wielokulturową opowieścią nadałaby więcej wolności. Większa otwartość ku doświadczeniom, wypowiedzianym przez naszych przodków i moralnym imperatywom, pewniej zjednoczyłyby przyszłość III Republiki Litewskiej. Przecież, według dzisiejszych historyków, przeszłość jako dzieło wolnego człowieka, historyczna narracja zwiększa wolność społeczności. I naodwrót: narracja, która przedstawia przeszłość jako przez surowe prawidła dyscyplinowana rzeczywistość, działa na teraźniejszość totalitarnie i tym ogranicza wolność [12].

Najtrwalszą oporą starej republikańskiej opowieści był Statut litewski, co kilka wieków gromadził ludzi różnych kultur w jeden naród Litewski. Jego II i III redakcje w XVI w. zatwierdziły miłość i wierność swojej Republice jako istotne zasady życia społecznego. [13]. [...] Czy wierność dla wolności i swej Republice nie mogłyby także i dziś łączyć ludzi różnej kultury, języków, konfesji w jedno społeczeństwo? [...] jako spadkobierców WKL? Jeszcze w 1989 r., w Paryskiej „Kulturze“ Cz.Miłosz pisał: „Trudno zrozumieć, dlaczego po polsku mówiący mieszkańcy Litwy musieliby wyrzec się tego bogactwa (dziedzictwa WKL). [...] Dlatego, zanim patrząc na siebie jako na nieszczęsnych braci, oddzielonych od narodu polskiego i próbujących wytrwać w niekorzystnym otoczeniu, masz prawo przywrócić wyniosłość gospodarzy, będących na swoich ziemiach [...]. Ale tylko z warunkiem, że przestaniesz być konserwatywną i mało twórczą grupą, że będziesz hodował ludzi, znających swoje dziedzictwo, które nie jest polskie, lecz starolitewskie.” [15].

Około 1990 r. Cz.Miłosz prztłumaczył hymn Litwy na jęz. polski, z nadzieją, że go będą śpiewać i obywatele Litwy polskiej kultury. [16]. Tak Miłosz próbował uczynić hymn bliższym dla spadkobiercom WKL – obywatelom Litwy polskiego pochodzenia. W 1992 r. twierdził: „Jako tutejsi (całkiem nie emigranci czy koloniści), Polako-Litwini, muszą stworzyć program lojalnych obywateli nowego państwa” [17].

Rzecz jasna, że polityka państwa litewskiego ma być korzystna dla powstania takich polskich, białoruskich czy rosyjskich programów. Politycy, będący wierni dla historycznej narracji kraju, musieliby bronić zasadę, że inne kultury też są pielęgnowane przez Litwę, jako część litewskiego dziedzictwa. Wolna Republika Litewska nie ma prawa wyrzec się tej zasady nawt wtedy, gdy część ludzi z jednej czy drugiej kultury odmawia się bliżej łączyć los swój i swych dzieci z politycznym społeczeństwem kraju, czyli gdy odrzucają możliwość wspólnej opowieści Litwy, jaką proponował Cz.Miłosz.

Według liderów AWPL, tożsamość obywatela Litwy jest sprzeczna z tożsamościa litewskiego Polaka. W.Tomaszewski, po zapytaniu, dlaczego litewscy Polacy nie mogliby w szkołach kilku przedmiotów uczyć się w jęz. państwowym, on rozjaśnił to tak: Wasza wola – jeśli chcecie, to się i uczcie się. Tak więc dla wszyskich obywateli państwa wykładane wspólne lekcje jęz. litewskiego, kurs historii Litwy oraz geografii Litwy niby przemieniłby litewskich Polaków w nieformalnych obywateli Litwy, za dużo by połączył ich z państwem Litewskim, a to dla nich jest nie do przyjęcia.

Idąc śladami S.Szalkauskasa, musimy zgodzić się, że nawet i taka postawa osoby w wolnym pańswie ma być tolerowana [19]. O wiele trudniejsze i do dziś nieodpowiedziane pytanie: jak powinna zachodzać się polityczne społeczeństwo kraju w wypadkach, kiedy polityczne współżycie zaprzeczają nie pojedyncze osoby, a partia, wypowiadająca się w imieniu całej społeczności kulturalnej oraz w swojej społeczności nie tolerującej innych zdań, poglądów, innych obywatelskich postaw?

Wydaje się, że Republika, aby nie stracić swojej istoty, zawsze powinna konsekwentnie bronić swobodę sumienia osoby, prawo każdego samodzielne określić się, ale zarazem i przypomnieć obowiązek każdego obywatela trzymać się ustaw. Wolna Republika, aby przetrwać, w dowolnym wypadku będzie próbować być otwartą na całość swojej przeszłości, próbować kontynuować samodzielną opowieść kraju. Republika będzie dążyła, by ta opowieść raniej czy później więziami solidarności pojednałaby i zakorzeniłaby większość ludzi Litwy we wspólnej ojczyźnie, aby w społeczeństwie żyjące stereotypy były złagodzone przez bieg tradycji.

Użyta literatura:

[1] Rimantas Varanauskas, “Ozolas įspėja apie Lenkijos kaliamus pavojus Lietuvai”, in: www.Alfa.lt, 2011.04.13.
[2] Zigmas Zinkevičius, „Apie pavardžių rašymą lenkiškomis raidėmis“, in: www.voruta.lt, 2011.07.24.
[3] V. Landsbergis: jei lenkai nori lenkiškų pavardžių pasuose, gal jie nori būti traktuojami kaip svetimi, www.DELFI.lt, 2011.09.03.
[4] Maja Narbutt, “Po braterstwie nie został ślad”, in: Rzeczpospolita, 2010.10.26.
[5] D. Grybauskaitė: mėginama nesilaikyti nuostatos, kad mažumos turi būti lojalios valstybei, www.DELFI.lt, 2011.09.13.
[6] Bronislawas Komorowskis: “lietuviška ožka” pas jokį vežimą neateis, www.DELFI.lt, 2011.09.08.
[7] “Mykolo Römerio autobiografija”, in: Lietuvių atgimimo istorijos studijos, t. 13, Vilnius: Saulabrolis, 1996, p. 215.
[8] Intelektualai apie Lietuvos ir Lenkijos santykius: gyvenome, gyvename ir gyvensime kartu, www.lrytas.lt, 2011.04.11. Atvirą`laišką pasirašė A.Gailius, D.Gailienė, I.Vaišvilaitė, A.Jokubaitis, P.V.Subačius, R.Petrauskas, kun. J.Sasnauskas.
[9] Vytautas Kavolis, Nužemintųjų generacija. Egzilio pasaulėjautos eskizai, Cleveland, 1968, p. 58.
[10] Adam Mickiewicz, Dzieła, t. XV, Listy, d. II, parengė Stanisław Pigoń, Warszawa, „Czytelnik“, 1955, p. 391.
[11] Šie Cz. Miłoszo žodžiai buvo ištarti Vilniuje 2000 m. pokalbyje su Irena Veisaite.
[12] Jörn Rüsen, Istorika. Istorikos darbų rinktinė, Vilnius, 2007, p. 456-457.
[13] Statut Vjalikaga Knjastva Litouskaga 1588, Minsk, 1989, p. 118-119.
[14] Ibidem, p. 47-48.
[15] Czesław Miłosz, “O konflikcie polsko-litewskim”, in: Kultura, Paryż, 1989, Maj, p. 9.
[16] Viktorija Daujotytė, Mindaugas Kvietkauskas, Lietuviškieji Česlovo Milošo kontekstai, Vilnius, 2011, p. 106-111.
[17] “Litwa i Polska. Ankieta ‘Znaku’”, in: Znak, Kraków, 1992, Nr. 442 (3).
[18] V. Tomaševskis: Tai jūs turite šitame krašte integruotis, www.lrytas.lt, 2011.04.06.
[19] Stasys Šalkauskis, „Lietuvių tauta ir jos ugdymas“, in: Stasys Šalkauskis, Raštai, Vilnius, 1995, t. IV, p. 322-323.

http://darius.kuolys.lt/lietuviai-ir-lenkai-tradicija-ir-stereotipai

Rodyk draugams

Bycie Polakiem Litewskim

W imieniu Polaków Litewskich (bez ich powiadomienia) w Polsce wiele się mówi. Proszony przez redakcję jednego czasopisma podzielić się własnymi wrażeniami z życia na Litwie, chcę w swym imieniu, jako Polak Litewski, udzielić kilka słów.

Tematem artykułu – bycie Polakiem na Litwie. A być Polakiem Litewskim, to po pierwsze znaczy – ciągle słyszeć jak w twoim imieniu ciągle ktoś mówi o tobie rzeczy, które nie zawsze są zgodne z rzeczywistością.

W mediach polskich mówi się dużo o nas. Np., mniejszość polska na Litwie jest dyskryminowa, prawa Polaków są ograniczane, w szkołach mniejszości narodowych władze Litwy chcą ograniczyć nauczanie języka ojczystego. Ciągle pojawiają się historie o tym, jak na Litwie ktoś zwolnił jakiegoś człowieka z pracy, jakiś student nie złożył egzaminu, recydywista pchnął nóż w chłopaka, odrzucono jakiś projekt ustawy proponowany przez członka Sejmu, i niby jedynie z tego powodu, że wymienione osoby są Polakami. Tym czasem w Warszawie przeciwko władz Litwy są organizowane protesty z plakatami: „Europa, wstydź się Litwy!”, „Nie bądźmy obojętni dla krzywdzownych przez Litwę Rodaków!”.

Wszystko podaje się tak, że strony może wyglądać, że Litwa jest jakimś strasznym krajem, w którym każdemu ciągle coś jest zabraniane. Jednak fakt, że na Litwie te, tak zwane „dyskryminujące” ustawy dotyczą wszystkich mniejszości narodowych, wywołują jednak różne reakcje wśród mniejszości narodowych, sugeruje zastanowić sie, dlaczego tylko partia „Akcja Wyborcza Polaków na Litwie” (AWPL) wraz z polityczną organizacją „Aljansem Rosjanów” apelują o różne wypadki dyskryminacji? A może jest coś inaczej, czego nie wiemy?

Być Polakiem Litewskim, to także widzieć jak przeciw własnej woli stajesz się obiektem, od którego mają zależeć stosunki międzynarodowe Polski i Litwy. A być przeciw własnej woli, to być więźniem.

Artykuł można podzielić na dwie części: W pierwszej części omówimy przynależności narodowościowej Polaków z Litwy. Zobaczymy, czy tak naprawdę jesteśmy rodakami jednego narodu; W drugiej części przedstawię obraz życia Polaków Litewskich jaki widzę ja, Omówimy sytuację Polaków Litewskich, istne ich zapotrzebowania i problemy. Zobaczymy też, czy w rzeczywistości Polacy Litewscy są krzywdzeni przez Litwę.

I. W Polsce, dla większości z was, pytanie o narodowość nie przysparza problemów. Natomiast pośród wielu mieszkańców Wileńszczyzny odpowiedź na to pytanie wcale nie jest tak oczywista. Kim są mieszkańcy Wileńszczyzny, posługujący się językiem polskim?

Na Litwie można usłyszeć, że polskojęzyczni mieszkańcy Wileńszczyzny są Litwinami, którzy wciągu ostatnich 300 lat w biegu historii spolszczyli się czy zostali spolszczeni, przejmując kulturę polską i język. Jednoznacznie się zgadzam z tym twierdzeniem, że ci, jeszcze nie tak dawni praojcowie dzisiejszych Polaków z Litwy byli Litwinami. To potwierdzają fakty historyczne. Jednak nieraz polskojęzyczni obywatele Litwy, utożsamiający siebie z polską kulturą, słysząc to samo z ust Litwinów, rozumieją to jako chęć Litwinów z powrotem ich lituanizować i dlatego oni zaczynają spoglądać na władze kraju jako na groźną siłę, od której koniecznie mają bronić swą polską tożsamość, a sąsiednią Polskę – widzą jako wiernego obrońcy ich tożsamości.

Pomimo tego wszystkiwgo, sam fakt, że wśród nas istniejący podział na „MY (mówiący po polsku) i ONI (Litwini)”, świadczy o tym, że dziś to już nie są Litwini, mówiący po polsku. I dlatego dziś trudno ich nazwać Litwinami. Pozostaje dla nas jakoby ostatnia opcja – Polacy. Lecz moim zdaniem, tych ludzi określić Polakami tym bardziej nie można.

Nieraz część polskojęzycznych przedstawicieli Litwy osób na zadane pytanie „Jaka jest twoja narodowość? nie zna konkretnej odpowiedzi. Gdy uściślić pytanie podając kilka propozycji: „Litwin, Polak, Białorusin, etc.?”, większość bez zastanowienia odpowiada, że są Polakami. Przykładem tego może być ostatni, narodowy spis powszechny. Na pytanie dotyczące przynależności narodowej, niektóre osoby nie znają odpowiedzi. Proszą oni o podanie kilku możliwości do wyboru i dopiero wtedy następuje wybór danej narodowości.

Widzimy więc, że trudno jest jednoznacznie zdefiniować narodowość polskojęzycznej społeczności na Litwie. Większość z nich stanowczo twierdzi, że nie są oni Litwinami. Uważają się za Polaków. W toku późniejszej rozmowy okazuje się, że ich związki z Polską nie są oczywiste. Dla niektórych określić, że są Polakami jest trudno, ponieważ za swą ojczyznę uznają Litwę, a żadnych więzi, oprócz języku, z Polską nie mają.

Dlaczego tak jest? Z jaką ciągłością kulturową mieszkańcy utożsamiają siebie mieszkańcy Wileńszczyzny? Co w sytuacji, w której określają się jako Polaków, a za swoją ojczyznę uznają Litwę? Czy możliwie, że jest jeszcze jakaś inna alternatywna kategoria narodowościowa, która nie wymuszałaby wybierać jedno, a rezygnować z drugiego? Mam się na myśli specyficzną kategorii „Litewskiego Polaka”.

By lepiej zrozumieć tę skomplikowaną definicję przenieśmy się do przeszłości – do pocz. XX wieku. W okresie ruchu odrodzenia narodowego w Polsce i na Litwie, była aktywnie praktykowana ideologia wymagająca określić się: albo stać się Litwinem i pójść na konflikt ze swą polskością, albo być Polakiem i utożsamić siebie z Polską, tracąc swą wyjątkową osobliwość i więzi z Litwą. Więc jaka jest zawartość pojęcia „Polak Litewski“?

Jedna z najsłynniejszych postaci Litwy, Michał Römer (1885–1945), w swej autobiografii przyznaje się, że nie może nazwać siebie tylko Polakiem, czy tylko Litwinem: „[...] moja skóra jest swoista – nie wyłącznie polska i nie wyłącznie litewska, ale nadzwyczajnie skombinowana, w której mieści się skóra Adama Mickiewicza. [...] Nasza – Polaków Litewskich – tragedia polega na tym, że nie mamy swego imienia, że nasza dusza jest koncepcją dwóch narodów, że w razie konfliktu między dwoma duszami dla nas jest trudniej, niż dla kogoś innego, zdecydować się prawidłowo; posługujemy mianem [Polaków], które nie odpowiada naszego sedna i najgłębszych podstaw psychiki, wyrosłych z charakteru tutejszych Litwinów i Białorusinów.“ (Maksimaitis M: “Mykolo Römerio autobiografija”, in: Lietuvių atgimimo istorijos studijos, t. 13, 1996, p. 190 -191).

Uwagi te są aktualne i dzisiaj. Mogą one dla nas pomóc pojąć osobliwości tego identytetu; wyjaśnić dlaczego dla Polaków Litewskich, w jednej sytuacji, jest trudno określić się między Polakiem a Litwinem, oraz, na przykład, dlaczego tak łatwo powiedzieć „jestem Polakiem, ale podczas zawodów sportowych między Polską a Litwą, kibicuję wyłącznie za Litwę, bo to moja ojczyzna“.

Moim zdaniem, przyczyną takich sprzeczności jest ta sama ideologia, która nadal od nas wymaga wybrać jedno z dwóch – Polskę czy Litwę. Np., dziś ta sama ideologia jest szerzona przez AWPL. Np. lider tej partii W.Tomaszewski nieraz twierdził, że sciślejsze nauczanie się jęz. litewskiego jest dla Polaków obcą rzeczą i niby za dużo by połączyło ich z państwem Litewskim, a to dla nich jest nie do przyjęcia (V. Tomaševskis: Tai jūs turite šitame krašte integruotis, www.lrytas.lt, 2011.04.06). Według niego, tożsamość obywatela Litwy jest sprzeczna z tożsamością Litewskiego Polaka. Z jakiej racji on ustalił, że Litwa dla nas jest obca? Widzimy, że proponawana dla nas ta ideologia „polska“ pod wieloma względami jest zniewalająca i surowo wymagające posłuszeństwa dla niej.

W tym kontekście pasują tu słowa M.Römera: „Większość, którzy dziś sztucznie tulą się do Polaków, próbują wyrwać najgłębsze korzenie litewskości z swej duszy, niestety muszą rozczarować się: tam oni nie odnajdą swego prawdziwego miejsca.“ (Maksimaitis M, 1996, p. 191).

Muszę zaznaczyć, że termin „Polak Litewski” zdecydowanie różni się od terminu „Polak na Litwie”. I to nie jest tylko gra słów. Jesteśmy elementem tutejszym, jedynie spolonizowaną, a nie napływowym, wywodzącym się z Polski. M.Römer również stanowczo odrzuca traktowanie Polaków Litewskich, jako rzekomo „odłamu Narodu Polskiego”: „Jeżeli można tu w stosunku do nas, Polaków litewskich, mówić o jakimś odłamie, to ścisłość historyczna wymagałaby stwierdzenia, żeśmy się „odłamali” nie od Narodu Polskiego i przyszli do Ziemi Litewskiej, lecz że tworzymy „odłam rdzennego społeczeństwa krajowego” [Litwy].” (www.pogon.lt/historia/292-michal-romer-dwie-teorie-o-polakach-litewskich.html). Nas, Polaków Litewskich można też porównać do Walończyków Belgijskich (łączących język francuzki i kulturę wraz z poczuciem odrębności etnicznej oraz patriotyzmem do Belgii).

Na koniec warto także wspomnieć słowa Czesława Miłosza, które wypowiedział w Wilnie podczas rozmowy z I.Vesaite, w 2000 r.: „Wszyscy tu [w Wilnie] mnie pytają, kim ja jestem – Litwin czy Polak. A ja jestem i Litwinem i Polakiem. A tak naprawdę to jestem ostatnim obywatelem WKL“.

II. Teraz przejdźmy do następnego tematu. Spróbuje wam opisać nasze życie na Litwie oraz to, jak politycy wpływają na nasze życie.

Stosunki polsko-litewskie nie wyglądają tak pesymistycznie, jak mogłoby się wydawać tylko na podstawie informacji z prasy i komentarzy internetowych. Jednak w I części się artykułu wspomniałem, że wśród Polaków Litewskich w stosunku do Litwinów występuje podział na „swoich” i „obcych”. Tym się mogli upewnić i etnolodzy z uniwersytetu Wrocławskiego podczas badań terenowych w okolicach Trok (2012.10.12–18).

Z przeprowadzonych rozmów z lokalną społecznością Wileńszczyzny, można wnioskować, że chociaż wiele się mówi o bogatej wielokulturowości Wileńszczyzny, Polacy z Litwinami nie wchodzą w poważniejsze relacje. Pojawiają się również głosy świadczące o niechęci wyrażanej pod adresem osób, różnych pod względem narodowościowym. W niektórych sytuacjach problemy narodowościowe nie występują, innym razem niechęć wobec siebie, są czymś zupełnie normalnym. Trzeba też dodać, że taka sytuacja jest bardziej aktualna we wsiach i mniejszych miasteczkach, tzn. tam, gdzie daną miejscowość zamieszkują w większości Litewscy Polacy, a Litwinów jest brak. Można to objaśnić paradoksem psychologicznym – zazwyczaj nie lubimy tego, czego nie znamy.

Moim zdaniem, dziś główną przyczyną wzrastania takich podziałów wśród Polaków Litewskich i Litwinów jest świadome prowokacyjne poczynania działaczy Akcji Wyborczej, którzy pobudzają niezdrowe uczucia nacjonalistyczne.

W wyniku jednostronnej propagandy AWPL, budzącej stare stereotypy z pocz. XX wieku, np. „Polak pan, a litwin cham”, wiele wartości nabrało odmienny sens, a złośliwe wypady przeciw swej Ojczyźnie są odbierane jako wzorowa patriotyczna postawa. W pojęciu zwolenników AWPL, ten z Litewskich Polaków, kto życzliwie mówi o Litwie jest „zdurniawszy”. Druga możliwość – że Polak Litewski, będący obywatelem Litwy ma wspierać swą ojczyznę Litwę – jest dla takich „patriotów Polski” nie do przyjęcia i określana jako zdrada.

Zaczęłąm mówić o AWPL nie prosto tak, dlatego, że ta partia LLRA na Wileńszczyźnie ma ogromne wpływy: w rejonach Wileńskim, Solecznickim, Trockim ponad 17 lat prawie wszystkie samorządowe stanowiska pełnią osoby należące do tej partii czy będące blisko z nią związane, więc nic dziwnego, że polska społeczność nie chce stanąć na drogę tym strukturom i psuć z nimi stosunki. Widok taki, że na Wileńszczyźnie przetrwał system jednopartyjny, który mało się różni od tego, co był za czasów Sowieckich. W takiej sytuacji, gdy w regionie długi dominuje taki system, on niebiera elementy systemu nomenklatury.

Sens istnienia Akcji Wyborczej polega jedynie na zaostrzeniu konfliktu i tworzeniu problemów, dzięki którym partia utrzymuje swój elektorat. Strategia AWPL oparta na tanim nacjonalizmie otrzymuje swe zyski. W takiej glebie AWPL może łatwo ludnością manipulować, wbijać do głowy Polacy Litescy syndrom ofiary, a samym występować w roli „jedynych obrońców”. Mając w ręku środku masowego przekazu oraz poparcie władz Polski, każdy konflikt można przedstawić w wygodny dla siebie sposób, gdzie awepelowska prasa serwuje dla nierozeznanej ludności polskiej rzekome „zagrożenie” ze strony Litwy. Wszystko negatywnie naświetlając AWPL buduje w świadomości społeczności Litwy ujemny obraz wszystkich Polaków (a za skutki,  powstające winić właśnie Litwinów), mając na celu dalszą izolację Litewskich Polaków i dalsze pobudzanie wzajemnej niechęci wobec Litwinów.

Można powiedzieć, że cała karjera polityków AWPL zależy od tego, ile jednej czy drugiej narodowości obywatele Litwy są ujemnie do siebie nastawieni. Dlatego sytuacja, w której Polacy i Litwini blisko się przyjaźnili – dla nich jest niedopuszczalna. W celu zachowania tego stanu i nie dopuszczania do zmian na tym terenie są specjalnie intensywnie ekspoloatowane polsko-litewskie „problemy”, używane w celu trzymania nierozeznanej ludności w stanie niepewności jutra, siejąc strach przed asymilacją metodami wziętymi z arsenalu sowieckich służb KGB. A kto próbuje to krytykować – otrzymuje łatkę „antypolaka” lub „nacjonalisty”.

Jako środek do realizacji tych celów wybrano szkoły, gdzie niektórzy nauczyciele (członkowie AWPL) dla uczniów najmłodszych klas agitują by ich rodzice na wyborach głosowali na AWPL, inaczej  w przeciwnym wypadku do samorządu „przyjdą Litwini i pozamykają polskie szkoły”.

W rzeczywistości reforma oświaty (analogiem oświaty w Polsce), której tak się sprzeciwia AWPL, całkiem nie dyskryminuje Polaków, a naodwrót – pomoże dla nas, nie tracąc swej tożsamości, skuteczniej integrować do społeczeństwa Litwy. Cel sprzeciwu AWPL przed doskonaleniem nauczania jęz. litewskiego w szkołach – jest coraz bardziej gettozować Polaków litewskich, założyć w dorastającym pokoleniu Polaków i Litwinów wzajemne urazy i niechęci do współpracy, co utrudnia życie nam. Niedostateczna znajomość jęz. litewskiego i stałe pobudzanie niechęci do wszystkiego, co kojarzy się z Litwą, skłania ich do oglądania rosyjskiej telewizji (które resowietyzują ludność i jest na rękę dla Kremlu). A taka nisza pozwala dla AWPL jeszcze bardziej wykorzystać sytuację i zwiększyć niechęć Polaków do Litwy, a samym pokazać się jako „obrońca”.

Wszelkie twierdzenia o tym, iż jakoby Litewscy Polacy „z zapartym tchem czekają na decyzję w sprawie pisowni nazwisk, nadpisów ulic po polsku” – są jedynie chwytami propagandowymi. Rzekome „walki” o pisownię nazwisk, publiczne nadpisy czy reforma oświaty – to sztuczne i narzucone odgórnie dla środowiska Litewskich Polaków problemy, skierowane ku nierozeznanych, nagłaśniane w celu podziałów, sienia niezgody, i na tej podstawie tworzenie wokół Wilna banowanego regionu.

Moim zdaniem, każdego myslącego Polaka Litewskiego nie będą cieszyły podwójne, z góry narzucone tabliczki ulic i nazwiska w dowodach po polsku, ustawiane w takiej atmosferze, w której źle się będzie żyło każdemu, niezależnie od narodowości. Według Ryszarda Maceikianca, to powodowałoby pogłębianie się niechęci wobec każdego Litewskiego Polaka, tworząc atmosferę konfliktu – dogodne pole jedynie do „patriotycznych popisów” dla powołanego jeszcze przy Sowietach Związku Polaków (ZPL) i AWPL. Myslę, że podobne rozwiązania dziś mogą być do przyjęcia nie poprzez „uszczęśliwianie“ z góry, a jedynie przy obopólnej przedyskutowanej zgodzie w warunkach osiągnięcia określonego poziomu kultury i pojawienia się zapotrzebowania u określonych grup narodowościowych na twórczość kulturalną w tym czy innym języku. Napisy publiczne w tej sytuacji mogłyby być jedynie efektem osiągnięcia określonego poziomu kultury – przyjazny gest, a nie na odwrót – jako zwycięstwo AWPL, osiągnięte poprzez silny nacisk na Litwę.

Na zakończenie chcę powiedzieć, że nam wszystkim, obywatelom Litwy, bez wyjątku w jaki języku mówimy – Litwa powinna być najważniejsza. Bo to nasza Ojczyzna. Moim zdaniem, jakie tylko sentymenty bym nie czuł do narodu Polskiego, ta polska społeczność Litwy jest od pokoleń na dobre i złe związana z Litwą, i nie zamierza poszukiwać sobie innej ojczyzny. Dlatego naszym priorytetem powinno być państwowość, a nie interesy mojego plemienia.

Ci, którzy mówią, że mniejszość wśród większości zawsze idzie ku wynarodowieniu, sugeruje, że trzeba dalej pozostać w swoim gronie i izolować się – bardzo się mylą. Mówiąc słowami Józefa Mackiewicza, którego Cz.Miłosz nazwał najmądrzejszym polskim pisarzem wszech czasów, to jest jest „droga do nikąd”.

Podejmuję istotne pytanie – czy Polacy Litewscy nadal powinni wybierać jedno z pomiędzy dwóch ideologii? Czy wreszcie się stać otwartymi dla wielokulturowej tradycji Litwy, jego różnorodności. Przecież będąc Polakami Litewskim, można mieć najpiękniejsze – mieć w sercu Litwę oraz dbać o swą polskość, mówiąc po polsku „Litwo, ojczyzno moja”.

Jarosław

Rodyk draugams