BLOGas.lt
Sukurk savo BLOGą Kitas atsitiktinis BLOGas

Stanisław Mackiewicz. Cztery znaczenia wyrazu Litwin

ZNACZENIE PIERWSZE. Musimy tu się cofnąć do XIV i XV wieku. W drugiej połowie XIV wieku powstaje, a w pierwszej połowie XV wieku utwierdza się unia dwóch państw: Litwy i Polski.
Wielkie Księstwo Litewskie składało się z ziem etnograficznie litewskich i ziem, które zamieszkiwała ludność ruska. Tam, gdzie ludność mówiła po litewsku, panowało pogaństwo, tam, gdzie mówiono po rusku, było już chrześcijaństwo wschodniego obrządku, czyli tak zwane błahoczestie, później zwane prawosławiem. Dynastia jednak była litewska, panował tam dom Giedymina. Część dynastii przyjęła już prawosławie, ale ci wielcy książęta, którzy reprezentowali całość państwa, byli wierni pogaństwu.
Jeden wybitny człowiek może być dyktatorem – ale jeśli talenty, geniusz dziedziczy syn, wnuk, prawnuk i tak dalej, to mówimy o wielkie dynastii. Tak właśnie było z domem Giedymina. Sam Giedymin był niewątpliwie bardzo wielkim człowiekiem, tak samo jak jego dwaj synowie Olgierd i Kiejstut, i geniusz polityczny dziedziczony był tam z ojca na syna, aż do samego końca istnienia wielkiej dynastii, to znaczy do drugiej połowy XVI w.
Otóż Olgierd i Kiejstut, synowie Giedymina, rządzili Litwą wspólnie w całkowitej między sobą harmonii. Kiejstut panował nad Litwą zachodnią, czyli pogańską-litewską, Olgierd przeważnie nad ziemiami rusko-chrześcijańskimi. Ale obydwaj byli, jak już powiedziałem, zawziętymi poganami.
Głównym spadkobiercą Olgierda został Jagiełło, Kiejstuta – Witold. Między tymi dwoma braćmi stryjecznymi nie było tak dobrych stosunków, jak między ojcami, dochodziło czasami nawet do wojen, ale w końcu od r. 1392, od czasów tak zwanej ugody ostrowskiej , budowali razem wspólne polsko-litewskie państwo i ich współdziałanie od tej daty spowodowało wielkość tego państwa. Cud powstania w XV wieku polsko-litewskiego mocarstwa to rezultat braterskiej współpracy Jagiełły z Witoldem.
Jagiełło, objąwszy władze po ojcu w 1377 r., miał do czynienia z sytuacją następującą: Jako państwo pogańskie pozostawał w stosunkach nieprzyjaznych z Wielkim Księstwem Moskiewskim i z Polską i przede wszystkim z Zakonem Krzyżackim, który podbicie całej Litwy uważał za szczytny i bogobojny cel. Poza tym Litwa była podzielona na szereg dzielnic, na których siedzieli Giedyminowicze, ale nie zawsze chcący się podporządkować władzy Jagiełły, tym bardziej, że pewna ich ilość była już przyjęła prawosławie. Wreszcie ten Witold, z którym później tak po bratersku współrządził, był mu w tym czasie niechętny, lub co najmniej wobec niego zmienny. Jagiełło wyczuł, że obrona pogaństwa staje się anachronizmem, że jest otoczony światem chrześcijańskim, że jego pogaństwo daje tytuł do jego zwalczania wszystkim jego przeciwnikom. Pozostawało jednak pytanie, z czyich rąk przyjąć chrzest. Gdyby przyjął go od Krzyżaków, byłoby to równoznaczne z przyjęciem wasalstwa. Przyjęcie prawosławia powiększyłoby w państwie Jagiełły wpływy ruskie, pomniejszyłoby znaczenie samych Litwinów. A przecież i za Giedymina i jego synów, i za Jagiełły i Witolda, element litewski był tam elementem kierowniczym.
Rozwiązanie Jagiełły było, zdaje się, zupełnie prawidłowe. Nie zwrócił się do Krzyżaków, uchylił się od przyjęcia prawosławia, a natomiast oświadczył się o rękę Jadwigi. Była to królowa małoletnia, rządziła w jej imieniu arystokracja małopolska, czyli krakowska. Zrozumiała ona, że na unii z Litwą Polska zyska nie tylko samodzielność polityczną, ale znajdzie się na drodze do wielkości.
Zawarto z Polską szereg układów unijnych, rycerstwo litewskie uzyskało prawa szlachty polskiej, które były duże, oraz przyjęło herby rodowe, które przez cały ciąg historii polskiej ogromną odgrywają rolę, do czego jeszcze wrócimy. Ale na tych uniach podpisane są zawsze litewskie rodziny. Zwłaszcza charakterystyczna jest pod tym względem unia horodelska z 1413 r., która ostatecznie nadała szlachcie litewskiej prawa szlachty polskiej, dopuszczając ją do współrządów na równi z monarchą.

Na Litwie istniało wtedy bardzo dużo rodzin bardzo możnych, które przyjęły już prawosławie i uważały się za „bojarów” czyli za szlachtę typu ruskiego. Były to rodziny Sapiehów, Tyszkiewiczów, Chreptowiczów, Chodkiewiczów i liczne inne. Na Litwie były też 42 rodziny książęce, częściowo pochodzące od książąt litewskich, jak Giedroyciowie, ale przeważnie Rurykowiczów, czyli wywodzący się od Ruryka, pierwszego monarchy, który władał Kijowem, a pochodził ze Skandynawii. Otóż wszystkie te rodziny nie uczestniczyły w akcie unii horodelskiej. Podpisali ją tylko Litwini, czyli WCZORAJSI POGANIE. Jagiełło zabronił też Litwinom przyjmowania obrządku prawosławnego, kazał im przyjmować tylko katolicyzm rzymski.
Innymi słowy: wyraz LITWIN w końcu XIV i początkach XV wieku ma znaczenie bardzo wyraźne, jasne, niedwuznaczne. Rozumie się, że LITWINAMI SĄ LUDZIE UŻYWAJĄCY JĘZYKA LITEWSKIEGO, KTÓRZY WPROST Z POGAŃSTWA PRZUJĘLI WYZNANIE RZYMSKOKATOLICKIE I KTÓRZY ZA CZASÓW JAGIEŁŁY I WITOLDA, TAK JAK ZA CZASÓW GIEDYMINA, SĄ RZĄDZĄCYM, KIEROWNICZYM ELEMENTEM W PAŃSTWIE LITEWSKIM.
Rycerstwo litewskie, które podpisywało akt unii horodelskiej, bardzo często ma nazwiska, a raczej imiona, z których powstaną nazwiska na „ił”, „iłł” lub „iłło”.
Wszystkie jednak podkreślenia, że w Wielkim Księstwie Litewskim w XIV i XV wieku elementami kierowniczymi są Litwini mówiący po litewsku, opatrzyć trzeba zastrzeżeniem, że ci Litwini po litewsku mówią, ale nie… piszą. To bardzo ciekawa okoliczność nie tylko dla historyka litewskości, ale dla filozofa historii badającego dzieje nacjonalizmów w Europie.
Profesor Sarolea z Edynburga przekonał mnie, że „język” to dialekt, który ma swoją literaturę, swoje piśmiennictwo. Język nie posiadający literatury nie jest językiem, lecz dialektem. Otóż wiemy, że za czasów Jagiełły ten Jagiełło mówił po litewsku do Witolda, bo tak opowiada o tym Długosz, wiemy że Radziwiłłowie mówili pomiędzy sobą po litewsku, ale brakuje nam jakiegokolwiek pomnika języka litewskiego na piśmie. W XV w., w miarę potężnienia państwa litewskiego, językiem państwowym, administracyjnym będzie język ruski, który od XVI wieku bardzo powoli będzie ustępował polszczyźnie. W kościele katolickim używana jest oczywiście łacina, w cerkwi prawosławnej język liturgiczny, starocerkiewnosłowiański.
Litwa była więc fenomenem państwa bez języka. Wiemy, że w całej Europie są tylko dwa państwa: Szwajcaria i Belgia, które nie wyrosły z podstawy jednolitości języka. Ale obydwa te państwa znajdowały się w sytuacji specjalnej, której tu analizować nie będziemy. Natomiast wszystkie inne państwa reprezentowały jednolitość języka piśmiennego, górującego nad lokalnymi dialektami czy narzeczami. Dialekt litewski był oryginalny, zupełnie odrębny od polskiego, rosyjskiego i niemieckiego, ale piśmiennictwa swojego nie miał i państwo litewskie było państwem o obcym języku administracyjnym.


ZNACZENIE DRUGIE. W chwili ślubu królowej Polski Jadwigi z wielkim księciem litewskim Jagiełłą, w r. 1386, państwo Jadwigi liczyło sto tysięcy kilometrów kwadratowych. W chwili zgonu syna i dziedzica Jagiełły Kazimierza Jagiellończyka w 1492 r. państwo polsko-litewskie liczy już jeden milion sto tysięcy kilometrów kwadratowych, i to nie licząc państw lennych. Dom Giedymina w ciągu stu lat ujedenastokrotnił terytorium podlegające koronie polskiej.
Kazimierz Jagiellończyk otrzymał propozycję włożenia mu na głowę korony cesarskiej św. Imperium Rzymskiego. Nigdy państwo polskie nie było taką potęgą, jaką było za jego panowania. Dom Giedymina stworzył z Polski wielkie mocarstwo. Dopiero po nieszczęśliwym zakończeniu panowania tej dynastii zaczyna się powolny schyłek potęgi tego mocarstwa, które upadnie w wieku XVIII na skutek anarchii wewnętrznej, anachronicznego ustroju, opartego na przesadnym umiłowaniu wolności.
TEN WZROST POTĘGI PAŃSTWA LITEWSKIEGO ZMIENI ZNACZENIE WYRAZU LITWIN. Począwszy od XVI wieku LITWINEM JEST NIE TYLKO CZŁOWIEK MÓWIĄCY PO LITEWSKU, LECZ RÓWNIEŻ PO RUSKU LUB PO POLSKU. LITWINEM JEST PO PROSTU KAŻDY MIESZKANIEC OGROMNYCH PRZESTRZENI WIELKIEGO KSIĘSTWA LITEWSKIEGO. Pisaliśmy, że w poprzednim okresie Litwinami byli Radziwiłłowie, względnie dom Lizdejki, natomiast Litwinami nie byli Sapiehowie czy Tyszkiewiczowie, czy książęta pochodzący od ruskiego władcy Ruryka. Obecnie są oni Litwinami jak najbardziej. Równie jak rodowici Litwini uzyskali prawa szlachty polskiej.
Język litewski dalej nie istnieje jako język państwowy, ale począwszy od siedemnastego wieku również język ruski jest wypierany przez język polski. Jeśli będziemy oglądali papiery rodzinne rodzin litewskich, to zobaczymy, że już dawno korespondencja członków tych rodzin między sobą jest w języku polskim, a akty rodzinne, oficjalne, chociażby wyroki sądowe w sprawie podziału dziedzictwa i tego rodzaju akty o charakterze publicznym, są wciąż pisane po rusku. INNYMI SŁOWY JĘZYK POLSKI NIE BYŁ NIKOMU W WIELKIM KSIĘSTWIE NARZUCANY, LECZ PO PROSTU SPOŁECZEŃSTWO SAMO GO PRZYJĘŁO.
Są dwie siły, które pracują na korzyść polskości w Wielkim Księstwie: Kościół i instytucja szlachty. Kościół był uniwersalny, a więc łaciński. W wieku XVII, wieku panowania jezuitów w Polsce, przychodzą do Wielkiego Księstwa Litewskiego wpływy hiszpańskie. Miasto Wilno na przykład, na skutek architektury swoich kościołów i swych uliczek, może robić wrażenie miasta hiszpańskiego. Ale księża i zakonnicy zamieszkali na Litwie często są pochodzenia polskiego, szerzą więc język polski. Język polski ma wiele powodów do przekształcania się w język, którym mówi całe Wielkie Księstwo: szlachta, mieszczanie i Żydzi. Tylko ludność włościańska pozostaje wierna dialektowi litewskiemu i ruskiemu. Zresztą w poprzednim wieku XVI rolę propagatora języka polskiego odegrał kalwinizm, który przejściowo zdobył sobie na Litwie dużą ilość wyznawców. Reformacja w ogóle posługiwała się językami krajowymi, odsuwała łacinę na plan dalszy. Litewscy kalwini uznali język polski za swój narodowy. Szlachta. Nie trzeba pojęcia o szlachcie polsko-litewskiej urabiać sobie według wzorców z zachodniej Europy. Szlachta polsko-litewska tym się różniła od szlachty zachodnioeuropejskiej: francuskiej, niemieckiej, hiszpańskiej, że była nieskończenie bardziej liczna. Na ogólną ilość ludności szlachta we Francji stanowiła zupełnie nikły procent. W Polsce ilość szlachty była nieporównywalnie większa, wynosiła w XVIII wieku około 12% ogółu ludności. Prawa wyborcze do Sejmu w Polsce posiadał tylko szlachcic, ale tych wyborców w Polsce był o wiele większy procent w stosunku do ogółu ludności, niż było wyborców od parlamentu w Anglii przed reformami ordynacji wyborczej lat czterdziestych wieku XIX i drugiej połowy wieku XIX.
Herby rodowe są duszą rycerstw średniowiecznego i duszą szlachty, powiedział wielki historyk europejski. Otóż herby polskie miały większe znaczenie niż gdzie indziej. Na zachodzie Europy były tylko herby rodzinne, w Polsce herby żyły życiem własnym i jeden herb służył szeregowi rodzin, dużym i małym, magnackim i tak zwanej szlachcie zaściankowej, czyli ludziom pracującym własnymi rękami na roli. Ogromna ilość tej szlachty zaściankowej wyróżniała ustrój Polski wśród ustrojów europejskich.
W wieku XVII można więc uważać Wielkie Księstwo Litewskie za dokładnie spolonizowane. Powstał tam patriotyzm Rzeczypospolitej Polskiej, przy tym nie mówiona Rzeczypospolitej Polsko-Litewskiej, a tylko Polskiej. NIE ZNACZY JEDNAK I NALEŻY TO PODKREŚLIĆ, ABY POWSTANIE TEGO PATRIOTYZMU RZECZYPOSPOLITEJ I DBAŁOŚĆ O INTERESY CAŁEGO PAŃSTWA BYŁY JEDNOZNACZNE Z ZANIKIEM PATRIOTYZMU KRAJOWEGO LITEWSKIEGO. W XVII wieku istnieje nadal wyraźny podział na Litwinów i koroniarzy. Mieszkaniec Polski mówi o sobie, że jest koroniarzem, i Litwini nazywają go koroniarzem. Obok Korony, czyli Królestwa Polskiego istnieje Wielkie Księstwo Litewskie i dopiero te oba kraje tworzą Rzeczpospolitą Polską. Mieszkańcy obu tych krajów obok wspólnego patriotyzmu zachowują patriotyzm partykularny. W okresie tego drugiego znaczenia wyrazu Litwin Radziwiłłowie pozostają Litwinami, nawet może są najwybitniejszymi przedstawicielami wykładni „drugiego znaczenia wyrazu Litwin”, jak ja to nazywam. UWAŻAJĄ SIĘ ZA WSPÓŁODPOWIEDZIALNYCH ZA LOS CAŁEJ RZECZYPOSPOLITEJ, LECZ ŚWIADOMI SĄ OBOWIĄZKÓW WOBEC INTERESÓW WIELKIEGO KSIĘSTWA LITEWSKIEGO.


ZNACZENIE TRZECIE. Od drugiej połowy XVIII wieku znika poczucie odrębności interesów politycznych pomiędzy Koroną i Wielkim Księstwem Litewskim. Pod koniec XVIII wieku Polska traci niepodległość i całość myśli politycznej polskiej i wysiłków polskich skierowuje się na drogę zdążającą do niepodległości tej odzyskania. W TEJ WALCE O ODZYSKANIE NIEPODLEGŁOŚCI POLSKI LITWINI SĄ ELEMENTEM NAJBARDZIEJ AKTYWNYM. Nazwisko-symbol Tadeusza Kościuszki staje się sztandarem, a Kościuszko był Litwinem, pochodził z nowogródzkiego województwa.
Zgodnie z prawdą historyczną trzeba powiedzieć, że Litwini w czasach niepodległej Polski odegrali rolę jak najbardziej pozytywną, oni właśnie byli poważanymi politykami, mężami stanu, oni reprezentowali wielkie poczucie godności państwowej. Zresztą samo swe powstanie mocarstwo polskie zawdzięcza domowi Giedymina. Gdyby ktoś zadał sobie trud sporządzenia statystyki polityków polskich od XV do XVIII wieku, to by z łatwością skonstatował, że ROZUM I POCZUCIE REALIZMU PAŃSTWOWEGO REPREZENTOWALI ZAWSZE LITWINI.
Teraz, w czasach niewoli, poetą przemawiającym imieniem całej Polski jest Adam Mickiewicz, syn Ziemi Nowogródzkiej, wychowanek Uniwersytetu Wileńskiego, nauczyciel w Kownie. „Litwo! Ojczyzno moja” – pisze z największą tęsknotą do swej ziemi. Zawsze używa wyrazów Litwa, Litwini, kiedy budzi go nostalgia podczas nocy spędzonych na zachodniej emigracji. I odzywa się w nim dusza pierwotnego Litwina. MICKIEWICZOWI, MIESZKAJĄCEMU W PARYŻU, GDY PRZEDSTAWIAŁ SIĘ FRANCUZOM, ŻE JEST LITWINEM, DO GŁOWY PRZYJŚĆ NIE MOGŁO, ŻE TO ZNACZY, ŻE NIE JEST POLAKIEM. WPROST PRZECIWNIE. PRZEZ PODKREŚLENIE, ŻE JEST LITWINEM DAWAŁ DO ZROZUMIENIA, ŻE JEST LEPSZYM, NAJBARDZIEJ PATRIOTYCZNYM RODZAJEM POLAKA, NAJBARDZIEJ POLSKĘ KOCHAJĄCYM I NAJMNIEJ Z NIEWOLĄ POGODZONYM. Istotnie Wilnianie w tym okresie zarzucali warszawiakom zbytnią wobec Moskali usłużność i ustępliwość. WYRAZ LITWIN NABRAŁ W TYM OKRESIE ZNACZENIA POLAKA O NIEPRZEJEDNANYM PATRIOTYZMIE.

ZNACZENIE CZWARTE. I oto przychodzi znaczenie czwarte: LITWIN JAKO CZŁOWIEK WYPĘDZAJĄCY Z SIEBIE POLSKOŚĆ, CHCĄCY SIĘ JEJ POZBYĆ, NIE LUBIĄCY POLAKÓW. Po reformie Aleksandra II, uwalniającej i uwłaszczającej chłopów w 1861 r., powstała na Litwie klasa włościańska, raczej zamożna, z wolna dochodząca do świadomości w obronie swych praw, a mówiąca w domu dialektem litewskim, który, jak wiemy, bardzo długo nie posiadał własnej literatury, nie był językiem piśmiennym, a tylko ustnym. Od początku XIX wieku są już próby stworzenia tego piśmiennictwa. Litewska klasa włościańska się do tego garnie, a jednocześnie ma niechęć do swoich większych właścicieli ziemskich, że się języka praojców wyrzekli. Na terenach Kowieńszczyzny i Wileńszczyzny ruch odrodzeńczy nabrał podwójnego charakteru: nacjonalistycznego, połączonego z umiłowaniem języka litewskiego, historii litewskiego średniowiecza, oraz klasowego, niechęci włościan do panów. Propagatorami tego ruchu byli księża, pochodzący z rodzin włościańskich, a którzy z entuzjazmem właściwym wszystkim katolikom wprowadzali język litewski do zakrystii i kościoła; nabożeństwa dodatkowe zaczęli odprawiać po litewsku.
Liczna szlachta zaściankowa na tych terenach stanęła po stronie antylitewskiej. Ta szlachta zaściankowa niczym się od litewskich włościan nie różniła, czasem miała od nich mniej ziemi i była biedniejsza, ale tradycje związku z polskością były tu o wiele silniejsze.
Oczywiście odrodzenie języka litewskiego i ruch polityczny z odrodzeniem tym związany dotyczył tylko terenów zamieszkałych przez ludności mówiącą tym dialektem. Była to drobna część terenów byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Uprawiając nacjonalizm litewsko-językowy Litwini zrzekli się tym samym swych uprawnień państwowych do ziem zamieszkałych przez ludność mówiącą po białorusku.
Jeden dowcipny starszy pan użył określenia: rozwód Jadwigi z Jagiełłą. Było to bardzo celne powiedzenie. Ta kłótnia z Polakami wszczęta przez Litwinów mówiących po litewsku, miała wszelkie cechy atmosfery rozwodowej, zawsze tak przykrej dla dzieci. Tyle się uzbierało wspólnych wspomnień sentymentalnych, tyle wspólnych przeżyć, tak wielką wspólnie zbudowało się kulturę i tu raptem trach, rozwód, kłótnia. Po pierwszej wojnie światowej i po rewolucji rosyjskiej Litwini zbudowali własne państwo ze stolicą w Kownie, które nie utrzymywało przez wiele lat stosunków z Polską, a oburzało się, że Wilno, dawna stolica Wielkiego Księstwa, należy do państwa polskiego.
Ale ten rozwód z Polską nie zawsze się Litwinom udawał, nie zawsze był konsekwentny. Oto w kowieńskim Muzeum Narodowym, w Sali reprezentacyjnej wisiał obraz „Grunwald” z postacią Witolda, wielkiego księcia litewskiego, jako osobą centralną i główną. Ale obraz „Grunwald” sławił wspólne polsko-litewskie zwycięstwo nad Krzyżakami, obraz namalował Polak: Jan Matejko. „Kraków – powiedział mi raz w zamyśleniu prof. Voldemaras, premier państwa litewskiego – jest do pewnego stopnia bardziej litewski od Kowna”. To prawda, ponieważ w Krakowie jest więcej pamiątek litewskich, jak również prawdą jest, że ta stolica Litwy, którą Litwini kochają jak Żydzi Palestynę, to piękne, przepiękne Wilno ma, a raczej miało znakomitą większość ludzi uważających się za Polaków.
Prawdziwie litewskim Litwinem jest Czurloonis. Był to malarz, który malował muzykę i tony, którego obrazy wywoływały zachwyt w Paryżu nieokreśloną melancholią swoich kolorów. Istotnie jest coś muzycznego w rozlewności malarskiej Czurlonisa. Litwini go czczą jako nareszcie swoją autentyczną znakomitość, przecież to nie żaden Mickiewicz piszący po polsku: „Litwo! Ojczyzno moja”. Czurlonis ma w Kownie własne muzeum. Zwiedzam je i cóż? Na jednym z obrazów cynicznie dużymi literami wyraz „Zachód”, bez żadnej wątpliwości po polsku.
Moi rodzice spoczywają na cmentarzach wileńskich, moi dziadkowie i pradziadkowie koło Puszczy Bersztańskiej, w sercu terytorium pomiędzy Wilnem i Kownem. Znam więc te stosunki. Wiem, jak dalece spór pomiędzy Litwinami a Polakami litewskimi (sic!: MR) ma charakter sporu rodzinnego. Jak jest w nim uczucie podobne czasem do nienawiści i jak się nagle odmienić może. Gdyśmy rozbici, pobici opuszczali w tym koszmarnym wrześniu 1939 r. Wilno i przyjechali na Litwę, Litwini przyjęli nas nie tylko gościnnie, przyjęli nas całym sercem, delikatnie, troskliwie, uprzejmie; rozumiejąc nasz wstyd i upokorzenie, taktownie; przyjęli nas każdym pocieszającym słowem. Kobiety litewskie wynosiły mleko na drogi, którymi cofali się żołnierze polscy, uprzejmie, delikatnie; odmawiając zapłaty, karmili, zapraszali, gościli. Niezwykła dobroć, serdeczność, czułość i rzewność ogarniała ich wobec nas. To tak jak u sąsiada, z którym się jest w niezgodzie, dom się pali i małe dzieci pogorzelca we własny dom się przyjmie.
Ludność polska na Litwie była przecież albo litewskiego, albo białoruskiego pochodzenia, pomieszana z ludnością Polski rdzennej. Ale miała w sobie tę zawziętość i upór, charakteryzujący Litwinów. (…)
Ale Polacy litewskiego pochodzenia nie tylko byli zawzięci. Mieli także większe zdolności polityczne niż inni Polacy. Oto piszę pracę o dziejach Europy pomiędzy latami 1900 a 1914. W Austrii wtedy rządzili Polacy, czasem gabinety austriackie miały większość ministrów polskich. W czasach, które opisuję ministrem austro-węgierskiego państwa był Polak, Agenor hr. Głuchowski. I oto, będąc ministrem, nie potrafił nic zrobić dla Polski jako całość, dla programu odzyskania tej niepodległości państwa polskiego. Po prostu nie miał w tej dziedzinie chociażby szczątku programu, żadnej koncepcji. I oto ten program, tę koncepcję stworzyli, wysunęli, realizowali i zrealizowali dwaj przebywający w Krakowie biedacy z Litwy: Józef Piłsudski i Władysław Studnicki.
Na zakończeniu tego podrozdziału o czwartym, nacjonalistycznym znaczeniu wyrazu: Litwin, dodac muszę, że Litwini w swej niepodległej republice, istniejącej między dwoma wojnami, szanowali tradycje wielkiego imienia Radziwiłłów. Nawet swój reprezentacyjny pułk huzarów nazwali pułkiem imienia księcia Janusza Radziwiłła.

[Stanisław Mackiewicz. Dom Radziwiłłów, Warszawa: Czytelnik, 1990. CZTERY ZNACZENIA WYRAZU LITWIN]

Rodyk draugams

Stanisław Cat Mackiewicz. Keturios žodžio Lietuvis reikšmės

Diskusijoms apie lietuvių ir lenkų santykių istoriją įdedu gana ilgoką, bet labai logišką, sakyčiau objektyvų Stanisławo Cato Mackiewiczo tekstą, kuris buvo rastas 20 metų po autoriaus mirties.

Pirmoji reikšmė. Iš karto turime atsigręžti į XIV ir XV amžius. XIV a. antroje pusėje atsiranda, o jau XV a. pirmoje pusėje įtvirtinama dviejų valstybių – Lietuvos ir Lenkijos unija. Anuo metu LDK teritoriją sudarė etnografinės lietuvių žemės bei žemės, kurias apgyvendino rusėnai. Vietose, kuriuose liaudis kalbėjo lietuviškai, dominavo pagonybė, o ten, kur vyravo rusėnų kalba, jau buvo rytietiškų apeigų krikščionybė (stačiatikybė). Tačiau LDK valdančioji dinastija vis tik buvo lietuviška ir karaliavo ten „Gedimino namai“. Dalis šios dinastijos atstovų jau buvo priėmę stačiatikybę, bet didieji kunigaikščiai, kurie reprezentavo visą LDK buvo ištikimi pagonybei.
Vienas dydis žmogus gali būti diktatoriumi – bet jeigu jo talentus ar genialumą paveldi sūnus, anūkas ir t.t, tai turime kalbėti apie dinastiją. Būtent taip buvo su Gedimino namais. Neabejotina, jog Gediminas, kaip vėliau ir jo vaikai – Algirdas bei Kęstutis, buvo dydis žmogus, o jo politinis genialumas buvo paveldimas iš kartos į kartą, iki pat dinastijos gyvavimo pabaigos, t.y. iki XVI a. antrosios pusės.
Algirdas su Kęstučiu kartu valdė Lietuvą su tarpusavio harmonija. Kęstučiu teko Vakarų Lietuva, t.y. pagoniškoji, o Algirdas tvarkėsi rytuose – rusėnų-krikščionių žemėse. Bet jiedu abu buvo nuoseklūs pagoniai.
Pagrindiniu Algirdo paveldėtoju tapo Jogaila, Kęstučio – Vytautas. Savo ruožtu tarp šių pusbrolių nebuvo tokių gerų santykių, kaip pas jų tėvus. Buvo prieita net iki karų, bet galiausiai nuo 1392 m., nuo Astravo sutarties pasirašymo laikų, pusbroliai ėmė kartu statyti bendrą lenkų-lietuvių valstybę, ir šis jų bendradarbiavimas lėmė šalies didybę. Tad tokios galingos lenkų-lietuvių valstybės susikūrimo stebuklas XV a. yra broliškos Jogailos ir Vytauto bendradarbiavimo pasekmė.
Jogaila, perėmęs iš tėvo valdžią 1377 m. susidūrė su sekančia situacija: LDK, kaipo pagoniška valstybė išliko priešiškuose santykiuose su Maskvos Didžiąją Kunigaikštyste, Lenkijos Karalyste bei Kryžiuočių Ordinu. Be to, Lietuva buvo padalinta į eilę atskirų žemių, valdomų Gediminaičių, iš kurių daugelis ne visąlaik norėjo paklūsti Jogailai. Ypač tais atvejais, kai dali jų buvo perėjusi į stačiatikybę. Tuo metu pats Vytautas nebuvo nusiteikęs veikti kartu su Jogaila. Jogaila jautė, kad pagonybės gynimas tampa anachronizmu, kad LDK apsupta krikščionišku pasauliu, ir kad saugoma pagonybė suteikią pagrindą juos pulti priešams. Jam beliko tik klausimas – iš kurių rankų priimti krikščionybę. Jeigu jis ją priimtų iš Kryžiuočių, Lietuvai šitai prilygtų vasalystės priėmimui. Stačiatikybės priėmimas padidintų rusų įtaką. O juk Gedimino bei jo sūnų laikais lietuviškas elementas buvo esminis. Tad sprendimas, kurį priėmė Jogaila, atrodo visai teisingas. Jis nesikreipė į Kryžiuočius, atsisakė stačiatikybės priėmimo, o pasipiršo Jadvygai. Jadvyga, būdama dar mažamete, suprato, kad Lenkija dėka unijos su Lietuva sustiprės.
Dėka unijos su Lenkija lietuviška riterija įgavo reikšmingas lenkų šlėktos teises bei priėmė giminystės herbus, kurie visada turi svarbų vaidmenį Lenkijos istorijoje, bet prie to dar grįšime. Tačiau šiose unijose yra visada pasirašiusios lietuviškos giminės. Nors tuo metu Lietuvoje egzistavo labai daug ypač turtingų giminių, kurios buvo priėmusios stačiatikybę ir laikė save „bajorais“ – rusėniška šlėkta. Buvo tai Sapiegos, Tiškevičiai, Chreptovičiai, Chodkevičiai ir daugelis kitų giminių. Lietuvoje taip pat būta 42 kunigaikštiškų giminių, dalinai kilusių iš lietuviškų kunigaikščiu, pvz., Giedraičiai, bet daugelyje atveju jie buvo kilę iš Rurikevičių. Ir būtent visos šios giminės nedalyvavo 1413 m. Horodlės akte. Šį aktą pasirašė tiktai lietuviai, vakarykščiai pagonys. Jogaila uždraudė lietuviams priimti stačiatikybę, o įsakė priiminėti tik Romos katalikybę.
Kitais žodžiais tariant, žodis LIETUVIS XIV a. pabaigoje ir XV a. turi labai aiškią ir nedviprasmišką reikšmę: lietuviais yra žmonės, naudojantys lietuvių kalbą, kurie tiesiai iš pagonybės perėjo į katalikybę, ir kurie išlieka valdančiuoju elementu Lietuvos valstybėje.
Lietuvos riterija, kuri pasirašė po Horodlės aktu, labai dažnai turi pavardes, o tiksliau vardus, iš kurių kils pavardės su „il“, „ill“, „illo“. Taip pat reikėtų paminėti, jog minėtieji lietuviai lietuviškai tik šneka, bet ne..rašo. Ši aplinkybė yra labai įdomi ne tik lietuvybe besidominantiems istorikams, bet ir istorijos filosofui, kuri tyrinėja nacionalizmų raidą Europoje.
Prof. Sarolea iš Edinburgo mane įtikino, kad „kalba“ tai dialektas, kuris turi savo literatūrą, savo raštą. Tokia kalba, kuri to neturi, yra tik dialektu, bet ne kalba. Tad žinome, jog Jogailos laikais, tas pats Jogaila kalbėjosi lietuviškai su Vytautu (taip pasakoja Dlugošas), žinome ir tai, kad Radvilos tarpusavy kalbėjosi lietuviškai, tačiau mums trūksta raštiško patvirtinimo apie tai lietuvių kalba. XV a. Lietuvos valstybine, administracine kalba buvo rusėnų kalba, kuri nuo XVI a. labai lėtai užleidinės vietą lenkų kalbai. Katalikų bažnyčia liturginių apeigų metu naudojosi lotynų kalba, o stačiatikių cerkvėse – rusėnų. Todėl Lietuva buvo fenomenas, kaipo valstybė be kalbos. Žinome, kad visoje Europoje egzistuoja tik dvi šalys: Šveicarija ir Belgija, kurios išaugo ne iš vientisos kalbos. Bet abi šalys buvo išskirtinėje situacijoje, kurios čia ne analizuosime. Savo ruožtu visos kitos valstybės reprezentavo raštiškos kalbos vientisumą, kuris buvo aukščiau lokalinių dialektų. Lietuviškas dialektas buvo originalus, visiškai skirtingas nuo lenkiško, rusiško ir vokiško, bet savo raštijos taip ir neturėjo, o Lietuvos administracinė kalba buvo svetima kalba.

Antroji reikšmė. 1386 m., kuomet tuokėsi Jogaila su Jadvyga, Lenkija siekė 100 tūkst. kv.km. 1492 m., Kazimiero Jogailaičio valdymo metu lietuvių-lenkų valstybė siekė virš 1 mln. kv.km. Gedimino namai per šimtą metų padidino teritorijas, priklausančias Koronai net 11 kartų. Lenkijos valstybė dar niekada nebuvo tokia didinga. Gedimino namai pavertė Lenkiją į didelę galybę. Ir tik po šios dinastijos valdymo pabaigos pamažu prasideda nuosmukis, kuris XVIII a. baigėsi valstybės praradimu.
Šis Lietuvos valstybės sustiprėjimas pakeis žodžio Lietuvis reikšmę. Pradedant nuo XVI a. lietuviu yra žmogus kalbantis ne vien tik lietuviškai, bet ir rusėniškai ar lenkiškai. LIETUVIU yra kiekvienas LDK gyventojas. Pirmoje dalyje rašėme, kad Sapiegos ar kt. giminės, kilusios iš Rurikevičių nėra lietuviams, tačiau dabar jie yra tikrų tikriausi lietuviai. Po Liublino Unijos rusėnų bajorai įgavo tokias pat teises kaip ir lietuvių kilmingosios giminės.
Lietuvių kalba ir toliau neegzistuoja kaipo valstybinė kalba, o nuo XVII a. rusėnų, kaip ir lietuvių kalba, išstumiama lenkų kalbos. Lietuviškų giminių tarpusavio korespondencija naudojasi lenkų kalba, tačiau oficialūs giminių aktai ir toliau surašomi rusėnų kalba. Kitais žodžiais tariant, lenkų kalba LDK teritorijoje nebuvo niekam primetama, šią kalbą visuomenė priėminėjo pati.
Yra dvi jėgos, kurios dirba lenkiškumo naudai LDK: Bažnyčia ir bajoriškos institucijos. Bažnyčia buvo universali, taigi lotyniška. XVII a., kai Lenkijoje karaliavo jėzuitai, į LDK įžengia ispaniškos įtakos. Tačiau Lietuvoje gyvenę dvasininkai dažnai buvo lenkų kilmės, todėl jie prisidėjo prie lenkų kalbos plitimo. Lenkų kalba turi eilę priežasčių tapti visuotine LDK kalba: šlėkta, miestiečiai ir žydai. Tik kaimo gyventojai išlieka ištikima lietuviškam ir rusėniškam dialektams. Be to, XVI a. prie lenkų kalbos propagavimo prisidėjo ir anuo metu Lietuvoje trumpu momentu populiarus kalvinizmas. Apskritai reformacija naudojosi vietinėmis kalbomis, o ne lotynų kalba. Tačiau Lietuvos kalvinistai savo tautinę kalbą pripažino lenkų kalbą. Šlėkta. Lenkų-lietuvių šlėkta skyrėsi nuo Vakarų Europos pavyzdžių. Ji skyrėsi tuo, kad buvo nepalyginamai skaitlingesnė. Pvz., Prancūzų šlėkta sudarė apie 1 proc. visų šalies gyventojų. Lenkijoje, apie XVIII a., šis skačius apie XVIII a. šlėkta siekė apie 12 proc.
Kaip sakė vienas istorikas, giminystės herbai yra viduramžių riterių ir bajorijos siela. Štai lenkiški herbai turėjo reikšmę didesnę negu kur kitur. Vakarų Europoje buvo tik šeimų herbai, savo ruožtu Lenkijoje herbai gyveno savo gyvenimą, o vienas herbas tarnavo eilei šeimų.
Galima laikyti, kad XVII a. LDK buvo polonizuota. Atsirado ten Lenkijos Rzeczpospolitos patriotizmas. Ir buvo patriotizmas ne bendros Lenkijos-Lietuvos ATR, o tik Lenkijos. Tačiau svarbu pabrėžti, kad tai nereiškia, jog šio patriotizmo atsiradimas buvo susiję su lietuviško patriotizmo smukimu. XVII a. toliau išlieka aiškus pasidalijimas į lietuvius ir Koroniažus.
Šalia Koronos, t.y. Lenkijos Karalystės egzistuoja LDK ir tik tada abu šie kraštai sudaro Lenkijos Rzeczpospolitą. Abiejų valstybių gyventojai šalia bendro patriotizmo išsaugo partikuliarinį patriotizmą. Antrosios lietuvio reikšmės laikotarpyje Radvilos lieka lietuviais (gal net ryškiausiais lietuvybės atstovais). Radvilos nors ir laiko save atsakingais už visos ATR likimą, bet išlieka sąmoningi LDK interesų atžvilgiu.

Trečioji reikšmė. Nuo XVIII a. antrosios pusės išnyksta politinių interesų atskirumo pajautimas tarp Koronos ir LDK. XVIII a. pabaigoje Lenkija praranda nepriklausomybę, ir visos lenkų politinė minties pastangos nukreipiamos į nepriklausomybės atgavimo kelią. Šioje kovoje už Lenkijos nepriklausomybę lietuviai yra aktyviausiu elementu. Štai Tado Kosciuškos (lietuvis, kilęs iš Naugarduko vaivadijos) pavardė tampa tikru simboliu, vėliava.
Remiantis istorine tiesa, reikia pasakyti, kad lietuviai dar nepriklausomos Lenkijos laikais vaidino teigiamą rolę, būtent jie buvo rimtais politikais, tikri valstybininkai, kurie didžiai garbingai reprezentavo valstybę. Be to, galima dar kartą pakartoti, jog Lenkijos galybė atsirado tik dėka Gedimino namų. Ir jei kas nors pabandytų suvesti Lenkijos politikų statistiką nuo XV iki XVIII a., tai lengvai turėtų konstatuoti, kad protą į valstybinį tikrovės suvokimą visada atstovavo lietuviai.
Dabar, nelaisvės metais, poetu kalbančiu visos Lenkijos vardu yra Adomas Mickevičius, Naugarduko žemės sūnus. „Lietuva! Tėvynė mano“ – rašo, ilgėdamasis savo žemės. Mickevičius, kai jį gyvenantį emigracijoje apima nostalgija, visur naudoja žodžius „Lietuva“, „lietuviai“. Tuomet jame bunda pirmykščio lietuvio siela. Gyvendamas Paryžiuje, Adomas Mickevičius prisistatinėjo, kad yra lietuviu, tačiau jam į galvą net negalėjo šauti mintis, kad būti Lietuviu, reikštų nebūti Lenku. Priešingai. Pabrėždamas, kad yra lietuvis, jis duodavo suprasti, kad yra geresniu. Kad yra labiausiai patriotiška lenko rūšis, labiausiai mylintis Lenkiją ir mažiausiai susitaikęs su nelaisve. Tad šiuo laikotarpiu žodis „Lietuvis“ įgavo Lenko, su nepalenkiamu patriotizmu, reikšmę.

Ketvirtoji reikšmė: Lietuvis kaipo žmogus, išstumiantis iš savęs lenkiškumą, norėdamas jos išsižadėti, nemėgstantis lenkų. Po imperatoriaus Aleksandro II reformos 1861 m., panaikinančios baudžiavą, atsirado nauja valstiečių klasė, kiek labiau pasiturinti, pamažu pradedanti suvokti apie savo teisių gynimą, bet namuose šnekanti lietuvišku dialektu, kuris vis dar neturėjo savo rašto, tad buvo tik žodinis. Nuo XIX a. pradžios bandoma sukurti lietuvių kalbos raštą. Prie to linksta naujoji valstiečių klasė, kuri jaučia antipatiją savo dirbamų žemių savininkams – ponams, kad šie išsižadėjo protėvių kalbos. Kauno ir Vilniaus apylinkėse atgimimo judėjimas įgavo dvigubų bruožų: nacionalistinio, sujungto su meile lietuvių kalbai, Lietuvos viduramžių istorijai bei klasinės antipatijos ponams. Šio judėjimo aktyvistai buvo kunigai, kilę iš valstiečių šeimų, kurie su entuziazmu įvedinėjo lietuvių kalbos vartojimą bažnyčiose.
Gausi provincijos bajorija, gyvenusi šioje teritorijoje, užėmė anti-lietuvišką poziciją. Ši provincijos bajorija nieko nesiskyrė nuo lietuviškų valstiečių, kartais net būdavo mažiau pasiturinti už valstiečius. Tačiau jos ryšių su lenkiškumu tradicijos buvo žymiai stipresnės.
Žinoma, lietuvių kalbos atgimimas bei su juo susijęs politinis judėjimas lietė tik tuos arealus, kuriose liaudis kalbėjo lietuviškai. Lietuviai, kultivuodami lietuvišką-kalbinį nacionalizmą automatiškai išsižadėjo savo galimų valstybinių pretenzijų į žemes, kuriuose gyveno baltarusiškai kalbanti liaudis.
Vienas žmogus pavartojo labai taiklią sąvoką: Jadvygos skyrybos su Jogaila. Šis lietuviakalbių lietuvių inicijuotas barnis su lenkais turėjo visus skyrybų atmosferos bruožus, kuris visada būna nemalonus vaikams. Kai susikaupia tiek sentimentalių prisiminimų, tiek bendrų išgyvenimų, kartu sukurta tiek didelė kultūra, o čia staiga skyrybos, kivirčas. Po Pirmojo pasaulinio karo lietuviai sukūrė savo atskirą valstybę su sostine Kaune, kuri daug metų nepalaikė santykių su Lenkija, pyko, kad Vilnius – senoji LKD sostinė dabar priklauso Lenkijos valstybei.
Tačiau šios skyrybos su Lenkija lietuviams ne visada pasisekdavo, ne buvo nuoseklus. Štai Kauno nacionaliniame muziejuje kabėjo paveikslas „Grunvaldas“ su Vytauto atvaizdu. Bet šis paveikslas juk garsino bendrą lenkų-lietuvių pergalė prieš Kryžiuočius, o paveikslą nutapė lenkas Jan Matejko. „Krokuva – pasakė man kartą Lietuvos premjeras prof. A.Voldemaras – tam tikra prasme yra labiau lietuviškas už Kauną“. Tai tiesa, kadangi Krokuvoje yra daugiau lietuviškų paminklų, kaip tiesa yra ir tai, kad Lietuvos sostinėje, nuostabiajame Vilniuje, kurį lietuviai myli kaip žydai Palestiną, gyventojų dauguma laiko save lenkais.
Grynai lietuvišku lietuviu yra Čiurlionis. Tai tapytojas, kuris tapė muziką, kurio paveikslai su savo spalvų melancholija kėlė nuostabą Paryžiuje. Lietuviai jį garbina kaipo savo autentišką garsenybę, nes tai juk ne koks Mickevičius rašantis lenkiškai „Lietuva! Tėvynė mano“. Čiurlioniui skirtas jo muziejus. Lankausi jame ir ką aš matau? Viename iš jo paveikslų didelėmis raidėmis jo paties parašytas žodis „Vakarai“ lenkų kalba.
Mano tėvų kaulai ilsisi Vilniaus kapinėse, mano seneliai ir proseneliai šalia Berštano girios (vidurkelyje tarp Vilniaus ir Kauno). Tad pažįstu šiuos santykius. Žinau, kiek toli kivirčas tarp lietuvių ir Lietuvos lenkų turi šeimos barnio bruožų. Kiek šiame barnyje tas jausmas kartais panašus į panieką ir kaip staigiai jis gali pasikeisti. Kai mes košmarišką rugsėjo 1939-ųjų turėjome sudaužyti palikti Vilnių ir atvažiavome į Lietuvą, lietuviai priėmė mus ne vien tik svetingai, o su visa širdimi, švelniai, rūpestingai; suprasdami mūsų gėdą ir pažeminimą, taktiškai; jie priėmė mus paguodžiančiais žodžiais. Lietuvių moterys sunešė pieno prie kelio, kuriuo ėjo lenkų kariai, ir nemokamai juo vaišino, kvietė į svečius. Nepaprastas gerumas, nuoširdumas, jausmingumas ir skausmas apgaubė lietuvius mūsų atžvilgiu. Čia kaip pas kaimyną, su kuriuo pykaisi, bet jis tavo degančio namo akivaizdoje priglaudžia pas save.
Lenkai Lietuvoje juk buvo arba lietuvių, arba baltarusių kilmės, sumaišyti su lenkais iš Lenkijos. Tačiau čia, Lietuvoje, lenkai turėjo savyje tą tvirtumą bei užsispyrimą, būdingą lietuviams. (…)
Tačiau lietuvių kilmės lenkai nebuvo vien tik užsispyrę. Jie taip pat turėjo didesnius politinius gabumus už kitus lenkus. Štai tarp 1900-1914 m. Austrijoje valdė lenkai (dažnai austrų aukštuose kabinetuose daugumą sudarė ministrai lenkai). Vienu iš Austro-Vengrijos valstybės ministru buvo lenkas, Agenoras hr. Gluchovskis, tačiau jis nepadarė visiškai nieko padaryti Lenkijos labui, niekaip neprisidėjo prie Lenkijos nepriklausomybės atstatymo programos sukūrimo. O būtent šią programą Krokuvoje sukurė, išplėtojo, realizavo ir įgyvendino du vargšai lenkai iš Lietuvos: Juzefas Pilsudskis ir Vladislavas Studnickis.
Pabaigoje, kalbant apie ketvirtąją, žodžio Lietuvis, nacionalistinės reikšmę, turi pridurti, kad savo nepriklausomoje respublikoje, egzistavusioje tarp dviejų karų, lietuviai gerbė didingojo Radvilų vardo tradicijas. Jie netgi savo reprezentacinį hazarų pulką pavadino kunigaikščio Jonušo Radvilos vardu.

[Mackiewicz Stanisław – Cztery znaczenia wyrazu Litwin // Dom Radziwiłłów. Warszawa: Czytelnik, 1990]

Rodyk draugams

Michał Romer: LITWA. Studium o odrodzeniu narodowym (r.1908)

Fragmenty, dotyczące formowania się Polaków litewskich, z książki Michała Romera o litewskim odrodzeniu narodowym. (Tłumaczenie na jęz. litewski).

Mykolas Romeris: LIETUVA. Studija apie Lietuvių tautos atgimimą. (1908 m.) Vilnius: l-kla Versus Aureus, 2006

I. Lietuvos tautinio atgimimo genezė

Trumpas Lietuvos teritorijos ir pagrindinių jos sudedamųjų dalių aprašymas.

(…) legenda, kuri kilo iš čia [Lenkijos karalystėje] (…), kad neva lietuvių tautinis atgimimas užgimė ir vystėsi rusų valdžios politikos rėmuose, yra ne tik didžiai lietuvius įžeidžianti, bet tiesiog neteisinga, paviršutiniška ir nepagrįsta. (…) Rusų valdžia (…) dėl nuoseklios pakraščių rusifikacinės politikos neleido vystytis lietuvių kalbai bei tautiniam savitumui, suprasdama, kad bet koks lietuviško tautiškumo augimas Suvalkų gubernijoje savaime skverbsis į visą likusią Lietuvą ir padės išsikristalizuoti naujai pakraščių tautai, kuri bus atspari grobikiškoms rusų tendencijoms. (…) …Vilniaus Lietuvoje apskritai nebuvo pripažįstamas lietuvių egzistavimas ir nebuvo toleruojamas joks jų būties pasireiškimas. (jei valdžia būtų inspiravusi lietuvių atgimimą kaipo priešnuodį prieš lenkus, tai šis atgimimas nuo pat pradžių turėjo apimti ir Vilnių ir kitas Lietuvos dalis – J.V.). (p.5)

(…) Vilniaus Lietuva yra tipiška pakraščių sritis, pasidavusi dominuojančioms svetimoms įtakoms. Ten lietuviškasis etnografinis (skaityk – etninis – J.V.) elementas nesudaro tokios vienalytės, tankios masės kaip kitose srityse. Vilniaus Lietuva daugelyje vietų apgyvendinta ateivių arba nutautėjusių elementų, (…) jos paribyje susidariusi originali ir keista lietuviškai-lenkiškai-baltarusiška tautinė maišalynė. (…) …lietuvių liaudis, gyvenanti „kresuose“, visas išorines įtakas priimdavo tiesiogiai; tų svetimų elementų kiekis ir jų poveikio laipsnis buvo kur kas didesnis pakraščiuose, betarpiško lietuvių susidūrimo su slavais, katalikais baltarusiais ar lenkais vietose bei šalia pagrindinių į Lietuvą nukreiptų kultūrinio poveikio arterijų. (…) Ir dėl to ji [Vilniaus Lietuva – J.V.] buvo ne tokia pajėgi priimti tautinio atgimimo idėjas, kurioje šioje krašto dalyje padarė mažiausią pažangą ir iki šiol nesugebėjo iki galo jos susieti su visa atgimusia tauta. (p.6)

Kultūrinė ir etnografinė lietuvių tautos būklė atgimimo išvakarėse.

Stipri ir išraiškinga lietuviškos kultūros plėtra buvo sustabdyta, tiesą sakant, dar Lietuvos istorijos priešaušryje kartu su Didžiųjų Kunigaikščių valdžios įsigalėjimu ir lietuviškojo valstybingumo įsitvirtinimu. Šis valstybingumas buvo gynybinio pobūdžio, tai buvo gynybinė reakcija į Lietuvos kaimynų antpuolius, (…) kristalizavosi ir grūdinosi gynybinėse kovose už savo būtį (…). (…) Staigus Lietuvos valstybės išaugimas buvo ypatingo tautos kūrybinės energijos sutelkimo išraiška (…). (…) …Lietuva tapo užkariautojų valstybė nuo Baltijos jūros ir Juodosios jūros. Nuo tada ji savąją kultūrą išlaikė statišką – išreikštą savojoje senovinėje pagonybėje, mitologijoje, papročiuose, dainose. Bet kultūrinio vystymosi eiga buvo sutrikdyta, kūrybinė energija buvo panaudota valstybės ekspansijai. (p.9) Staigus valstybės išaugimas sumažino jos atsparumą išorinėms įtakoms. Krikščionybė, tikėjimai, svetimos tradicijos spraudėsi į ją per tas valstybes, kurios dėl gynybinių funkcijų į ją įaugo; kunigaikščių dvarai, didesni feodalai ir vietininkai, miestai tapo svetimų įtakų atsparos taškais.

Krikščionybės priėmimas ir valstybinis suartėjimas su Lenkija tomis sąlygomis toliau stūmė Lietuvą lietuviškojo kultūrinio individualumo susilpnėjimo kryptimi. Savarankiška kultūrinė lietuvių kūryba jau buvo susilpninta (…). (….) Bet kartu su prasidėjo lenkų valstybingumo ir lenkų kultūros poveikis Lietuvai, kol ji pati dar nesugebėjo įvykdyti savo vidinio persilaužymo. Į Lietuvą plačia srove plūstanti lenkų kultūra, gerai priderinta prie krikščionybės, susidūrė su lietuvių pagoniškąja kultūra, kurios vystymasis jau buvo susilpnintas ir kuri, įvedus krikščionybę, buvo išstumta iš senojo savo vystymosi kelio ir nesugebėjo greitai prisitaikyti bei pasisavinti naujų ir jai svetimų krikščionybės elementų. Ir štai tokiose sąlygose labiausiai į kultūrinę plėtrą linkusi tautos dalis, t.y. dauguma aukštosios bajorijos, taip pat miesčionys, nebegalintys savyje suderinti lietuviško pagoniško kultūrinio pagrindo su ateinančia krikščioniška lenkiška kultūra, paprasčiausiai sugėrė į save naujas įtakas (…) ir dėl to nutautėdami. Tuo tarpu mažiau kultūriškai išprusę tautos elementai (…). (p.10)

(…) Kol įvyko galutinė lietuvių kultūrinė krikščionybės akceptacija ir dėl to tapo galima tolesnė kultūrinė kūryba, aukštieji lietuvių luomai, taip pat ir labiau į kultūrinį gyvenimą linkę liaudies atstovai, ėmė vis labiau pasiduoti krikščioniškos lenkiškos kultūros įtakoms. (…) Taigi tos klasės greitai pasidavė dominuojančiai lenkų įtakai, kuri kartais visiškai užgoždavo silpnus ir skurdžius lietuviškos kultūros elementus ir suteikdavo jiems iš esmės lenkišką pobūdį. Kai dėl lietuvių bajorijos, tai lygiagrečiai su kultūrinėmis sąlygomis, skatinančiomis polonizacijos procesą, nemažą vaidmenį suvaidino politiniai luomų interesai. Lietuvių valstybinė organizacija rėmėsi feodalinės priklausomybės principu, kai hierarchijos viršūnėje buvo galinga ir patriarchalinė Kunigaikščių valdžia. (…) Tuo tarpu Lenkijoje politinė ir teisinė padėtis buvo visiškai kita. Vos stiprėjanti bajoriškoji demokratija Lenkijoje atidavė į bajorų rankas valstybę, kuri realizavo visas jų luomines aspiracijas ir poreikius. Taigi kai Lietuva faktiškai susijungė su Lenkija po Jogailaičių herbu, Lietuvos bajorai karštai aprėmė lenkiškąsias valstybinės unijos tendencijas, nepaisydami lietuviškųjų magnatų, kurie nenorėjo visuotinės bajorų lygybės ir valstybės valdžios perėjimo į bajorijos rankas. Lietuvių-gudų magnatai tuo metu tapo savarankiško lietuviško valstybingumo gynėjai (…). (…) Lenkija turėjo gerą masalą Unijai įvykdyti, kurį ir išnaudojo, pasiūlydama lietuvių bajorams lenkų bajorų herbus ir visas jų privilegijas. (p.11) Lietuvių bajorai buvo linkę organizuotis pagal lenkišką šlėktų tipą. Įvykdžius Uniją, (…) lietuvių bajorija (…) veržėsi siūlomo lenkiško modelio link tuo stipriau, kuo labiau jis tolino juos nuo senojo hierarchinio principo ir stiprino išplėstas jų teises. Ši tendencija buvo įtakojama bendro lietuvių bajorijos lenkėjimo proceso. (…) Lietuvių bajorija (…) vis labiau linko į Lenkiją ir polonizavosi politiškai bei kultūriškai. Tam tikras lietuviško valstybingumo akcentavimas, kuris tarp bajorijos kartkartėmis pasireikšdavo, (…) – buvo protestas prieš Karūnos (Lenkijos – J.V.) bajorijos materialinių turtų Lietuvoje savinimąsi, buvo išimtinės teisės į visas krašto gėrybes išsaugojimo išraiška. Politine prasme lietuvių bajorija visada buvo nuosekli bendro lietuvių ir lenkų valstybingumo gynėja.

Tačiau kultūrinė ir kalbinė lietuvių bajorijos polonizacija negalėjo įvykti tuoj po Unijos. (…) Tai buvo ilgalaikis procesas (…). Net didikai ne iškart atsisakė lietuvių ar baltarusių kalbos. Ne tik prieš Uniją, bet dar ir kurį laiką po jos lietuvių kalba, jau atmiešta baltarusizmų, išliko vartojama didkų tarpe. Tik XVII a. lietuvių kalba galutinai išnyksta iš kasdienio vartojimo didikų rūmuose ir tuo pat metu nustojama vartoti visuose dokumentuose.

Vidutinė ir smulkioji lietuvių bajorija (…) mažiau susijusi su aukštų valstybinių pareigų vykdymu ir viešuoju gyvenimu, nors ir būdama labiau už magnatus politiškai, visuomeniškai ir ekonomiškai suinteresuota valstybinės unijos su Lenkija įgyvendinimu bei stiprinimu, vis dėlto ilgiau išlaikė lietuviškąjį individualumą ir protėvių kalbą. Rytinėse etnografinės Lietuvos srityse lietuvių kalba bajorijos tarpe pradėjo nykti greičiau, nes prie to prisidėjo bajorų imigracija į šią Lietuvos dalį – ar dėl giminystės ryšių, ar dėl žemės dovanojimo, ar tai buvo tiesiog kolonizacija. Tokiu būdu (…) pietryčiuose apsigyvendavo dažniausiai gudų ir lenkų bajoriškosios giminės (…). (p.12) (…) XVIII a. politinės nepriklausomybės praradimo akivaizdoje (…) dviejų tautų, sujungtų valstybių unija, lygybės idėja ėmė užleisti vietą vieningo ir bendro valstybingumo, kuriam iškilusi grėsmė, idėjai. Vieningos valstybės – ATR – sūnūs ir piliečiai kartu turėjo stoti į jos pertvarkymo ir perstatymo darbą. (…) Ketverių metų Seimo reformų partijos veiksmuose kristalizuojasi vieningos tautos idėja, kuri pakeičia istorinį Abiejų Tautų principą. (…) Iš esmės ten jau nebėra dviejų savarankiškų tautų, o yra tik viena lenkų tauta, kurios dalį sudaro lietuviai. Ši formacija įvykdyta ne agresija, bet lietuvių bajorijos natūralios politinės evoliucijos, kurią paspartino valstybingumo krizė. (…) lietuvių ir lenkų dvilypumas galėjo keistis tik kartu su demokratizacijos plėtra, visuomenės gyvenime pasirodžius naujiems liaudies elementams, kurie per amžius buvo atrofijos būsenoje ir betarpiškai minėtos tautinės formacijos procese nedalyvavo. (p.13)

Tačiau politinis lietuvių bajorijos vystymasis lenkiško tautiškumo linkme nereiškė visiško kultūrinio ir tautinio susitapatinimo. (…) apskritai kultūrinė polonizacija buvo ne tokia absoliuti, kaip politinė. Etnografinis lietuviškas pagrindas, gudiškų įtakų priemaiša, skirtingos buitinės sąlygos net ir polonizuotą bajoriją gerokai skyrė nuo lenkiško kultūrinio etnografinio tipo. Kuo toliau į ŠV, Žemaitijos ir jos apylinkių link, kuo smulkesnė bajorija, tuo pamatysime didesnę giminystę ir artumą etnografinei lietuvių liaudžiai.

(…) Visos smulkios bajorijos grupės, gyvenančios tarp grynai lietuviškos kaimietiškos liaudies ir bendraujančios su ja kasdieniame gyvenime teikiant abipuses paslaugas, vis dėlto laiko save daugiausia lenkais ir vartoja lenkų kalbą tiek namuose, tiek tarpusavyje; lenkų kalba yra jiems gero tono (manierų) bruožas, tam tikros aukštesnės kultūros ženklas. Tačiau (Lenkijos – J.V.) lenkų valstietis toje kalboje sunkiai atpažintų savąją lenkų kalbą; tai yra keistas slaviškų ir lietuviškų žodžių mišinys, be to, lenkiški žodžiai dažnai yra iškraipomi gudiškų ir rusiškų skolinių, o sakinių skyryba ir skiemenų bei žodžių kirčiavimas yra tipiški lietuviški. ši bajorija (…) daugiau vartoja lenkų kalbą, nenoriai bendrauja su valstiečiais ir rečiau jungiasi su jais vedybiniais ryšiais. (…) Smulkiabajoriai dar labiau skendi toje aplinkoje, jungiasi su kaimiečiais vedybiniais ryšiais, bendrauja su jais ne tik iš pareigos, jų kvazilenkų kalba yra jiems ištaigingumo ir noro pasipuikuoti požymis, jos mokėjimą laiko savo tradicine, iš kilmės išplaukiančia pareiga (…); ne visada galėdami namie vartoti lenkų kalbą, stengiasi vaikus nors poterių mokyti lenkiškai (…). (…) poterius kalbėjo lenkiškai, kas turėjo bajoriško kilmės bruožas (…). (p.14)

(…) Ir vis dėlto visų kategorijų smulkioji bajorija per daug neišsiskiria iš etnografinės aplinkos. (…) Negalima kategoriškai nuspręsti, ar smulkioji bajorija etnografiškai priklauso lenkams, ar lietuviams. Apskritai, kalba jie geriau lietuviškai nei lenkiškai, ir nors žymi dalis, ypač rytuose ir ypač iš aukštesniųjų smulkiosios bajorijos kategorijų, namuose vartota lenkų kalba, tačiau tai yra savotiška šnekta, turinti lituanizuoto slavizmo bruožų; tikėjimai, prietarai, papročiai, kasdienės buities kultūra – visa tai turi ryškų lietuvišką charakterį; tačiau smulkiosios bajorijos tarpe neabejotinai gyvos legendos ir istorinės tradicijos, siejančios ją su lenkiškumu; vis dėlto jos trauka prie lenkiškumo paaiškinama greičiau kastinės tradicijos principais, nei jos esminiu kultūros ir papročių turiniu.

(…) Visas bajorijos polonizacijos procesas nebuvo tolygus; žemvaldžiai jau buvo iš esmės polonizuoti; o smulkioji bajorija reprezentuoja etnografiškai lietuvišką kultūrinę atmainą, atmieštą polonizacijos įtakų. (…) Be bajorijos, polonizacijos procesas palietė ir miestus. Pirmiausia čia reikia paminėti Lietuvos sostinę Vilnių. Išskyrus žydus, Vilniaus gyventojų dauguma yra lenkai, Vilnius yra kultūrinė lenkų sala lietuviškoje teritorijoje. Dominuojanti krikščionybę išpažįstančių Vilniaus gyventojų kalba yra lenkų, kultūrine prasme šie gyventojai turi raiškiausių lenkiškumo bruožų iš visų polonizuotų Lietuvos tautinių elementų. Nes čia lenkų kultūros įtaka buvo galingiausia. (p.15) Vilnius XIX a. pradž. tapo netgi lenkiškos kultūros centru, telkiančiu lenkų tautos kultūrinę kūrybą (…) ir tapo ištisa epocha Lenkijos kultūros istorijoje, davė jai skambiausių vardų ir garsenybių. Kiti didesnieji Lietuvos miestai, tokie kaip Kaunas, Panevėžys, Šiauliai, Ukmergė, taip pat buvo labai nutautėję, tačiau kur kas mažiau nei Vilnius; tuose miestuose nutautėjimas palietė (…) kalbą, tačiau liaudies kultūros visumos (…) giliau nepasiekė. (…) Labiausiai polonizuotas iš tų miestų buvo Kaunas, kur polonizacijos procesas apėmė net miesto apylinkių kaimus. Tuo tarpu Panevėžys, Šiauliai, Ukmergė, Užnemunės pavietų miesteliai buvo polonizuoti labiau paviršutiniškai, dažniausiai tai apsiribojo laužytos ir darkytos lenkų kalbos vartojimu. (…) Labiau nutautėję buvo Vilnijos miesteliai; Lydos ir Ašmenos apyl. net kaimo gyventojai pasidavė polonizacijai – subaltarusėjo; Trakai ir Švenčionys, nors dar apsupti lietuviškų kaimų, tautine prasme turėjo visus laipsniškai nutautėjimui pasiduodančios paribio teritorijos miestų bruožus. (p.16)

(…) Sąmoningai nepriskiriu kitataučiams lietuviškų sulenkėjusių tautinių elementų, bajorų ir krikščionių miestiečių, kadangi iš esmės tai nėra svetimi elementai; istoriškai dažniausiai jie yra kilę iš to paties etnografinio pagrindo ir kamieno (…), be to jie yra su ta liaudimi susiję glaudžiais bendro krašto kultūrinės raidos ryšiais. Būtent dėl šio savo artimumo liaudžiai sulenkėję elementai galėjo daryti jai stipresnį negu svetimtaučiai ir ilgalaikį poveikį ir tapdavo tolesnio polonizacijos plitimo veiksniu. Lietuvos lenkai negali būti laikomi svetimu ar nečionykščiu tautiniu elementu, negali būti laikomi kolonistais; jų ryškesni ar ne tokie ryškūs lenkiškos kultūros bruožai yra rezultatas istorinio proceso, kuris nevienodai veikė skirtingus lietuvių tautos sluoksnius ir suskaidė ją į skirtingas kultūrines grupes. (p.17)

(…) Lietuvis valstietis, žinoma, negalėjo išvengti išorinių įtakų. Be abejo, polonizacija, tam tikru mastu veikė ir jį. tik ji pasiekdavo valstietį ne betarpiškai, bet per sulenkėjusius aukštesniuosius visuomenės elementus. Priklausomybė nuo dvaro, artimi kontaktai su smulkiąja šlėkta, dvasininkų įtaka, įvairiausi kiti keliai, kuriais lenkiškos kultūros įtaka sklido po šalį, pasiekdama ir liaudies  mases, veikė lietuvių valstiečių psichiką. Tačiau ta įtaka pasiekdavo juos tokia negausi ir taip atskiesta, kad kontaktuodama su liaudiškąja kultūra, nepaskandindavo jos savyje (…). (p.18)

Rodyk draugams

Darius Kuolys: Litwini i Polacy: tradycja i stereotypy. 28.XII.2011

O stereotypach. Przeszłość znamy i pojmujemy opierając się na symbolicznych obrazach, uwydatnianych przez badania i opowieści. Obrazy, które zbyt przestarzałe, utrudniające dla społeczeności pojąć zmieniającą się rzeczywistość i porozumieć się, są stereotypami. Życie społeczeństwa jest nie wyobrażane bez stereoptypów. Jednak w oddzielnych kulturach stereotypy mogą odgrywać różne role. Wolne społeczeństwo, mające żywą historyczną tradycję, przesadnie nie wyolbrzymia stereotipów: stara się je porównać, krytycznie ocenić, spostrzec ich pochodzenie, omówić różne ich role.

W społeczeństwie z żywą tradycją stereotypy tracą swą „ostrość“, przesadność. Natomiast w społeczeństwie, gdzie brak intelektualnej wolności, gdzie (słowami Cz.Miłosza) panuje „zniewolony umysł“, społeczeństwo traci i żywą tradycję: wyschłą tradycję zamienia inna jednogłośna ideologia i przez którą zostaje rozproszona mozaika przeszłości. W tym wypadku historyczne stereotypy zostają nie są łagodzone, a naodwrót – przez konkretnych członków tej społeczności są jeszcze bardziej zaostrożne by lepiej pasowały do walki ideologicznej w każdym konkretnym okresie.

Jaki jest stosunek tradycji i historycznych stereotypów w dzisiejszej Litwie? Stanowiąca się wolna intelektualnie społeczeństwo litewskie dopiero tylko próbuje odkrywać więź z szeroką, skomplikowaną wielokulturową historyczną tradycją, jeszcze tylko stara się ogarnąć i zrozumieć jej całość. Taka droga zwrócenia tradycji nie jest łatwa: ona wymaga wiele intelektualnej pracy, konsekwentnej oświaty społeczeństwa oraz samooświaty.

Przy zderzeniu z rozproszoną historyczną mozaiką swego kraju, dużo prościej jest chwytać się jakiegoś wyraźniejszego i ostrzejszego elementu. Takie zachowanie ostatnio zaczyna określać stosunki między litwinami różnego pochodzenia – obywatelami Litwy, w tym również między Polakami a Litwinami. Stare stereotypy w społeczeństwie wskrzesają i wzmacniają jak i pozycje polityków, tak i publiczne teksty, które opierają się tymi stereotypami. W tych tekstach wyskakują obrazy „zdradzieckiego i nie wartego zaufania Polaka“, czy  „zajadłego Litwina, który ustąpi tylko po użycia siły“. Takie obrazy z początku XX w. dziś są łączone z nacjonalistyczną retoryką po obu stronach, która nie uznaje samodzielności człowieka.

Tak współczesne społeczeństwo Litwy stopniowo powraca do starych bijatyk nacjonalizmów. Dążąc powstrzymać i w przyszłości ich uniknąć, w pierwszą kolej trzeba otwarcie i konsekwentnie wyjaśnić pozycje przeciwne, uważnie rozpatrzeć walczące narracje.

O opowiadaniach. Będę się opierał dwowa opowiadaniami, usłyszanymi w 1988 r. Zapamiętał się jeden moment, gdy do pałacu „Towarzystwa pisarzy“ przybył intruktor CK litewskiej komunistycznej partii Justas Vincas Paleckis. Podczas spotkania z litewską sowiecką inteligencją instruktor CK dziwił się, że naród litewski chce „wyprowdzić sowiecką armię“, i pytał: „czy wiecie, co by było gdyby Litwa tak postąpiła?“ Spojrzawszy na milczących inteligentów dalej koontynuował: „już nazajutrz do Wilna wkroczyłaby armia Polski“.

Drugie opowiadanie w tym samym roku usłyszałem od poety Marcelijusa Martinaitisa członka „Sąjūdisu“, organizacji walczącej o niepodległość Litwy: jak poeta uspokajał swych sąsiedzi we wsi obok Wilna – polskojęzycznych wiejskich ludzi, którzy ostrzerzeni przez „rzetelne źródła“, z zabarykadowanymi drzwiami czekali na przyjście „Litewskich sąjūdistów“, organizujących pogrom Polaków.

Część litewskich polityków i akademików dziś kontynuują opowiadanie o złowrogich polskich zamiarach dla litewskiej państwowości. Według nich, Litwę, od imperialistycznych zamiarów Polski nie obroni nawet NATO [1]. Według tego opowiadania, AWPL, wymagająca dziś szerokich praw i przywilei, takim sposobem bierze udział w Polskim marszu na Wilno. Oni, jak i przed 100 lat ich dziadkowie, dążą oderwać kraj wileński od Litwy: Gen. Żeligovskis rozpoczął szablą, a dzisiejsi polonizanci chcą jego pracę zakończyć literkami i tabliczkami; Warunek – pisać polskimi literami spolszczone litewskie nazwiska polskojęzycznych mieszkańców Vilnii nie jest poprawny, mający polonizacyjnych celi – ostatecznie wynarodownić byłą okupowaną część Litwy [2]. Polskiej kultury obywatele Litwy, chcący polskimi literami pisać swoje nazwiska litewskiego pochodzenia mogą być traktowani jako obce [3], – ostrzegają litewscy politycy. W tym litewskim opowiadaniu tkwi domyślny pomysł, jak pokonać zagrożenie Polski – stopniowo z powrotem lituanizować tych mieszkańców Wileńszczyzny, którzy w biegu historii spolszczyli się czy zostali spolszczeni. Ten podtekst rozumieją i polskojęzyczni Litwini, utożsamiający siebie z polską kulturą. I dlatego oni zaczynają spoglądać na władze kraju jako na groźną siłę, od której koniecznie mają bronić swą polską tożsamość, a sąsiednią Polskę – widzą jako wiernego obrońcy ich tożsamości. Jednak i proponawane dla nich polskie opowiadanie Polski pod wieloma względami jest zniewalające i surowo wymagające posłuszeństwa dla tej ideologii.

Narrację, pełną polskich stereotypów, w 2010 r. opublikowała polska dziennikarka Maja Narbutt w artykule „Po braterstwie nie został ślad“. W styczniu 1991 r., będąca w Litewskim parlamencie podczas jego obrony przed armią czerwoną, Maja Narbutt z zachwytem opisywała walkę Litwinów o wolność. Dziś, po 20 latach, Maja Narbutt, zobaczywszy „prawdziwą“ twarz zajadłego Litwina pisze: „Dotychczas w stosunkach z Litwą nie ukrywaliśmy sentymentów – mówiliśmy o pieknej wspólnej historii i o Rzeczpospolicie Obojga Narodów. Lecz tam, gdzie my widzimy blask, litewscy politycy widzieli cień. Stało jasne, że paradygmat patriotyzmu Litwinów opiera się na antypolskości. I tak jest dlatego, że dziś Litwę nadal kontrolują rosyjskie specsłużby. Przeciw Polakom jest skierowany cały system litewskiej oświaty: dążący polskich dzieci przewrócić w Pawlików Morozowych – zdrajcami Polaków, swoich dziadków i przodków. Przykładem takiego litewskiego zachowania – referat, napisany przez uczennicę (której matka – litwinka) litewskiego liceum w Solecznikach, o „Wyzwoleniu Wilna spod polskiej okupacji“.”

Według Maji Narbutt, uczennica, mająca polskie imię i nazwisko, stała się zdrajcem swoich Polaków, bo potępiła marsz Lucjana Żeligowskiego na Wilno [4]. Wychodzi, że w XXI w. człowiek, mieszkający na Litwie i mający polskie nazwisko nie ma prawa kwestionować czynów Józefa Piłsudzkiego. Taka osoba staje się narodowym degeneratem, gdy publicznie wypowiada opinie podobne do polskojęzycznych mieszkańców Litwy – Oskara Milasziusa, Mikołaja Römera, Józefa Mackiewicza czy Czesława Miłosza. Trzeba zaznaczyć i inne twierdzenie z narracji Maji Narbutt: bractwo Polaków i Litwinów możliwa będzie tylko wtedy, gdy Litwini „wspólną i piękną“ historię zaczną oceniać tak jak i Polacy. Jeżeli Litwini zamiast blasku widzą cienie, znaczy, oni (jak wierzono i w XIX w.) są pod wpływem rosyjskich specsłużb. Podobnie wypowiada się Jerzy Haszczyński.

Oczywiste, że powtarzając pozycję Maji Narbutt, któryś zajadły litewski językoznawca mogłby dla Maji przypomnieć jej litewskie pochodzenie z rodu Narbutów oraz zaprzeczyć, że „litewskie nazwisko mająca dziennikarka“ takimi wypowiedziami jakoby zdradza swych przodków i Litwę. Tak więc widzimy, że walczące między sobą narodowe polskie i litewskie opowadania paradoksalnie zrastają się w jedne zamknięte koło. Na dodatek wymagając, aby współczesny człowiek nawet nie próbował przekroczyć tego koła, a dalej pozostałby po jednej czy drugiej stronie.

Taką kompozycję zamkniętego koła w dzisiejszym czasie także konstruje i retoryka najwyższych urzędników RP i RL. Dalia Grybauskaitė głośno wątpi lojalnością mieszkańców polskiej kultury na Litwie [5]. Bronisław Komorowski publicznie oburza się zajadłą „litewską kozą“, która swoją wolą nie pryjdzie do żadnego wozu [6]. Takim sposobem on odtwarza obraz stuletniej dawności, który Polacy nadali Litwinom: gdy Mikołaj Römer w 1907 r., wydawszy traktat o litewskim narodowym odrodzeniu, w polskiej prasie doczekał krytyki za to, jakoby on pochylone drzewo pozwala by na niego lazły litewskie kozy [7].

O wyjściach. Czy są jakieś wyjścia z przecieńcia różnych narodowych ideologii? W 2011 r., grupa intelektuałów Litwy, wypowiadająca się za miłość między Polakami a Litwinami publicznym listem zachęciła rodaków zmienić pogląd na przeszłość kraju i wyrzeć się „szkodliwej“ interpretacji historii: Szowinistyczna wersja historii, patrząca na naszą wspólną histori jako na „stracone wieku“ zniekształca wizję o przeszłości państwa, odrzuca i brudzi wspólne duchowe, polityczne i kulturalne dziedzictwo – od bitwy pod Grunwaldem do Konstytucji 3-go maja, od Ostrej Bramy do wspólnej walki bendros kovos przeciw wrogom – jak i w roku 1863, tak i w 1989 [8].

Według autorów listu, dążąc odzystać przyjazne Polsko-Litewskie stosunki, Litwini musieliby spełnić warunek Maji Narbutt: rozpocząć rozjaśniać i zrozumieć swą przeszłość tak, aby widzieć blask tam, gdzie go woła widzieć w Polsce dominująca historyczna narracja. A interpretacje wątpiące tym blaskiem są zwane „szowinistyczną wersją historii“.

Można się zgodzić ze zdaniem, że w dzisiejszej Litwie pozostałe ujemne oceny wspólnej Polsko-Litewskiej przeszłości mają być analizowane, krytycznie rozpatrzone. Jednak trudno zgodzić się z twierdzeniem, iż taki ujemny pogląd Litwinów na historię stosunków polsko-litewskich jest szowinistyczny – oparty na nienawiści do Polski czy wszystkich innych narodów. W końcu,  jakich Litwinów musielibyśmy liczyć za takich „szowinistów“? Witolda Wielkiego, który dążył o koronę Litwy przeciw woli polityków Korony Polskiej? Alberta Gosztautasa, który na pocz. XVI w. popierał tworzenie historycznej narracji państwa litewskiego, nieprzychylnej dla Polski? Mikołaja Radziwiłła Czarnego, który winił politykę Polską za dążenie siłą narzucić dla Litwy nierównoprawną unię Lubelską? Profesorów Uniwersytetu Wileńskiego i litewskich bojarów, którzy w 1794 r. założyli Radę Najwyższą Litewskiego Narodu i z powodu tego doczekali się prostestów w Warszawie? Historyka Szymona Daukantasa, który watpił „korzyściami“ z Unii Lubelskiej? Macieja Wołańcziusa, skromnie oceniającego powstanie 1863 r.? „Litwomanów“ Jonasa Basanawicziusa i Wincasa Kudirki, walczących o wolność Litwy? Litewskich chłopów, którzy stanęli bronić odrodzoną Republikę Litewską nie tylko od bolszewików, ale i od Polaków na czele z L.Żeligowskim? Mikołaja Römera, który potępił Józefa Piłsudzkiego? Historyka Adolfasa Szapoki, który krytycznie analizował Konstytucję 1791 r.? Akademika Z.Zinkevičiusa, badającego spolszczone nazwiska mieszkańców Litwy Wschodniej?

Czy te wyjście, zaproponowane przez siedmiu litewskich intelektuałów nie jest próbą „zmienić“ historię Litwy według wymagań jeszcze jednej ideologii? Czy, zamiast tego, aby, stać się otwartymi dla wielokulturowej tradycji kraju, jego różnorodności, ta propozycja nie jest zachęceniem jednego ideologicznego opowiadania zamienić w inny? Narrację Moskwy w narrację Warszawy? Wybrać z mozaiki rozproszonej przeszłości Litwy tylko te fragmenty, które podobałyby się sąsiednim krajom, dla nich połyskujące szczątki i uczyć swą społeczność nimi się cieszyć? Starania tak się zachowywać już są. Nawet zawodowi historycy kreślą schematy ideologiczne i wymagają od obywateli Litwy zadecydować: „z kim wy, z dobrymi czy ze złymi?“. Czy takie zachowanie nie jest konjukturne? Czy mogą Litwini razem z braćmi Polakami szczerze cieszyć się blaskiem Unii Liubelskiej, kiedy Wielkie Księstwo Litewskie (WKL) straciła nie tylko połowę swych terenów, ale i część suwerenności. Ciekawe, czy Polska uroczyście świętowałaby Unię, gdyby do Litwy przyłączono Mazury, Pomorze?

Wątpię czy zamieniwszy jedną selektywną historyczną narrację na inną, odnajdziemy trwały fundament dla przyjacielskiego i obywatelskiego współżycia wielojęzykowych ludzi Litwy. Przecież przed sąsiedźmi uginający się, wyrzekający się swojej przeszłości Litwin nigdy wartym zaufania partnerem. Dlaczego inni musieliby ufać tej etnicznej społeczności, która nie ufa sama sobie, która, cierpiąca na brak świadomej tożsamości oraz silniejszej morali, tylko próbuje udawać dla okolicznych im podobające się role. Dlatego polecenie wyrzec się części swej przeszłości i samodzielnej historycznej narracji, by przyjaźnić się Polakami, nie jest dobrym wyjściem.

O tradycji. Czyżby zacna przyjaźń między wolnymi, równymi i różnymi Polakami a Litwinami niemożliwa? Czyżby różna, wielojęzykowa historyczna tradycja Litwy, samodzielna jej narracja byłaby za trudnym brzemieniem dla współczesnych mieszkańców Litwy? Jednym z najlepszych sposobów dla formowania wolnego społeczeństwa jest przywrócenie jej żywej prawdziwej tradycji.

Aktualną zostaje dziś konieczność współczesnemu człowiekowi „zakorzenić się w historii“ [9]. To zrobić można tylko wyłącznie zaprowadzając dialog z ludźmi przeszłości, powiązując uzależnione więzi z społecznością, która kiedyś mieszkała w tej krainie. Czyli – tylko szczerze otwierając się na skupione ich doświadczenia, idee, poglądy, pozycje i oczekiwania.

Kontynuować samodzielną narrację Litwy – to nie tylko przyznać i zrozumieć, o co dążyli, co bronili, o czym radzili się i sprzeczali się ci ludzi, liczący Litwę swą ojczyzną, ale też i wsłuchać się w ich doświadczenie i to, co dla nich było ważnym. Kontynuować samodzielną narrację Litwy – to nie tylko starać się ogarnąć geograficzną, kulturalną, językową, religijną, polityczną różnorodność przeszłości kraju, ale i spostrzec to, co tą różnorodność łączyło w skomplikowaną i wielogłosową całość – w społeczeństwo Litwy, w państwo Litewskie. Zauważyć, jakie w przeszłości utworzone symbole mogłyby i dzisiaj jednać w jedne społeczeństwo wszystkich Litwinów, należących do różnych pochodzeń, języków i kultur.

Szersze i czulsze dzisiejsze spojrzenie miałoby pomóc dla tradycji Litwy. Do historycznej narracji Litwy trzeba przypisać nie tylko teksty nie tylko litewskie, ale też i polskie, białoruskie, hebrajskie, jidisz, ukraińskie, rosyjskie, łacińskie i innymi językami pisane teksty przez prawosławów, unitów, kalwinistów, liuteranów, arianów, judei czy innych konfesji. Ceniąc twórców litewskiego piśmiennictwa w XVI w., obok nich musielibyśmy widzieć Mikołaja Radziwiłła Czarnego, który wydał pierwszą protestancką Biblię w jęz. polskim, Andreja Kurbskiego, który na Litwie kreślił wizję Republiki Moskiewskiej. Obok Kristijonasa Donelaitisa – litwinem siebie liczącego Tadeusza Kościuszki. Obok Simonasa Daukantasa – Adama Mickewicza, który swą przynależność do Litewskiego politycznego społeczeństwa podkreślał nawet na emigracji. W 1841 r. 23 marca A.Mickewicz z Paryżu do brata Franciszka pisał: „Może zostanę profesorem bez naturalizacji, ponieważ mi jakoś żal przestać być Litwinem urzędownie i niemile stać się Francuzem.“ [10]. A.Mickiewicz, jak i w XX w. Wytautas Kavolis, kochał i cenił przed pół wieku stracone Litewskie obywatelstwo: możliwość stać się Francuzem on powiązywał ze zdradą Litewskiego politycznego społeczństwa, a nie Polski. Obok Jonasa Basanawicziusa – Mikołaja Römera. Obok Wytautasa Kawolisa, Marii Gimbutas, Algirdasa Greima – Czesława Miłosza. Widzieć całą, z jego wypowiedzianą gorzką spowiedzią: „Nienawidzę Wilna. Więcej nigdy tu nie przyjadę. Wszyscy tu mnie pytają, kim ja jestem – Litwin czy Polak. A ja  jestem i Litwinem i Polakiem. A naprawdę jestem ostatnim obywatelem WKL“[11]. Te słowa Miłosza podejmują istotne pytanie: jaką będzie litewskie opowiadanie, narracja Wilna – zniewolająca tożsamości litewskie, negująca różnorodność poglądów, czy – dbająca o wolność osobistą, chroniącą różnorodność, twórczość, świadomość i wzywająca do dialogu między różniącymi się doświadczeniami? Czy w kulturze litewskiej, społeczeństwie Litwy będziemy starać się jeden drugiego poznać, zrozumieć, przyznać, czy – pokonać, ujednolicić, nachylić? To pytanie między stosunkiem teraźnieszości z tradycją Litwy. Iż dzisiejsze życie społeczne, otwarte na starą tradycję Litewską, słuchające opowieść pierwszej Republiki Litewskiej – WKL, stałoby się swobodniejsze, bardziej świadome i samodzielne. Poczucie żywej tradycji pomogłoby dla pokolonijnego kraju zmniejszyć niepewność wobec siebie i jutra. Więź z wielokulturową opowieścią nadałaby więcej wolności. Większa otwartość ku doświadczeniom, wypowiedzianym przez naszych przodków i moralnym imperatywom, pewniej zjednoczyłyby przyszłość III Republiki Litewskiej. Przecież, według dzisiejszych historyków, przeszłość jako dzieło wolnego człowieka, historyczna narracja zwiększa wolność społeczności. I naodwrót: narracja, która przedstawia przeszłość jako przez surowe prawidła dyscyplinowana rzeczywistość, działa na teraźniejszość totalitarnie i tym ogranicza wolność [12].

Najtrwalszą oporą starej republikańskiej opowieści był Statut litewski, co kilka wieków gromadził ludzi różnych kultur w jeden naród Litewski. Jego II i III redakcje w XVI w. zatwierdziły miłość i wierność swojej Republice jako istotne zasady życia społecznego. [13]. [...] Czy wierność dla wolności i swej Republice nie mogłyby także i dziś łączyć ludzi różnej kultury, języków, konfesji w jedno społeczeństwo? [...] jako spadkobierców WKL? Jeszcze w 1989 r., w Paryskiej „Kulturze“ Cz.Miłosz pisał: „Trudno zrozumieć, dlaczego po polsku mówiący mieszkańcy Litwy musieliby wyrzec się tego bogactwa (dziedzictwa WKL). [...] Dlatego, zanim patrząc na siebie jako na nieszczęsnych braci, oddzielonych od narodu polskiego i próbujących wytrwać w niekorzystnym otoczeniu, masz prawo przywrócić wyniosłość gospodarzy, będących na swoich ziemiach [...]. Ale tylko z warunkiem, że przestaniesz być konserwatywną i mało twórczą grupą, że będziesz hodował ludzi, znających swoje dziedzictwo, które nie jest polskie, lecz starolitewskie.” [15].

Około 1990 r. Cz.Miłosz prztłumaczył hymn Litwy na jęz. polski, z nadzieją, że go będą śpiewać i obywatele Litwy polskiej kultury. [16]. Tak Miłosz próbował uczynić hymn bliższym dla spadkobiercom WKL – obywatelom Litwy polskiego pochodzenia. W 1992 r. twierdził: „Jako tutejsi (całkiem nie emigranci czy koloniści), Polako-Litwini, muszą stworzyć program lojalnych obywateli nowego państwa” [17].

Rzecz jasna, że polityka państwa litewskiego ma być korzystna dla powstania takich polskich, białoruskich czy rosyjskich programów. Politycy, będący wierni dla historycznej narracji kraju, musieliby bronić zasadę, że inne kultury też są pielęgnowane przez Litwę, jako część litewskiego dziedzictwa. Wolna Republika Litewska nie ma prawa wyrzec się tej zasady nawt wtedy, gdy część ludzi z jednej czy drugiej kultury odmawia się bliżej łączyć los swój i swych dzieci z politycznym społeczeństwem kraju, czyli gdy odrzucają możliwość wspólnej opowieści Litwy, jaką proponował Cz.Miłosz.

Według liderów AWPL, tożsamość obywatela Litwy jest sprzeczna z tożsamościa litewskiego Polaka. W.Tomaszewski, po zapytaniu, dlaczego litewscy Polacy nie mogliby w szkołach kilku przedmiotów uczyć się w jęz. państwowym, on rozjaśnił to tak: Wasza wola – jeśli chcecie, to się i uczcie się. Tak więc dla wszyskich obywateli państwa wykładane wspólne lekcje jęz. litewskiego, kurs historii Litwy oraz geografii Litwy niby przemieniłby litewskich Polaków w nieformalnych obywateli Litwy, za dużo by połączył ich z państwem Litewskim, a to dla nich jest nie do przyjęcia.

Idąc śladami S.Szalkauskasa, musimy zgodzić się, że nawet i taka postawa osoby w wolnym pańswie ma być tolerowana [19]. O wiele trudniejsze i do dziś nieodpowiedziane pytanie: jak powinna zachodzać się polityczne społeczeństwo kraju w wypadkach, kiedy polityczne współżycie zaprzeczają nie pojedyncze osoby, a partia, wypowiadająca się w imieniu całej społeczności kulturalnej oraz w swojej społeczności nie tolerującej innych zdań, poglądów, innych obywatelskich postaw?

Wydaje się, że Republika, aby nie stracić swojej istoty, zawsze powinna konsekwentnie bronić swobodę sumienia osoby, prawo każdego samodzielne określić się, ale zarazem i przypomnieć obowiązek każdego obywatela trzymać się ustaw. Wolna Republika, aby przetrwać, w dowolnym wypadku będzie próbować być otwartą na całość swojej przeszłości, próbować kontynuować samodzielną opowieść kraju. Republika będzie dążyła, by ta opowieść raniej czy później więziami solidarności pojednałaby i zakorzeniłaby większość ludzi Litwy we wspólnej ojczyźnie, aby w społeczeństwie żyjące stereotypy były złagodzone przez bieg tradycji.

Użyta literatura:

[1] Rimantas Varanauskas, “Ozolas įspėja apie Lenkijos kaliamus pavojus Lietuvai”, in: www.Alfa.lt, 2011.04.13.
[2] Zigmas Zinkevičius, „Apie pavardžių rašymą lenkiškomis raidėmis“, in: www.voruta.lt, 2011.07.24.
[3] V. Landsbergis: jei lenkai nori lenkiškų pavardžių pasuose, gal jie nori būti traktuojami kaip svetimi, www.DELFI.lt, 2011.09.03.
[4] Maja Narbutt, “Po braterstwie nie został ślad”, in: Rzeczpospolita, 2010.10.26.
[5] D. Grybauskaitė: mėginama nesilaikyti nuostatos, kad mažumos turi būti lojalios valstybei, www.DELFI.lt, 2011.09.13.
[6] Bronislawas Komorowskis: “lietuviška ožka” pas jokį vežimą neateis, www.DELFI.lt, 2011.09.08.
[7] “Mykolo Römerio autobiografija”, in: Lietuvių atgimimo istorijos studijos, t. 13, Vilnius: Saulabrolis, 1996, p. 215.
[8] Intelektualai apie Lietuvos ir Lenkijos santykius: gyvenome, gyvename ir gyvensime kartu, www.lrytas.lt, 2011.04.11. Atvirą`laišką pasirašė A.Gailius, D.Gailienė, I.Vaišvilaitė, A.Jokubaitis, P.V.Subačius, R.Petrauskas, kun. J.Sasnauskas.
[9] Vytautas Kavolis, Nužemintųjų generacija. Egzilio pasaulėjautos eskizai, Cleveland, 1968, p. 58.
[10] Adam Mickiewicz, Dzieła, t. XV, Listy, d. II, parengė Stanisław Pigoń, Warszawa, „Czytelnik“, 1955, p. 391.
[11] Šie Cz. Miłoszo žodžiai buvo ištarti Vilniuje 2000 m. pokalbyje su Irena Veisaite.
[12] Jörn Rüsen, Istorika. Istorikos darbų rinktinė, Vilnius, 2007, p. 456-457.
[13] Statut Vjalikaga Knjastva Litouskaga 1588, Minsk, 1989, p. 118-119.
[14] Ibidem, p. 47-48.
[15] Czesław Miłosz, “O konflikcie polsko-litewskim”, in: Kultura, Paryż, 1989, Maj, p. 9.
[16] Viktorija Daujotytė, Mindaugas Kvietkauskas, Lietuviškieji Česlovo Milošo kontekstai, Vilnius, 2011, p. 106-111.
[17] “Litwa i Polska. Ankieta ‘Znaku’”, in: Znak, Kraków, 1992, Nr. 442 (3).
[18] V. Tomaševskis: Tai jūs turite šitame krašte integruotis, www.lrytas.lt, 2011.04.06.
[19] Stasys Šalkauskis, „Lietuvių tauta ir jos ugdymas“, in: Stasys Šalkauskis, Raštai, Vilnius, 1995, t. IV, p. 322-323.

http://darius.kuolys.lt/lietuviai-ir-lenkai-tradicija-ir-stereotipai

Rodyk draugams

Bycie Polakiem Litewskim

W imieniu Polaków Litewskich (bez ich powiadomienia) w Polsce wiele się mówi. Proszony przez redakcję jednego czasopisma podzielić się własnymi wrażeniami z życia na Litwie, chcę w swym imieniu, jako Polak Litewski, udzielić kilka słów.

Tematem artykułu – bycie Polakiem na Litwie. A być Polakiem Litewskim, to po pierwsze znaczy – ciągle słyszeć jak w twoim imieniu ciągle ktoś mówi o tobie rzeczy, które nie zawsze są zgodne z rzeczywistością.

W mediach polskich mówi się dużo o nas. Np., mniejszość polska na Litwie jest dyskryminowa, prawa Polaków są ograniczane, w szkołach mniejszości narodowych władze Litwy chcą ograniczyć nauczanie języka ojczystego. Ciągle pojawiają się historie o tym, jak na Litwie ktoś zwolnił jakiegoś człowieka z pracy, jakiś student nie złożył egzaminu, recydywista pchnął nóż w chłopaka, odrzucono jakiś projekt ustawy proponowany przez członka Sejmu, i niby jedynie z tego powodu, że wymienione osoby są Polakami. Tym czasem w Warszawie przeciwko władz Litwy są organizowane protesty z plakatami: „Europa, wstydź się Litwy!”, „Nie bądźmy obojętni dla krzywdzownych przez Litwę Rodaków!”.

Wszystko podaje się tak, że strony może wyglądać, że Litwa jest jakimś strasznym krajem, w którym każdemu ciągle coś jest zabraniane. Jednak fakt, że na Litwie te, tak zwane „dyskryminujące” ustawy dotyczą wszystkich mniejszości narodowych, wywołują jednak różne reakcje wśród mniejszości narodowych, sugeruje zastanowić sie, dlaczego tylko partia „Akcja Wyborcza Polaków na Litwie” (AWPL) wraz z polityczną organizacją „Aljansem Rosjanów” apelują o różne wypadki dyskryminacji? A może jest coś inaczej, czego nie wiemy?

Być Polakiem Litewskim, to także widzieć jak przeciw własnej woli stajesz się obiektem, od którego mają zależeć stosunki międzynarodowe Polski i Litwy. A być przeciw własnej woli, to być więźniem.

Artykuł można podzielić na dwie części: W pierwszej części omówimy przynależności narodowościowej Polaków z Litwy. Zobaczymy, czy tak naprawdę jesteśmy rodakami jednego narodu; W drugiej części przedstawię obraz życia Polaków Litewskich jaki widzę ja, Omówimy sytuację Polaków Litewskich, istne ich zapotrzebowania i problemy. Zobaczymy też, czy w rzeczywistości Polacy Litewscy są krzywdzeni przez Litwę.

I. W Polsce, dla większości z was, pytanie o narodowość nie przysparza problemów. Natomiast pośród wielu mieszkańców Wileńszczyzny odpowiedź na to pytanie wcale nie jest tak oczywista. Kim są mieszkańcy Wileńszczyzny, posługujący się językiem polskim?

Na Litwie można usłyszeć, że polskojęzyczni mieszkańcy Wileńszczyzny są Litwinami, którzy wciągu ostatnich 300 lat w biegu historii spolszczyli się czy zostali spolszczeni, przejmując kulturę polską i język. Jednoznacznie się zgadzam z tym twierdzeniem, że ci, jeszcze nie tak dawni praojcowie dzisiejszych Polaków z Litwy byli Litwinami. To potwierdzają fakty historyczne. Jednak nieraz polskojęzyczni obywatele Litwy, utożsamiający siebie z polską kulturą, słysząc to samo z ust Litwinów, rozumieją to jako chęć Litwinów z powrotem ich lituanizować i dlatego oni zaczynają spoglądać na władze kraju jako na groźną siłę, od której koniecznie mają bronić swą polską tożsamość, a sąsiednią Polskę – widzą jako wiernego obrońcy ich tożsamości.

Pomimo tego wszystkiwgo, sam fakt, że wśród nas istniejący podział na „MY (mówiący po polsku) i ONI (Litwini)”, świadczy o tym, że dziś to już nie są Litwini, mówiący po polsku. I dlatego dziś trudno ich nazwać Litwinami. Pozostaje dla nas jakoby ostatnia opcja – Polacy. Lecz moim zdaniem, tych ludzi określić Polakami tym bardziej nie można.

Nieraz część polskojęzycznych przedstawicieli Litwy osób na zadane pytanie „Jaka jest twoja narodowość? nie zna konkretnej odpowiedzi. Gdy uściślić pytanie podając kilka propozycji: „Litwin, Polak, Białorusin, etc.?”, większość bez zastanowienia odpowiada, że są Polakami. Przykładem tego może być ostatni, narodowy spis powszechny. Na pytanie dotyczące przynależności narodowej, niektóre osoby nie znają odpowiedzi. Proszą oni o podanie kilku możliwości do wyboru i dopiero wtedy następuje wybór danej narodowości.

Widzimy więc, że trudno jest jednoznacznie zdefiniować narodowość polskojęzycznej społeczności na Litwie. Większość z nich stanowczo twierdzi, że nie są oni Litwinami. Uważają się za Polaków. W toku późniejszej rozmowy okazuje się, że ich związki z Polską nie są oczywiste. Dla niektórych określić, że są Polakami jest trudno, ponieważ za swą ojczyznę uznają Litwę, a żadnych więzi, oprócz języku, z Polską nie mają.

Dlaczego tak jest? Z jaką ciągłością kulturową mieszkańcy utożsamiają siebie mieszkańcy Wileńszczyzny? Co w sytuacji, w której określają się jako Polaków, a za swoją ojczyznę uznają Litwę? Czy możliwie, że jest jeszcze jakaś inna alternatywna kategoria narodowościowa, która nie wymuszałaby wybierać jedno, a rezygnować z drugiego? Mam się na myśli specyficzną kategorii „Litewskiego Polaka”.

By lepiej zrozumieć tę skomplikowaną definicję przenieśmy się do przeszłości – do pocz. XX wieku. W okresie ruchu odrodzenia narodowego w Polsce i na Litwie, była aktywnie praktykowana ideologia wymagająca określić się: albo stać się Litwinem i pójść na konflikt ze swą polskością, albo być Polakiem i utożsamić siebie z Polską, tracąc swą wyjątkową osobliwość i więzi z Litwą. Więc jaka jest zawartość pojęcia „Polak Litewski“?

Jedna z najsłynniejszych postaci Litwy, Michał Römer (1885–1945), w swej autobiografii przyznaje się, że nie może nazwać siebie tylko Polakiem, czy tylko Litwinem: „[...] moja skóra jest swoista – nie wyłącznie polska i nie wyłącznie litewska, ale nadzwyczajnie skombinowana, w której mieści się skóra Adama Mickiewicza. [...] Nasza – Polaków Litewskich – tragedia polega na tym, że nie mamy swego imienia, że nasza dusza jest koncepcją dwóch narodów, że w razie konfliktu między dwoma duszami dla nas jest trudniej, niż dla kogoś innego, zdecydować się prawidłowo; posługujemy mianem [Polaków], które nie odpowiada naszego sedna i najgłębszych podstaw psychiki, wyrosłych z charakteru tutejszych Litwinów i Białorusinów.“ (Maksimaitis M: “Mykolo Römerio autobiografija”, in: Lietuvių atgimimo istorijos studijos, t. 13, 1996, p. 190 -191).

Uwagi te są aktualne i dzisiaj. Mogą one dla nas pomóc pojąć osobliwości tego identytetu; wyjaśnić dlaczego dla Polaków Litewskich, w jednej sytuacji, jest trudno określić się między Polakiem a Litwinem, oraz, na przykład, dlaczego tak łatwo powiedzieć „jestem Polakiem, ale podczas zawodów sportowych między Polską a Litwą, kibicuję wyłącznie za Litwę, bo to moja ojczyzna“.

Moim zdaniem, przyczyną takich sprzeczności jest ta sama ideologia, która nadal od nas wymaga wybrać jedno z dwóch – Polskę czy Litwę. Np., dziś ta sama ideologia jest szerzona przez AWPL. Np. lider tej partii W.Tomaszewski nieraz twierdził, że sciślejsze nauczanie się jęz. litewskiego jest dla Polaków obcą rzeczą i niby za dużo by połączyło ich z państwem Litewskim, a to dla nich jest nie do przyjęcia (V. Tomaševskis: Tai jūs turite šitame krašte integruotis, www.lrytas.lt, 2011.04.06). Według niego, tożsamość obywatela Litwy jest sprzeczna z tożsamością Litewskiego Polaka. Z jakiej racji on ustalił, że Litwa dla nas jest obca? Widzimy, że proponawana dla nas ta ideologia „polska“ pod wieloma względami jest zniewalająca i surowo wymagające posłuszeństwa dla niej.

W tym kontekście pasują tu słowa M.Römera: „Większość, którzy dziś sztucznie tulą się do Polaków, próbują wyrwać najgłębsze korzenie litewskości z swej duszy, niestety muszą rozczarować się: tam oni nie odnajdą swego prawdziwego miejsca.“ (Maksimaitis M, 1996, p. 191).

Muszę zaznaczyć, że termin „Polak Litewski” zdecydowanie różni się od terminu „Polak na Litwie”. I to nie jest tylko gra słów. Jesteśmy elementem tutejszym, jedynie spolonizowaną, a nie napływowym, wywodzącym się z Polski. M.Römer również stanowczo odrzuca traktowanie Polaków Litewskich, jako rzekomo „odłamu Narodu Polskiego”: „Jeżeli można tu w stosunku do nas, Polaków litewskich, mówić o jakimś odłamie, to ścisłość historyczna wymagałaby stwierdzenia, żeśmy się „odłamali” nie od Narodu Polskiego i przyszli do Ziemi Litewskiej, lecz że tworzymy „odłam rdzennego społeczeństwa krajowego” [Litwy].” (www.pogon.lt/historia/292-michal-romer-dwie-teorie-o-polakach-litewskich.html). Nas, Polaków Litewskich można też porównać do Walończyków Belgijskich (łączących język francuzki i kulturę wraz z poczuciem odrębności etnicznej oraz patriotyzmem do Belgii).

Na koniec warto także wspomnieć słowa Czesława Miłosza, które wypowiedział w Wilnie podczas rozmowy z I.Vesaite, w 2000 r.: „Wszyscy tu [w Wilnie] mnie pytają, kim ja jestem – Litwin czy Polak. A ja jestem i Litwinem i Polakiem. A tak naprawdę to jestem ostatnim obywatelem WKL“.

II. Teraz przejdźmy do następnego tematu. Spróbuje wam opisać nasze życie na Litwie oraz to, jak politycy wpływają na nasze życie.

Stosunki polsko-litewskie nie wyglądają tak pesymistycznie, jak mogłoby się wydawać tylko na podstawie informacji z prasy i komentarzy internetowych. Jednak w I części się artykułu wspomniałem, że wśród Polaków Litewskich w stosunku do Litwinów występuje podział na „swoich” i „obcych”. Tym się mogli upewnić i etnolodzy z uniwersytetu Wrocławskiego podczas badań terenowych w okolicach Trok (2012.10.12–18).

Z przeprowadzonych rozmów z lokalną społecznością Wileńszczyzny, można wnioskować, że chociaż wiele się mówi o bogatej wielokulturowości Wileńszczyzny, Polacy z Litwinami nie wchodzą w poważniejsze relacje. Pojawiają się również głosy świadczące o niechęci wyrażanej pod adresem osób, różnych pod względem narodowościowym. W niektórych sytuacjach problemy narodowościowe nie występują, innym razem niechęć wobec siebie, są czymś zupełnie normalnym. Trzeba też dodać, że taka sytuacja jest bardziej aktualna we wsiach i mniejszych miasteczkach, tzn. tam, gdzie daną miejscowość zamieszkują w większości Litewscy Polacy, a Litwinów jest brak. Można to objaśnić paradoksem psychologicznym – zazwyczaj nie lubimy tego, czego nie znamy.

Moim zdaniem, dziś główną przyczyną wzrastania takich podziałów wśród Polaków Litewskich i Litwinów jest świadome prowokacyjne poczynania działaczy Akcji Wyborczej, którzy pobudzają niezdrowe uczucia nacjonalistyczne.

W wyniku jednostronnej propagandy AWPL, budzącej stare stereotypy z pocz. XX wieku, np. „Polak pan, a litwin cham”, wiele wartości nabrało odmienny sens, a złośliwe wypady przeciw swej Ojczyźnie są odbierane jako wzorowa patriotyczna postawa. W pojęciu zwolenników AWPL, ten z Litewskich Polaków, kto życzliwie mówi o Litwie jest „zdurniawszy”. Druga możliwość – że Polak Litewski, będący obywatelem Litwy ma wspierać swą ojczyznę Litwę – jest dla takich „patriotów Polski” nie do przyjęcia i określana jako zdrada.

Zaczęłąm mówić o AWPL nie prosto tak, dlatego, że ta partia LLRA na Wileńszczyźnie ma ogromne wpływy: w rejonach Wileńskim, Solecznickim, Trockim ponad 17 lat prawie wszystkie samorządowe stanowiska pełnią osoby należące do tej partii czy będące blisko z nią związane, więc nic dziwnego, że polska społeczność nie chce stanąć na drogę tym strukturom i psuć z nimi stosunki. Widok taki, że na Wileńszczyźnie przetrwał system jednopartyjny, który mało się różni od tego, co był za czasów Sowieckich. W takiej sytuacji, gdy w regionie długi dominuje taki system, on niebiera elementy systemu nomenklatury.

Sens istnienia Akcji Wyborczej polega jedynie na zaostrzeniu konfliktu i tworzeniu problemów, dzięki którym partia utrzymuje swój elektorat. Strategia AWPL oparta na tanim nacjonalizmie otrzymuje swe zyski. W takiej glebie AWPL może łatwo ludnością manipulować, wbijać do głowy Polacy Litescy syndrom ofiary, a samym występować w roli „jedynych obrońców”. Mając w ręku środku masowego przekazu oraz poparcie władz Polski, każdy konflikt można przedstawić w wygodny dla siebie sposób, gdzie awepelowska prasa serwuje dla nierozeznanej ludności polskiej rzekome „zagrożenie” ze strony Litwy. Wszystko negatywnie naświetlając AWPL buduje w świadomości społeczności Litwy ujemny obraz wszystkich Polaków (a za skutki,  powstające winić właśnie Litwinów), mając na celu dalszą izolację Litewskich Polaków i dalsze pobudzanie wzajemnej niechęci wobec Litwinów.

Można powiedzieć, że cała karjera polityków AWPL zależy od tego, ile jednej czy drugiej narodowości obywatele Litwy są ujemnie do siebie nastawieni. Dlatego sytuacja, w której Polacy i Litwini blisko się przyjaźnili – dla nich jest niedopuszczalna. W celu zachowania tego stanu i nie dopuszczania do zmian na tym terenie są specjalnie intensywnie ekspoloatowane polsko-litewskie „problemy”, używane w celu trzymania nierozeznanej ludności w stanie niepewności jutra, siejąc strach przed asymilacją metodami wziętymi z arsenalu sowieckich służb KGB. A kto próbuje to krytykować – otrzymuje łatkę „antypolaka” lub „nacjonalisty”.

Jako środek do realizacji tych celów wybrano szkoły, gdzie niektórzy nauczyciele (członkowie AWPL) dla uczniów najmłodszych klas agitują by ich rodzice na wyborach głosowali na AWPL, inaczej  w przeciwnym wypadku do samorządu „przyjdą Litwini i pozamykają polskie szkoły”.

W rzeczywistości reforma oświaty (analogiem oświaty w Polsce), której tak się sprzeciwia AWPL, całkiem nie dyskryminuje Polaków, a naodwrót – pomoże dla nas, nie tracąc swej tożsamości, skuteczniej integrować do społeczeństwa Litwy. Cel sprzeciwu AWPL przed doskonaleniem nauczania jęz. litewskiego w szkołach – jest coraz bardziej gettozować Polaków litewskich, założyć w dorastającym pokoleniu Polaków i Litwinów wzajemne urazy i niechęci do współpracy, co utrudnia życie nam. Niedostateczna znajomość jęz. litewskiego i stałe pobudzanie niechęci do wszystkiego, co kojarzy się z Litwą, skłania ich do oglądania rosyjskiej telewizji (które resowietyzują ludność i jest na rękę dla Kremlu). A taka nisza pozwala dla AWPL jeszcze bardziej wykorzystać sytuację i zwiększyć niechęć Polaków do Litwy, a samym pokazać się jako „obrońca”.

Wszelkie twierdzenia o tym, iż jakoby Litewscy Polacy „z zapartym tchem czekają na decyzję w sprawie pisowni nazwisk, nadpisów ulic po polsku” – są jedynie chwytami propagandowymi. Rzekome „walki” o pisownię nazwisk, publiczne nadpisy czy reforma oświaty – to sztuczne i narzucone odgórnie dla środowiska Litewskich Polaków problemy, skierowane ku nierozeznanych, nagłaśniane w celu podziałów, sienia niezgody, i na tej podstawie tworzenie wokół Wilna banowanego regionu.

Moim zdaniem, każdego myslącego Polaka Litewskiego nie będą cieszyły podwójne, z góry narzucone tabliczki ulic i nazwiska w dowodach po polsku, ustawiane w takiej atmosferze, w której źle się będzie żyło każdemu, niezależnie od narodowości. Według Ryszarda Maceikianca, to powodowałoby pogłębianie się niechęci wobec każdego Litewskiego Polaka, tworząc atmosferę konfliktu – dogodne pole jedynie do „patriotycznych popisów” dla powołanego jeszcze przy Sowietach Związku Polaków (ZPL) i AWPL. Myslę, że podobne rozwiązania dziś mogą być do przyjęcia nie poprzez „uszczęśliwianie“ z góry, a jedynie przy obopólnej przedyskutowanej zgodzie w warunkach osiągnięcia określonego poziomu kultury i pojawienia się zapotrzebowania u określonych grup narodowościowych na twórczość kulturalną w tym czy innym języku. Napisy publiczne w tej sytuacji mogłyby być jedynie efektem osiągnięcia określonego poziomu kultury – przyjazny gest, a nie na odwrót – jako zwycięstwo AWPL, osiągnięte poprzez silny nacisk na Litwę.

Na zakończenie chcę powiedzieć, że nam wszystkim, obywatelom Litwy, bez wyjątku w jaki języku mówimy – Litwa powinna być najważniejsza. Bo to nasza Ojczyzna. Moim zdaniem, jakie tylko sentymenty bym nie czuł do narodu Polskiego, ta polska społeczność Litwy jest od pokoleń na dobre i złe związana z Litwą, i nie zamierza poszukiwać sobie innej ojczyzny. Dlatego naszym priorytetem powinno być państwowość, a nie interesy mojego plemienia.

Ci, którzy mówią, że mniejszość wśród większości zawsze idzie ku wynarodowieniu, sugeruje, że trzeba dalej pozostać w swoim gronie i izolować się – bardzo się mylą. Mówiąc słowami Józefa Mackiewicza, którego Cz.Miłosz nazwał najmądrzejszym polskim pisarzem wszech czasów, to jest jest „droga do nikąd”.

Podejmuję istotne pytanie – czy Polacy Litewscy nadal powinni wybierać jedno z pomiędzy dwóch ideologii? Czy wreszcie się stać otwartymi dla wielokulturowej tradycji Litwy, jego różnorodności. Przecież będąc Polakami Litewskim, można mieć najpiękniejsze – mieć w sercu Litwę oraz dbać o swą polskość, mówiąc po polsku „Litwo, ojczyzno moja”.

Jarosław

Rodyk draugams

Przejawy nacjonalizmu wśród Polaków. O tym, co nam przyniesie upadek.

Dziś chcę pomówić o nacjonalizmie, o zjawisku, które codziennie przytykają niektórzy polskojęzyczni politycy dla Litwinów.
Już od 2010 r. AWPL – poprzez polskie media na Litwie i w Polsce, wątpliwe zbierania podpisów pod słynną petycją “W obronie Polaków”, pikiety pod ambasadą USA, ciągnąc tam ze sobą zmanipulowanych nie winnych uczni polskich szkół, skargi W.Tomaszewskiego w Brukseli – wszędzie powtarza się jedno: Litwa łamie prawa Polaków, kaleczy i asymiluje polskich dzieci, obraża Polaków i szerzy swój litewski nacjonalizm w stosunku do Polaków.

Więc czym jest nacjonalizm? Nacjonalizm – to rozwiązywanie swoich problemów (czy próba to zrobić) za koszt innych.

Aby lepiej to zrozumieć, wspomnijmy dlaczego, nie zważając na to, że dziś w życiu codziennym Polacy i Litwini radzą ze sobą jak najlepiej, ale tutejsi Polacy mieszkańcy ciągle od lat pokazują rożki dla Litwy? Wcześniej mówiliśmy, że przyczyną – brak zaufania. I Litwin i Polak często chcą coś wziąć, zanim dać. Takie relacje są wspaniałą przestrzenią dla AWPL by buntować Polaków przeciw Litwie. Ale Aurimas Guoga dostrzega duchowną istnotność naszego konfliktu:“

Trwożne nastawienie tutejszych Polaków do Litwinów – to reakcja na litewski etnocentryczny światopogląd. Gdy na początku XX w. Litwa tworzyła swe państwo było postanowione widzieć siebie jako fajnych, uczciwych, sprawiedliwych ludzi, lecz wiecznie krzywdzonych przez złośliwych sąsiedzi, dlatego my tak cierpimy i nam się nie powodzi. Poczytajcie A.Szapoki “Historię Litwy” (1936 r.). Tam wyraźnie odczuwa się jak nasza [litewska] historia była pudrowana i retuszowana po to, by podnieść wyżej nacjonalną wartość i patriotyzm”. P.S. W okresie międzywojennym Polska robiła to samo.
Jeszcze nie dawno przeważające nastawienie w litewskiej kulturze był ten sam – syndrom ofiary. To jak najbardziej ujawniło się w ocenie przez Litwę II Wojny Światowej. Litwini ceną za stawianie siebie w rolę ofiary Litwy cierpiała długie lata
niewoli, niedobrej władzy, ubóstwa, niedoceniania przez inne narody. Lecz teraz gdy Litwa, uświadomiła znaczenie Prawdy i jej konieczność dla rozkwitającego narodu, jej pogląd na siebie stał się o wiele bardziej objektywny.

Przez długie lata Polacy widzieli litewską tendencję mówić jedno, a robić drugie, wyobrażać siebie lepszymi niż jest w rzeczywistości. Dlatego kiedyś polskojęzycznemu mieszkańcu Litwy zawsze było strasznie wyobraźić siebie zlituanizowanego. Nie, nie o patriotyzmie tym razem mam na myśli. Taki Polak, np. mieszkający w UK, USA nie byłby przeciw aby go liczyli za Amerykanina.

Co trzeba zrobić, żeli chcemu by inni sympatyzowali nam? A.Guoga wskazuje, że naród, który rozwija się i stara się podnieść swą duchowość do takiego poziomu kiedy wszystkim wśród nas byłoby dobrze żyć. Gdy nasze obywatele, tzn. my pójdziemy w tym kierunku – być wśród nas zechcą inni. Dlatego wszyscy tak i zachwycają USA. Jej obywatele chcą i nad tym pracują, aby wśród nich byłoby jak lepiej WSZYSTKIM.

A teraz u nas? W maju W.Tomaszewski dolał jeszcze oleju do konfliktu, oświadczając, że Litwini muszą integrować się na Wileńszczyźnie: My tu mieszkaliśmy od zawsze, więc dlaczego mamy się integrować. To Litwini powinni się integrować na Wileńszczyźnie, gdyż oni przybyli tu później. My nie musimy się integrować, bo to nasza ziemia”. Ta wypowiedź tylko potwierdza jego zamiary swe problemy rozwiązywać za koszt innych i chęć szerzyć niezgodę. Niby „nic nie wiem, to problem Litwinów, niech pod nas się podstrajają. A ja zraz utworzę autonomię“… I to tylko jeden z wielu nacjonalistycznych poglądów „wodza Polaków“ W.Tomaszewskiego.

Jak mogę to skomentować: 1) ziemia Wileńska przez wieki wieków była zamieszkiwana przez etnos litewski, a dzisiejsze tak zwane Polacy, kiedyś rozmawialiśmy po litewsku czy starobiałorusku i tylko od XVIII w. powoli przez Kościół katolicki spolonizowali się. Żadna chęć wyorażać siebie za przybylca z Polski faktów historycznych nie zmieni; 2) jesteśmy obywatele Litwy, żyjemu tu i teraz na swojej ojczyźnie, razem z Litwinami; 3) pragnąc lepszego życia, powinniśmy wzmacniać wzajemne zaufanie do Litwy i jedność, mieć lepsze warunki ekonomiczne, jak najbardziej musimy MY, polskojęzyczni obywatele Litwy postarać się integrować z Litwą, a nie stać po różnych stronach barykady.
Kto tego nie chce, jest inne wyjście: dalej z Tomaszewskim i Sikorskim buszować przeciw Litwie, wciągać do tego obywateli Polski i czekać aż na mapie zamiast Litwy i Polski będzie Imperium Moskiewskie. Jak zauważył politolog Sz.Liekis, jeśli chcesz pchnąć Litwę w paszczę Rosji, agituj wszystkich do szerzenia antysemityzmu, antylituanizmu i antypolonizmu. Te zjawiska są zrodzone w Rosji,i teraz jak najbardziej są kontynuowane. Poddając się takim nastrojom, niewidocznie stajemy się narzędziem Rosji w UE.

Popatrzmy jak sobie z nacjonalizmem radzimy my, tutejsi Polacy. Dziś i Litwini widzą w nas polską pychę, przedstawianie siebie za lepszych, wiekszych od innych niż jesteśmy. Wśród nas, litewskich Polaków panuje syndrom ofiary (warunek nacjonalizmu). A osoba, licząca siebie ofiarą szykuje siebie do ataku. AWPL nas od lat ustrasza, że Litwini mają straszną „fobię, kompleksy“ do Polski i próbują nas asymilować, itp, itp. Czyli wina zwala się na Ojczyznę Litwę: „My Polacy! My tacy fajni, prawda zawsza po naszej stronie, ale niestety „nas krzywdzą“ Litwini i przez to my nie możemy spokojnie żyć. Czemu jak w Czechach fajnie Polakom, mają swoje nazwiska? Czemu wszędzie normalnie, a u nas nie? Nawet w czasach radzieckich Polacy mieli więcej praw. A teraz jeszcze i UE nam nie daje żyć, Trybunał sprawiedliwości UE przyznał, że Litwa nie łamie praw Polaków. Jak UE mogła przyjąć ustawę na korzyść tych… Litwinów. Ot, gdybyśmy mieli nazwiska, ulice, taką samą oświatę, o to to by było życie...“.
Uwaga – ta nam śpiewana pioseneczka przez AWPL, że jesteśmy czymś lepsi od Litwinów, a nas krzywdzą – to zamaskowane narzędzie do prawdziwego konfliktu międzynarodowego.

Litwa zaczęła zwalczać swój nacjonalizm, natomiast my, ciągle chcąc pokazać się lepszymi, krzywdzonymi, wciąż w tym samym duchownym brudzie pozostaliśmy, lecz z pychą i arogancją… MY boimy się prawdy jak antypola lwa. Tam gdzie słyszymy prawdę, obrażamy się. Lekceważymy Nią. Dlaczego trudno jest przyznać że my nie jesteśmy żadnymi wychodźcami z Polski, a spolszczonymi Litwinami czy Białorusinami. Musimy dążyć do prawdy. Prawda wyzwala. Np. gdy Litwa zaczęła przyznawać, że w latach wojny, we wsiach sami Litwini, bez niczyjego rozkazu wyniszczymi Żydów, zaczynają zyskiwać zaufanie od Żydów. Gdy Niemcze potępili hitlerowców, teraz stały się potężnym krajem. A Rosja nadal wywyższając kult Stalina, a nie potępiając jego zbrodnie, kryjąc oczywistą prawdę, nadal gnije.
Taki nacjonalizm dobrze się nie skańcza. Popatrzmy na Rosję – najjaskrawszy przykład nacjonalizmu. Kreml wcierając obywatelom, że dookoła Rosji złoczyńcy, które tylko i dybią aby podbić Moskwę, ma prektekst zwiększać co roku swą militarię. Oto proszę, niedawno Rosja wydaje podręczniki historii (w milionowych tirażach), gdzie pisze się, że Litwa i Polska są odwiecznymi wrogami Rosjanin…

Jak teraz Litwa może uważać Polskę i AWPL, gdy wśród nas tyle zdrajców, eskalujących konflikt? Jak oni mogą zezwolić na wątpliwe nazwiska, gdy tyle fałszu i nie niesprawiedliwych skarg polscy politycy bezsumennie składają nam do ucha, okupują polskie media, i cały świat próbują błędnie poinformować co tu się dzieje na Litwie.
Pomimo to, tutejsi Polacy są bardzo solidarni z Litwinami. Cieszę się, że ich aż tak dużo i oni nas rozumieją. Staram się, każdemu wyjaśnić, że AWPL i tutejsi Polacy mają dwie różne zdania. A takie pojedyncze akcje, gdy ktoś zerwie uliczną tabelkę Gdy jakiś internauta po litewsku wykrzyknie: „Polaki, nadojedliście, jak nie podoba się, to proszę do Polski“.

Mówiąc o nacjonalizmie należy wiedzieć to:

1. Narodowy egoizm wcześniej czy później skańcza się tym, że zostaniemy przy rozbitej bryczce z pustymi rękoma zupełnie sami, poniżeni przez inne narody. Chcesz, to trzymaj się dalej starego poglądu na to wszystko, raniej czy później taki “sprawiedliwiak”, “rycerz za ‘prawa’ Polaków” nie skąpiący nierealnych argumentów zostanie bez spodni. Takich czeka upadek. On już się rozpoczął. Kto tego nie chce, tych zapraszam posługiwać się własnym rozumem.

2. Na tym świecie, jeżeli chcesz rozkwitać, musisz mieć przyjacieli. Żadna izolacja, próba tworzenia autonomii takich nie wyręczy. Rozkwitać – to współpracować. Wszędzie, gdzie widzimy rozkwit, widzimy i współpracowanie. Jeśli tutejsi Polacy, a zarazem i prawdziwi Polacy z Polski dalej będą takimi lozungami siebie izolować, ich czeka ubóstwo. Mniejszość Polska na Litwie już i tak idzie na dno.
AWPL już ponad 15 lat próbuje nas zamknąć w swoim getto. Przez ten okres na Litwie toczył się proces nie integracji Polaków, a segregacji. A reforma nowelizacji ustawy oświaty akurat pomoże bardziej integrować się młodzieży do społeczństwa Litwy. Młodzież będzie mogła lżej znaleźć lepiej opłacaną pracę, bardziej konkurować w sferze rynku pracy, niż jak teraz pracować w sklepie “Maxima” czy na rynku. Algis Czaplikas pyta, dlaczego AWPL tak nie lubi swoich rodaków, stara się nie integrować, a zamknąć się od świata, by nie oni mieli lepszej pracy?”

Moim zdaniem, odpowiedź mądrze sformulował Ryszard Maciejkianiec, określając zjawisko nacjonalizmu:
“Nacjonalizmy – sposób na propagandę i prowokacje. W celu zachowania tego stanu są specjalnie intensywnie eksploatowane litewsko-polskie animozje, jednoznacznie używane dziś w celu trzymania nierozerwanej ludności w stanie niewiedzy i niepewności jutra, pogłębienia izolacji i wewnętrznęj okupacji wbrew tradycji, wierze i zdrowemu rozsądkowi. (…) I kto próbuje krytykować ten stan rzeczy – otrzymuje łatkę albo anty-Polaka, albo anty-Litwina.”

Starając się utrzymać Polaków czym dalej od litewskiego środowiska, AWPL ma ogromne możliwości utrzymać swój elektorat w niewiedzy, którym lżej rządzić, podawać nieprawidłową informację.
Narzekając i oskarżając innych, przyjacieli wśród nich nie nabyjesz. Dlatego i o rozkwicie zapomnij. Takimi sposobami
AWPL hamuje ekonomikę na Wileńszczyźnie.

3. Uczcie się od tych, których liczycie za wrogów, barierem do „spokojnego życia“. Mafia uczy: jeśli chcesz wygrać, poznaj swego wroga, poznaj jak on myśli. Gdy włożysz staranie go [Litwina] poznać, możliwie ten dotychczasowy wróg nie taki zły jak ci ktoś wmawiał, możliwie porzucisz swoje ujemne nastawienie do niego. Antysemici do końca życia mają w sobie iracjonalną nienawiść do Żydów, ale nigdy się nie domyślą pociekawić czy tak te Żydzi są “źli”.

4. Z naszych polsko-litewskich bujani skorzysta tylko Kreml.
5. Niezadługo sami tym się upewnicie.

6. Każdy naród, społeczeństwo powinien sam walczyć z nacjonamistami, szowinistami, radykałami swego narodu. Chcemy tego czy nie, właśnie my odpowiadamy za tych kogo wybraliśmy do władzy. Ile nam można wyrzucać durnia i oświadczać – że te absurdy są robione przez W.Tomaszewskiego, a my tu nie przy czym? Gdy nei próbujemy zagrodzić drogi, dlatego AWPL tak pomyślnie i zabawia się z nami. Przecież to my posadziliśmy go do władzy. Tu jak z – Islam is alweyz a peaceful religion, ale ze wschodu na zachód ciągle objawiają się akty terrorystyczne. I, niestety, z tym trzeba walczyć zachodnim krajom, ponieważ ci, „dobrzy muzułmanie“ niepokładają usiłku by wyczyścić swą religię od tych brudów. Muzułmanie tylko tylko wykazują niezadowolenie z powodu tego, że my nie rozumiemy jaka to „niosąca pokój“ religia. Dlatego, za swoich wybranych do władzy polityków, odpowiadamy każdy z nas, nawet jeśli ktoś za nich i nie głosował.
Jeśli tego nie zrobimy, zrobią inni narody (już robią w stosunku do tutejszych Polaków). Patrzcie – na dniach przybył R.Sikorski do Wilna i spotkał się z HilaryClinton, gdzie on spróbował ją zaagitować do potępienia Litwy, lecz dzięki B-gu, H.Clinton na to całkiem nie zareagowała, a tylki pochwaliła Litwę. A te pikiety pod ambasadą USA całkiem nie udały się dla AWPL. USA już dobrze zrozumiała te manipulacje
.
Więc widzimy, że gdy to robią inni – w ich oczach jesteśmy odstałe dzikusy (i oni mają rację), i Tomaszewski, i ty, i ja.
Dlatego, jeżeli chcemy, aby nas cywilizowany świat Polaków uważał, a nie ignorował, musimy zwalczyć wszelką niesprawiedliwość w stosunku do Litwy. o nasz obowiązek – zlikwidować swe dopuszczone błędy i bez mózgu szaleństwo. Musimy opuścić „na ziemię“ AWPL.
Litwa zwycięży, bo dziś – za Litwą stoi prawda.
Świat – nareszcie zobaczył czym tu pachnie. Ale my także musimy włożyć swój usiłek. A jego fanom chce pożyczyć – nie trzymajcie się za Tomaszewskiego jak za “zbawiciela”. Kto on? Ile on ma racji? Już nie raz się upewniliśmy, że AWPL roznosi fałsz, eskaluje konflikt, manipuluje nami. On was do zbawienia nie doprowadzi.

7. Lekiem na nacjonalizm – bronić prawdę, a nie dobre swe imię. Broniąc swe imię, człowiek szuka usprawiedliwań, a usprawiedliwienia prowadzą do porażki. Usprawiedliwienia zwalają winę na innego, a tak rozwiązań nie znajdziemy. Trafiamy znów do zamkniętego koła, gdzie porażka czeka obie strony. Gdzie dwóch się kłóci, tak trzeci korzysta…

Na koniec wtrące słowa Aurimasa Guoga: “Najważniejsze czego musimy nie zapomnieć – każde społeczeństwo, naród, mniejszość może tworzyć swą unikalną kulturę, lecz bieda im, jeśli ta kultura zacznie omijać prawdę, rzeczywistość.” Inaczej otrzymacie wymarzoną prawdę, złotą wolność w swoim domku, ale zaraz i wolności przyjdzie koniec – okupacja! Bo jeszcze żadna wolność na tej Ziemi nie istniała bez prawdy.

Jarosław

Rodyk draugams

STRACH MA WIELKIE OCZY. G.Songaila - wilk czy owca?

Przepraszam, że już drugi miesiąc byłem zarzuciwszy swój obywatelski obowiązek, ale wszystko nabiera swój obrót. Przez ten czas podrosłem, zaczęłem lepiej widzieć wszystkie tendencje. Niech prawdziwi przeciwnicy polskości zaczynają bać się :)

Dzisiaj będę mówił krótko. Nareszcie Litwa przestała być tak ślepa na AWPL’owską autonomię i bajery. Litwa zaczyna się budzić - nareszcie zaczynamy rozumieć, że jeżeli chcemy dyskutować jako partnerzy, musimy obejść się bez AWPL wtrącenia się, a nie obwiniając AWPL w pobudzaniu konfliktu. Bo takie coś jeszcze bardziej korzystne dla AWPL.

Przedstawiam wam artykuł tego samego “wroga antypolskości” (gdzie w polskiej medii artykuły rozpoczyna “znany ze swoich antypolskich poglądach”) - parlamentarza Gintarasa Songaily. Nie mówię, że jego poglądy są zawsze dobre , ale zapytajcie choć kiedy z jego własnych ust słyszeliście coś antypolskiego?

P.S. nie zezwolić nazwisk czy ulic w jęz.polskim - nie jest żadnym antypolonizmem. Ja sam przeciw tego, aby dziś była nam dany taki przywilej. I czyżby ja wróg polskości?

Podajcie fakty, gdzie Songaila wypowiada się, aby w razie czego, jeśli będzie za mało finansów itp. będzie zamknięta polska szkoła. On sam przeciw takiego, i takiej ustawy nie ma i nie było. On akurat popiera tą ideę, aby zachować polskie szkoły na Litwie, itp. A wy taką informację znajdziecie w polskich mediach?? W naszych polskich mediach - wszytko kardynalnie przeciwnie.

Gdy polskie delegacje przyjeżdżają do Litwy, są wrogo nastawieni w stylu: “Czemu krzywdzicie naszych Polaków”. Litwini w sejmie: “Gdzie krzywdzimy? Proszę popatrzeć na wszystkie dokumenty”. Polacy ucichają i odjeżdżając mówią: “Przepraszam, ale to co widzieliśmy tu, nie możemy w RP oficjalnie ogłosić, sami rozumiecie - polityka.”

Dziwnie, jak mogliśmy dać się być oszukiwanymi przez kurier, AWPL, ZPL i inne medie. Ale ja się nie dziwię.

Podaję jego własny artykuł, który bardzo nie chcieli zamieścić dziennikarze z RP, ale jednak zaryzykowali. Oto proszę, sami porozsądzajmy jaki z niego “wilk”: http://www.rp.pl/artykul/643704.html

Rodyk draugams

CO KRYJE W SOBIE MOC ZAUFANIA

Dziś na szczyt mody wschodzi Dysydentyzm. A bycie dysydentem, to wyrzec się dowolnego kłamstwa i odmówić się przystosować do dowolnego fałszu. Dysydenta, jeśli pojawia się, to zawsze tylko w trudnych sytuacjach, gdy naród przeżywa – kryzys (gre. krisis – postanowienie, wybór). Kryzys to możliwość. Dlatego chętnie was wszystkich do tego zapraszam. Jeszcze możecie zdążyć w prawdziwą podróż życia na 1-szym pociągu. Bądźmy my tymi nosicielami przemian, a nie czekajmy, aż inni będą nas zmieniać, bo wtedy najlepsze miejsca w pociągu już będą zajęte.

Sejm litewski przyjął ustawę – lekcje z historii i geografii w szkołach mniejszości narodowych będą się po litewsku, ujednolicony egzamin maturalny z litewskiego już od 2013 r. Lecz dzisiejszy nasz temat nie polityczny, dzisiaj rozpatrzmy inną, WAŻNIEJSZĄ sprawę.


Kto czyta blog z początku, musiał zrozumieć, że istna przyczyna rozwijającego się „nieporozumienia się“ tkwi nie w oświacie, pisowni, czy też w innych nie danych nam praw.
„The economists“ myśli, że głównym problemem w stosunkach polsko-litewskich są różne interpretacje historii. Ja myślę trochę inaczej - to konflikt z powodu braku zaufania. My jesteśmy głuche na słowa Litwinów, a Litwini nie chcą słyszeć nas. Zaufanie maleje gdy trzymamy się plemiennego egoistycznego myślenia.

Nie myślcie, że powiem, że tu znów winna AWPL. Nie. Brak tego zaufania trwa od czasów Jagiełły. Obie strony robiły i robią wiele błędów. Ale o tym co dziś złego robi Litwa – nie temat blogu. Najpierw wyjaśnijmy się ze sobą. A wśród Litwinów są osoby które pracują w odwrotnym kierunku. (Aurimasa Guoga archiwum, E.Wareikis blog, Sz.Liekis, itd).


Jednoznacznie – Polacy nie wierzą Litwinom. Gdy ktoś z LR politykierów mówi: “My wprowadzamy więcej lekcji po litewsku, aby dla was lepiej byłoby integrować się, itd.” My od razu zamykamy uszy, ponieważ wykuliśmy na pamięć tekst: „tylko pozwól w szkołach wprowadzić choć 1 przedmiot po litewsku, to Litwini z czasem pójdą do końca i za kilka lat z naszych dzieci zrobią Litwinów, zamkną szkoły. Te nacjonaliści nas krzywdzą“, itd. Można przytaczać dużo przykładów z różnych sfer.

Litwini natomiast wszystko widzą inaczej:Upewniliśmy sie, że tolko daj POLIAKAM svobodu, to oni na głowę wskoczą, zrobią Wilno nasze. Przed chwilą pluł nam w twarz pan Polak z Europlarlamentu, a teraz Polacy myślą, że zrobią swego Polaka merem Wilna! Nieee, już otrzymaliśmy nauczkę, tego nie pozwolimy”. Litwinom wyglada, że to oni są pokrzywdzeni – Polacy u nas mają najlepszy system oświaty na świecie, trzymaja władzę w 3 rejonach itd., a jeszcze krzyczą, że im mało, jeśli Sejm zostawi dla nich te same warunki, oni nam za to podziękują?”. (Plus jeszcze politycy typu „Songaila“ dorzucają ognia, R.Sikorski wygłasza swój ultimatum)… Dla nich nie zostaje nic innego, jak uogólnić: Polska chce na LR zatwierdzić swą władzę, i wskrzesić Litwę Środkową. (P.S. Polacy z RP kręcą filmiki o „nostagii do kresach wschodnich“, czy powtarzają: „bierzcie Puńsk, a nam Wileńszczyznę“).


Patrząc ogólnie na historię od XIV w. Polacy Litwinów patrzą jak na zdrajców, a Litwini na Polaków jako na okupantów (aneksora). Tutejsi Polacy są autochtonami, mieszkającymi tu od wieków, którzy z czasem się spolszczyli. Więc dlaczego Litwa liczy nas za okupantów? Bo dziś znów napłynęła tendencyjna fala utożsamienia się z RP. Czemu nie – Polska, to dzierżawa, silne ekonomicznie i bogate kulturowo państwo. Tutejsi Polacy chcą być bardziej blisko RP, (ja też). Łączy nas wpólny język, kultura, historia. Tylko nie zapominajmy i o swej Ojczyźnie. Jak Litwa może nam ufać, gdy dzieją się tu antylitewskie akcje.

Pamiętacie jak w dniach światowej Polonii, obywatele LR nieśli flagę RP przez Wileńską starówkę i machali przed nosami Litwinów? Dla mnie, jako Polaka wyglądało to całkiem normalnie. A gdyby popatrzeć ze strony Litwinów? Oni pytają: „Dlaczego tutejsi Polacy (nie mówię o wszystkich) razem z nami nie nieśli flagi przez ulice 11 marca?“.

I nie trzeba: „to nie nasz problem, jak sobie chcę, to i niosę, to Litwinów problem, jeśli oni tacy zakompleksowani. Może ja też chcę lekcji geografii w jęz. polskim, dlaczego mnie nie posłuchają!? Ja petycję podpisałem!“.

Wyobraźmy sytuację – mąż w domu wywiesza plakat z „Playboy‘u“, a żona: „Kochanie, to mi się nie podoba. Mamy małą córeczkę… Przecież ja uczę jej, że piękno kobiety skryje się w skromności…“ Mąż: „Co chcę, to robię! Pieniędzy tobie dałem, dzieci nakarmione, nie biję ciebie. Czego ty jeszcze chcesz ode mnie!?“.


Państwo, to jak rodzina. Nie na darmo się mówi, że państwo rozpoczyna się od rodziny. Gdy któs chce sprowokować np. małżonków do kłótni, to nie można na to patrzeć przez palcy. Gdy
w rodzinie kłótnia, to mądra para najpierw postara się wysłuchać, sama wypowie się, przyzna czyjąś rację, przeprosi, i zrobi wnioski. Natomiast jak postąpi rodzina, gdzie nie wszystko w porządku. Tam ciągłe przytyczki.., opieranie się na złych wspomnieniach, na każdą krytykę w swą stronę postępuje kontra atak. Słowem tam rodzina staje się głucha i jej nie czeka nic dobrego. Znajdzie się kochanek/kochanka, który na jakiś czas rozweseli. W takiej rodzinie, gdzie dewizem – „najpierw daj mnie, a tylko wtedy dam ja“ – nikt niczego nie otrzyma, a jeśli i otrzyma, to wszystko straci smak. (Dla mnie wszelka swoboda w oświacie straciłaby smak, gdyby my znienawidziliśmy jeden drugiego).


Jeśli te przykłady przytoczyć do naszego tematu – rodzina, to LR i RP, kochanek – Moskwa. Jeśli ktoś mówi, że jest lojalnym obywatelem LR, ponieważ płaci podatki, fizycznie nie zdradza i nie szkodzi LR (daje pieniądze/karmi/nie bije), ten się myli. Małżonek powinien jeszcze i uwzględnić to, czego chce i co czuje druga połowa.

Dlatego walcząc o pisownię – myślimy tylko o sobie. To nam wygląda, że nic złego w tym nie ma (zgadzam się, ale…), ale druga połowa – Litwini widzą w tym coś niedobrego – oni myślą, że my zrobimy tutaj drugą Polskę, jak otrzymamy czego chcemy, nie podziękujemy i znów pluniemy w twarz. Dlatego wiedząc, że nam brak zaufania, wymagać czegoś, co same po sobie nie jest złym, wszystko jedno wywołuje ból w nich. Nam boli, gdy przyjęli ustawę o nowelizacji oświaty, dla Litwy boli to, jak AWPL agituje nas przeciw nich.

W niezaufaniu i skryje się odpowiedź – dlaczego „Maxima“ można, a “sklep” nie wolno. Gdyby Litwini nam ufali, to bez problemów - nazwiska byłyby po polsku. Dlatego musielibyśmy zamiast “daj nam”, porozmawiać, zapewnić Litwinów, że nasza Ojczyzna Litwa. A teraz.. ani my, ani oni, nic dobrego dla obojga nie możemy osiągnąć. Einstein: „Największym głupstwem na świecie jest robić to samo, a oczekiwać innego rezultatu“.


Zastanówmy się
: Gdyby teraz sejm ustąpił i pozwolił wszystko czego chce „reprezentująca“ Polaków partia, to ci, którzy zawsze idą przeciw Litwy, nie byliby zadowoleni na długo (to, co się dostaje bez zasługi nie ceni się). Mówiliby: „nareszcie Litwa zrozumieli! Niech teraz żałują za wszystko“. (Moim zdaniem, AWPL znalazłaby zaraz nowych pretekstów).

Dlatego głupio jest mówić, że jesteśmy pokrzywdzeni, bo nie możemy pisać nazwisk po polsku, i nasi dzieci będą uczyć się geografii i historii Litwy po litewsku. Uczmy się ufać jeden drugiemu na nowo. Zaufania, tak jak i miłości, nie zwiększą tylko same partie czy władza, pieniądze. Zapomnijcie bajeczkę o dobrym królu, gdzie się mówi, że nasz król (w tym wypadku AWPL) jest dobry, on by wszystko zrobił dobrze, ale dookoła niego są „zli“ ludzie… Tu problem nie we władzy, a w nas. My posługujemy się egoistycznym, plemiennym myśleniem, ale to nic nie da (wspomnijmy słowa Einsteina).

Jeśli tak, jak AWPL, o „prawa“ Rosjan na RL występowałaby rosyjska partia, Litwa biłaby na alarm. Ale pomimo braku zaufania do Polski i nieporozumień Litwini przez wieki liczyli Polskę za braci i dlatego jeszcze przed 1 r. nikt tyle dużo uwagi nie zwracał na to, co robi AWPL.

Jedna wzmianka – my nie ufamy Litwinom tylko myśląc narodową kategorią. Ale będąc z nimi, czujemy się super. Więc przenieśmy te proste doświadczenie do polityki, wystąpmy z tym do medii, a nie “tishe edish, dalshe budesh”. Kto może pomóc mi w tym? Od razu wiele brudu zniknęłoby razem z topniejącym śniegiem.

A dla RP warto byłoby wiedzieć, że lojalność i przyjaźń tutejszych Polaków do Litwy, tylko zwiększyłaby żądany wpływ RP na Litwie. A to byłoby korzystne dla obu narodów! Moskwa swe plany musiałaby odłożyć na dalszą przyszłość!


! Gdyby między Litwinami a Polakami było szczere zaufanie, nie byłoby miejsca dla zmyślonych problemów Polaków. Po prostu dla “tej” partii to już nie niosłoby efektu. A “ta” partia chcąc działać w polityce musiałaby szukać innych dróg do władzy, tym razem już nie broniąc Polaków przed Litwinami.

Natomiast w reczywistości – zaufania nie ma. AWPL dalej może posługiwać się swą strategią. Jarek z tym walczy, a większość siedzi i zajada kanapki; inni kanapek nie jedzą, bo post, ale skarżą się jak ich nie lubiają Litwini; trzeci – szczekają na LR, bo jest im to wgodne (poprzez “tą” partię można zrobić karjerę).

Wogóle, po co to wszystko mówię? Jeżeli czytacie blog, znaczy wam zależy na relacjach Litewsko-Polskich. Logicznie jest mysleć, że komu na tym zależy, ten jest gotów przyłożyć się do tego, aby nasze stosunki stałyby się jakościowe. Więc zapraszam. Aby stół się poruszył, trzeba go udźwignąć (Konfucjusz).


ROZWIĄZANIE
. Wiedząc to, że obie strony popełniali i popełniają błędy, trzeba szukać innego wyjścia. Aby zwiększyć zaufanie, oraz by zmniejszyć w polityce i medii spory, trzeba, aby wśród Polaków znalazło się osób, które nie baliby się zaryzukować i głośno mówiliby prawdę, która czasem nie jest słodka dla swoich. Tak samo i wśród Litwinów musi się znaleść ktoś, kto by bronił Polaków.

Taka ryzyka potwierdzi się na 100% - napięcie malałoby, a zaufanie rosłoby. Nas zacząłby uważać świat, i my siebie. Zróbmy to pierwsi, nie czekajmy. Jak pisze TORA, pokazuje historia, siła jest nie po stronie silnych, a sprawiedliwych. Nie ważne jak by było w krótkim okresie, ale ten, kto posługuje się prawdą, w końcu zwycięży.

Nie pobójmy się być otwarci. Musimy jeden drugiego oświecać, bo tylko tak rozwiązują się wszystkie społeczne problemy. Myślę, że Litwini chcą usłyszeć prawdziwe nasze zdanie, bez korektnych zabarwień, ale nasze zdanie, a nie AWPL. A.Guoga dał taki model jak pogodzić dwie strony:

1. Umówić się, że będziemy posługiwali się tylko prawdą, faktami;

2. Szczerze wysłuchać i spokojnie wypowiedzieć swoje „prawdy“;

3. Gdyby powstało nieporozumienie, ją rozwiązać patrząc na punkt nr. “1“.

Taka szczera dyskusja, prowadzona na żywo daje możliwość zwątpić swą dotychczasową plemnienną „prawdą” i przed oczami otwiera się. MOC ZAUFANIA OTWORZY NAM OKNO, znikną wszystkie problemygyd komuś ufamy, to nikt nam nie wmówi się kłócić, otrzymamy i nazwiska i ulice, a Litwini będą się cieszyć, gdy my z nimi poniesimy flagę litewską – skinhaedy schowają się do krzaków.

Zobaczymy ile jest prawdy po jednej i drugiej stronie, będziemy razem, a nie pojedyńczo. Przestańmy płakać, a bierzmy się do działania – zmieńmy nasze stosunki. Inaczej nic się nie zmieni. Teraz akurat nastał taki czas. Nastał czas być dysydentem!

Jarosław

Rodyk draugams

JESZCZE RAZ O STRATEGII AWPL

Odbyły się na Litwie wybory do sąmorządów. I AWPL odniosła ogromny sukces. Utrzymała władzę w rej. Trockim, Wileńskim, Solecznickim, a w Wilnie zdobyła aż 11 mandatów. To nie było niespodzianką, lecz 11 mandatów w Wilnie mnie zdziwiły. Litewskie medie piszą: „Nie najlepsze od ubiegłego roku stosunki polsko-litewskie jeszcze bardziej Polaków skonsolidowały.”

To akurat potwierdza to, o czym wcześniej mówiłem – “wmawianie, że my ofiara, że jest ograniczana nasza polskość, że nas chcą lituanizować i pobudzanie ‘Pokazać na co nam stać’ “ jest produktem, narzędziem strategicznym AWPL w polityce, która się nie zmienia od 15 lat. (Wmawianie, że jesteś ofiarą i że trzeba, aby nas ktoś od kogoś obronił jest  “n” razy efektywniejsze od populistycznych obietnic, że nasze życie będzie piękne). A taktyka, np. jak walka o pisownię czy oświatę, ciagle się zmienia.
AWPL osiągnęła cel, wygrała wybory, lecz skutki zwycięstwa są ujemne - stosunki z Litwą nadal się pogarszają. Teraz polskie medie znów się czepiają do tego, jak nacjonaliści Litwini są niezadowoleni, iż merem Wilna może stać się Polak. Prawidłowo Litwini robią, gdybym ja był Litwinem, ja bym też głosił swe niezadowolenie, widząc jak Polacy z RP komentują: “He he, Wilno nasze, zuchy AWPL, pokazaliście na co nam stać!”. (Ale co ja o obywatelach RP, nie ładnie ich osądzać.. to nasze problemy, dla Koroniarzy przecież z tym nie żyć. Przepraszam).
Z jednej strony ja się cieszę, że wybory w rejonach wygrała AWPL, oni tutaj naprawdę coś nie coś zrobili. I ja bym się cieszył jeszcze więcej gdyby AWPL wygrała wybory jako brat i współpracownik Litwy, a nie jako nasz obrońca przed nacjonalistami. Dlatego, jeżeli AWPL nie reprezuentuje naszych interesów – nie buduje dobrych stosunków z Litwą, my musimy sami zająć się polepszenie stosunków z Litwinami (o tym później). Nam nie pozostaje innej drogi.

W ocenie W.Tomaszewskiego, zwycięstwo w wyborach zostało osiągnięte “dzięki stałemu i wiernemu elektoratowi, a także uczciwej pracy partii w ciągu 5 kadencji“. Zgodzę się z nim. Taką pracę naprawdę trzeba pochwalić. Ciągłe skargi w adres Litwy w Brukseli itd. potrzebują naprawdę dużo czasu i wysiłku. Dodam, że dla polskich polityków glebą na dalsze antylitewskie występy (czyli strategię) są G.Songaila, J.Karosas itp. Im więcej tacy będą się wypowiadali o Polakach, tym więcej z tego skorzysta AWPL, ZPL, oskarżając Litwinów w kompleksie do innych narodów. Łatwo oskarżamy innych, a na siebie boimy się popatrzeć (krytykując AWPL, krytykuję i siebie, bo pasywnie latami to tolerowałem).
W sumie AWPL osiągnęła swój cel, i teraz jaki rok można pożyć po bratersku. Lecz awangarda AWPL dobrze wie, że, tak robić nie trzeba. MY bądźmy uważni, bo zaraz znajdą się kolejne przyczepki do władz Litwy, raczej będą kontynuowane te same problemy związane z oświatą.

Cel nie uzasadnia środków (tikslas nepateisina priemonių), (odwrotnie myślał Robin Hood, który mordował bogatych, aby pomóc biednym). Jak można mieć dobre stosunki, gdy ktoś ze swoich pobudza instynkt obrony przed napadem? Stronnicy AWPL powiedzą: “a co, mamy nie bronić się? Nas atakują i jeśli poddamy się, stracimy tożsamość” itp. Jedną rzeczą jest bronić przed realnym zagrożeniem, a drugie przed zmyślonym. Wspomnijmy o plemiennym myśleniu, gdzie każdy ciągnie kołdrę tylko w swą stronę, o którym pisałem wcześniej.

Tych, którzy gratulują Polakom sukcesu wyborczego, wyrażając nadzieję, że pomoże to wreszcie naładzić problemy polsko-litewskie niestety muszę zasmucić. Tego nie będzie, bo: 1) Po tylu olewań teraz Litwa tak prosto nie ucichnie; 2) Dla czołówek AWPL samych to byłoby niekorzystne (w sensie, byłoby korzystne,gdyby dalej sytuacja szkolnictwa pozostała jaka jest, ale byłoby nie korzystne gdyby na tym się problemy zakończyli, więc tak nie będzie (jak ja chciałbym się w tej sytuacji pomylić się…) ); 3) – żadna władza nic sama nie zrobi, bo prawdziwy sens nieporozumienia – brak zaufania. Tylko sam naród może zwiększyć zaufanie i tak polepszyć stosunki, a to co będzie wsród narodu, ma wejść do polityki (nie naodwrót). Aby tak się stało, musimy sami stać się lepszymi.
A.Guoga mówi: Myślenie, że przyjdzie nowa władza i nas nakarmi, zacznie cenić jest śmiertelna. Wyrzućcie ślepią nadzieję, że możemy doczekać się dobrej władzy, samym nie będąc dobrymi ludźmi sprawiedliwi. Człowiek chce lepszego życia, lecz sam nic nie zrobi, aby stać się lepszym. Talmud: “mękę władzy ciągniemy tylko dlatego, że sami nie jesteśmy dostatecznie sprawidliwi”. Nam z łatwością pozwalają krytykować władzę za jej złe czyny, lecz wszelkimi siłami od nas jest ukrywane to, jak zamienić tą złość władzy. Z powodu tego człowiek serdecznie chce zmian na lepsze, lecz sam walcy przeciw siebie, aby stał się lepszym. Takie masowe zamieszanie i zatrzymuje społeczństwo od dobrego życia. Dopóki tacy jak teraz są u władzy na Litwie, dopóty my wszyscy będziemy mieli ciągłe biedy. Dopóki społeczństwo nie stanie się krytyczna wobec siebie, dopóki nie stanie się dojrzała w sferze obywaleskich obowiązków, my pozostaniemy nieszczęśliwi. Więc, jeśli chcemy lepszej władzy, koniecznie musimy stać się lepszymi obywatelami . Innej drogi po prostu nie ma.“.

* Krótko o petycji “w obronie polskiej oświaty na Litwie”, która też jest narzędziem strategicznym. Przewodniczący AWPL: “z wolą społeczeństwa wyrażaną poprzez taką liczbę podpisów władza powinna się liczyć, w przeciwnym razie będziemy przypominali Afrykę Północną”.     A może nie wiecie jak w niektórych miejscach odbywaly się te zbierania podpisów? Wraz z roznoszeniem po domach biuleteniów wyborczych, pracowniki za jedno prosily o złożenie podpisu pod petycją mówiąc mneij więcej tak: “w waszym mieście sejm próbuje zamknąć polska szkołę. Podpiszcie się, czyżby możemy pozwolić, aby nasze dzieci uczyli się po litewsku?, o tutaj, w tym miejscu proszę się rozpisać.”. O tak to bez powodu i nastraszają nas, jesteśmy zmuszani czuć się ofiarą… Jeszcze raz się powtorzę, że nasi Polacy podpisują tą petycja analogicznie tak, jak się klika na facebook’u “like” – ładne zdjęcie, mądrze napisana petycja (jeśli choć przeczytali), na dodatek napisana swoimi Polakami, którym ufamy, więc klikam “like”.
P.S. Jedna Litwinka podpisała się pod petycją, gdy usłyszała, że polską szkołę “zamykają“. A ktoś mówi, że Litwini nie znoszą Polaków…

Rozmawiałem ze kilkoma członkami AWPL, z jednym mniej, z innym więcej na nasz temat. Mówiliśmy jak innym sposobem utrzymać terźniejszą oświatę, krytykowałem strategię AWPL. Prawie każdy z nich się ze mną zgadzał, mówił, że taka to już jest ta polityka, że już nie poradzisz z tym i przytaczali przykłady jak Polaków olewa Songaila, Garszwa, dlatego nie można poddać się. Mówiąc o szkolnictwie, niemal każdy cytował: “przecież ty nie chcesz, aby nasi dzieci uczyli się w litewskich szkołach. Nie za taką niepodległą Litwę my głosowali”. Niektórzy radzili nie szczekać na swoich, bo to wynoszenie śmieci z domu, a tak robi tylko zdrajca. Litwini blog wykorzystają w swych celach.”

Na koniec chcę podzielić się z wami dwoma urywkami:
W wielu krajach, wszyscy wiedzą, że jeżeli chcesz otrzymać wysokie stanowisko, dobrą pracę w państwowych instytuacjach czy uczelnia, trzeba mieć dobrych kontaktów z politycznymi partiami. Negowanie tego (cynizm)
może być przyciszone przez plemienną lojalnośc, zwłaszcza tam, gdzie systemy głosowania prowadzą do trwałego rządu przez koalicję. To nie przypadek, że nawiększe przykłady korupcji znajdują się tam, gdzie są partie, które istnieją wyłącznie w celu „obrony” interesów grup jednorodnych regionalnych, etnicznych i językowych.” (dalej).

Dysydenta Włodzimierz Bukowskij: „Pewna kobieta przed 7 laty w USA założyła ruch „Kobiety Ameryki przeciw feminizmu“. Ta inicjatywa rozrosła się, i teraz ruch obejmuje 2 mln kobiet. Kobiety w USA rozumieją, że ten “nowy feminizm“ – jest przeciw nich samych – on obala życie kobiet, nie pozwała dla nich swobodnie wybierać to, co im się podoba i narzuca im to, co przypisują jacyś aktywiści.

Zderzamy się z poważną ideologią, która (przybierając ze strony takiej absurdnej sprawy jak kształt poprawności politycznej (political correctness)) stara się rozwalić nasze społeczeństwo. Tacy całkiem nie troszczą się mneijszościami, nie myślą o ich prawa. Im gorzej dla mniejsozści, tym lepiej dla nich samych: oni będą mogli bardziej intensywnie reprezentować mniejszość. Ich zadanie – zburzyć nasze społeczeństwo. A to nowa wersja marksyzmu.

Tym razem nie będę komentował. Zostawię was samych, zastanówmy się nad tymi urywkami… Kolejny artykuł o tym, jak wygląda model do pogodzenia narodów.

Jarosław

Rodyk draugams

WALKA Z KŁAMSTWEM. Co chciał powiedzieć Ryszard Maciejkianiec? (1 cz.)

Jeszcze na początku listopada 2010 r. eskparlamentarzysta RL Ryszard Maciejkianiec zwrócił się do prezydenta RP B.Komorowskiego - Panie prezydencie, proszę zastanowić się, kto mógłby łamać prawa Polaków w rej.wileńskim i solecznickim, jeżeli tam nieograniczoną władzą już ponad 15 lat rozporządza AWPL?
Od siebie dodam, że AWPL ma taką władzę, ze nawet nie zwraca uwagi na konstytucję RL, łamie zakazy i nie chce nikogo ani słuchać. W portalu „Delfi” ten artykuł nazwany „Polak stanął w obronie Litwy w konflikcie z Polską“. Ja bym nazwał inaczej - „Polak stanął w obronie sprawiedliwości” (i nie ważne jakie są stosunki między W.Tomaszewskim i R.Maciejkiancem.

Dalej Maciejkianiec pisze, że nie widzi narazie, aby litewska władza probowała zamykać polskie szkoły, a Litwa jest unikalnym krajem, gdzie ~ [120] polskich szkół - od przedszkoli do gimnazjum - w jęz.polskim wszystkich przedmiotów uczy się ~ 16 tys. uczniów. R.M. podkreśla, że koszyczek ucznia w szkołach mniejszości narodowych jest większy od koszyczka w litewskich szkołach.
A M.Mackiewicz i J.Kwiatkowski w liście do prezydentki D.Grybauskaite piszą, że koszyczek ucznia w szkole polskiej jest indeksowany tylko w 15%, a w litewskich szkolach 50%. Widzimy dwie przeciwstawne tezy. Maciejkianiec mówi to, a oni to. Nie wierzmy nikomu, a sprawdźmy.
Dodam, że dalej Mackiewicz z Kwiatkowskim piszą, że „w litewskich szkołach w Polsce uczniowie dobrowolnie, a nie w trybie przymusowym wybierają nauczanie niektórych przedmiotów w jęz.polskim“. Oj, bardzo nie ładnie kłamać! W rzeczywistości nie uczniowie, czy ich rodzice o tym decudują, a tylko MEN RP. Podając nie prawdziwą info, Mackiewicz i Kwiatkowski już od dawna są niewiarygodni.

Moj kolega, obecnie studiujący na uniwersytecie Wileńskim, ukończył szkołę litewską w Puńsku i może śmiało stwierdzić, ze w Puńsku i Sejnach uczą się przymusowo geografii Polskiej i historii po polsku, a prawie wszystkie podręczniki są w jęz.polskim.
I tym ja nie chcę powiedzieć, ze RP zabiera prawa u litewskiej mniejszości. Nie, to jest całkiem normalne, państwo decyduje w jakim jęz. nauczac geografię czy historię tego kraju. A obywatele tego kraju powinni tego przestrzegać.

Wróćmy do Maciejkianca. On dalej mówi, ze wszystkie narody język zaliczają do jednego z najważniejszych elementów tożsamości narodowej, dlatego wrażliwość Litwinów jest rozumiana. Od siebie dodam, że w innych krajach Polacy mieszkający na obczyźnie nie mogą pisać swego oryginalnego nazwiska w oficjalnych dokumentach. Więc wszystko jest OK. Musialoby być OK. Na Litwie jest wszystko inaczej.

On dodaje, że dzięki temu polscy politycy nabierają polityczny kapitał. Maciejkianiec postanowił napisać list do B.Komorowskiego, z powodu tego, że taka sytuacja utrudnia położenie tutejszych Polaków, ponieważ większość Litwinów przyjmują poglądy Polaków z Polski i AWPL jako za poglądy tutejszych Polaków.
Wg R.M., Polacy na Litwie żyją w warunkach wewnętrznej okupacji, bo dociera do nich tylko info z budżetu RP finansowanych kanalów informacyjnych. Tę izolację ktoś chce jeszcze bardziej wzmonić. A polska elita na Litwie oddaliła się od społeczności i chce ratować się tylko dzięki reitingowi politycznemu (który ma nadzieję zdobyc oskarzając Litwę).

Trudno byłoby się nie zgodzić z panem Ryszardem Maciejkiancem. A teraz przejdźmy do ważniejszego. Zauważyliście jaka była reakcja W.Tomaszewskiego, który ciągle tylko ciągnął kołdrę w swą stronę? W Tomaszwski się odmówił skomentować list Maciejkianca, jedynie wysylabizował, że to oddzielne zdanie człowieka, a każdy może swobodnie się wypowiedziec. A przecie to było zdanie wypowiedziane tam, gdzie Tomaszewski uważa siebie za największego eksperty! Dlatego to, że Tomaszewski nie miał co odrzec, pokazuje, że Tomaszewski zgodził się faktami Maciejkianca i tym samym przyznał się, że nas okłamywał…

A o to niżej Delfi komentarze pod artykułem R. Maciejkianca. Zauważcie jak ludzie na to reagują:
- Kuo daugiau bendrausim su lenkais, tuo mažiau progų turės reikštis populistai. Rašykit, tokius protingus ir argumentuotus straipsnius, nes visokie kiršinimai ir kaltinimai manau jau tokią įtampą sukelia. O tokie nuramina ir parodo kur problema. O LLRA akivaizdžiai kursto tautines nesantaikas.
- Nuo visų lenkų sakau, Vilniaus krašte Lietuvos lenkų teisės tikrai nėra pažeidinėjamos, tiesiog pats Tomaševkis priešina lenkus su lietuviais, kuo labiausiai kenčia visi lenkai. Gyvenu Lietuvoj ir aš laukausi visų LR teisių , lenkai Lietuvoje turi klausytis LT įstatymų kaip lietuviai tai daro Lenkijoje.
- Pirmą kartą matau, kad lenkas kažką konstruktyvaus kalba. Jei visų lenkų toks požiūris būtų, tai mielai galėtų ir gatvių pavadinimus vietomis lenkiškai užsirašyti.
- Lenkai turėtų suprasti, kad lietuviams Vilniaus krašto problema labai skaudi. Lenkai turėtų prisiminti kuo baigėsi konfliktavimas dėl Vilniaus, o baigėsi 1939-1940 m. Mus sumindė po vieną. Tai ar nekartojame amžiaus klaidų?
- Man būdavo keista, kad LT šmeižiama, o neatsiranda nė vieno lenko, kuris pasakytų teisybę. Pasirodo, ir tarp lenkų būna teisingų.
- Pasirodo yra lenkų, kurie nebijo tiesos išsakyti. Bent vienas padorus žmogus atsirado ir tiesiai šviesiai nušvietė tuos LLRA veikėjus, kardinaliai prasilenkiančius su realybe. Gal pradėsim vieni kitus labiau mylėti, žinodami teisybę.
- Maceikianecas drąsus, bet bus paniekintas tarp savų kaip išdavikas. Lenkams tiesa nereikalinga.
-Viena vertus straipsnis gal ir teisingas… bet kaip mes reaguojame, kai koks nors lietuvis “islenda” ir pradeda aiškinti, kad, pvz., Lietuvos okupacijos nebuvo, kad Lietuva pati savo noru prisijungė prie TSRS? Apie tokį veikėją nuomonė būna tik viena - nupirktas Kremliaus. Va taip bus lenkų vertinamas ir laiško apie lenkų padėtį Lietuvoje autorius.
- Kiek tam “lenkui” sumokejo kad taip šneka?
- Jis gina tikrus lenkų interesus, savo tautos interesus, bet ne politikų interesus.
- Wogole, dlaczego są takie stosunki? Przez 1,5 r. stosunki z Polską bardzo się zmieniły. Kto za tym stoi?
- Aš pats gyvenu Vilniaus r., mano kaimynai lenkai, visi gerai sutariame - manau tai svarbiausia, o ne kažkieno politiniai pliusai ar minusai.
-Kiek pažįstu lenkų Lietuvoje - visi tokios nuomonės. Tomaševskis nekalba už mus visus o tik prisidengia visais lenkai savo valdžios troškimui patenkinti.
- Niekas man netrukdo  būti lenku. O Tomaševskis kelią bankas tik tarp bobučių. Jei ne jos, jis jau seniai būtų politiškai žlugęs čia.

Widzicie, Litwini myślą, że my boimy sie prawdy. Lecz od razu po tym artykule Litwini zmienili ton do nas. Weźmy przykład Maciejkianca, pokażmy że my też się boimy prawdy, szukajmy prawdy i walczmy o nią. Tylko wtedy nas będą uważać, nie inaczej. Koroniarzom radziłbym to przetłumaczyć, aby zobaczyli jak dzięki polityki AWPL o Polakach myślą Litwini.

Piszcie swoje komentarze, razem możemy więcej. I nie zapomnijmy, że nasz cel nie obalić kogoś, a budować przyjaźń. To możliwe poprzez mądrą politykę.

Jarosław

Rodyk draugams

WALKA Z PISOWNIĄ. Kłamstwo w oczy (3 cz.)

Miałem głupią nadzieję, że po wypowiedzeniu sie rzecznika Trybunalu Sprawidliwości UE (że na Litwie nie są łamane prawa Polaków), walka działaczy AWPL, Związku Polaków na Litwie ucichnie, a oni zrozumieją, że ich manipulowanie Polakami nie udała się, a oni teraz przeszli na oświatę. Już chciałem poważnie skupić się w poszukiwaniu rozwiązania problemu nowelizacji oświaty. Akurat  w medii pojawiły się rozgloski, że nazwiska, ulice to tylko szczegół, a o wiele ważniejsze są polskie szkoły, zwrot ziemi. Lecz gdzież tam.. ostatnio w medii znów pojawiły się deklaracje o tym, jak dla tutejszych Polaków jak powietrze “potrzebne” nadpisy miejscowości w jęz.polskim, aby było miło popatrzeć (nie ważne, ze prawdziwa polska mniejszość jest zaniepokojona jak przez to się psują stosunki obu narodów).

Wg portali „wilnoteka” i „kurier wileński” „Litwini nadal farsują ustawę pisowni“. Pytanie: czy Litwini farsują czy AWPL wraz z ZPL? Przecież sąd konstytucyjny RL ustalił, że litery nie należące do alfabetu litewskiego, nie mogą być wykorzystywane w pisowni nazwisk na Litwie. I gdzie w tym dyskryminacja, kompleksy litewskie? I to nie jest jakaś sprawa pedofilii, gdzie można byłoby wyrok oskarżyć i szukać nowych dowodów, świadków. W konstytucji RL wyraźnie napisane: „W RL publiczne nadpisy są w jęz.państwowym“(VIII.17). Więc każdy ma szanować konstytucję ojczyzny i jej nie omijać.

Prezez ZPL Michal Mackiewicz zaznaczył: “Jeżeli nawet Trybynal [Sprawiedliwości UE] uzna, że nasze nazwiska są lituanizowane zgodnie z prawem, nie zgodzimy się z taką decyzją. Będziemy nadal walczyć o prawo do poprawnego nazwiska“. Mackiewicz chyba splątał podstawowy obowiązek mężczyzny - bronić prawdę, z jego - „bronić siebie”. Mackiewicz broni nawet nie Polaków… Taki to ten prezez największej polskiej organizacji na Litwie… Gdyby on bronił prawdę nas, on by przysłuchał się tutejszej młodzieży polskiej, która rzeczywistość widzi inną.
Z tego wynika paradoks - więc jaki sens oczekiwać wyroku Trybunału, jeżeli osoba uparta jak osiołek wszystko jedno się niezgodzi z wyrokiem. Nonsens. Pomimo tego, 2011.01.21 w „salonie politycznym” radia Znad Wilii, członek AWPL Leonard Talmont oświadczył: „Polskie nadpisy były, są i będą i nie są nam straszne żadne kary pieniężne“. Ленин - жил, Ленин - жив, Ленин - будет жить?

P.S. Między innymi, te znaki drogowe w jęz.polskim (”Łozaryszki”, 19 stycznia) wg AWPL niby to są zmajstrowane przez samych mieszkańców, ponieważ Polacy na Litwie tego “potrzebują” i bła bła.. Ja podrozumiewam, że ktoś z AWPL specjalnie sam te znaki postawił (uzgodniwszy z tymi mieszkańcami wsi, obiecując, że w razie czego AWPL za nich zapłaci mandat). Robi się tak po to, by móc “udowodnić”, że tutejszym “bardzo potrzebne” takie coś, że niby walka o pisownią nie jest zmyślona przez AWPL, ZPL. To jak tlen dla polityki AWPL. Niestety ja tego udowodnić wam nie mogę, bo brak faktów.

Zdrowy rozsądek mówi: „Nie rozumiem niektórych mieszkanców (w większości starców) Wilenszczyzny, którzy w odróżnieniu od obywateli Polski, mieszkają na Litwie i dlatego mogliby lepiej widzieć jak tu jest naprawdę. Jednocześnie i rozumiem - Polacy na Litwie żyją w warunkach wewnętrznej cenzury.
Jak my chcemy obronić oświatę w polskich szkołach na Litwie (oj, przepraszam nie obronić, a nadal utrzymać tyle przywilejów w sferze edukacji, jakich nie ma żadna inna polska mniejszość na świecie), jeśli AWPL okłamuje swoich rodaków, Litwę i świat?
Jak już pisałem w 1 cz. Taki atak AWPL na władze RL daje tylko odwrotną reakcję. Więc przez W.Tomaszewskiego, M.Mackiewicza i innych osób umyślnym uniżaniu Litwy przed Europą, wymusza sejm litewski rozmyślać o zrownoważeniu oświaty polskiej na Litwie z oświatą litewską w Polsce, tzn. o wprowadzeniu geografii Litwy i historii w jęz.litewskim w polskich szkolach. Teraz możliwie tak się i stanie…

Ja podrozumiewam, że przedstawiciele AWPL, ZPL wraz z prezesem Stowarzyszenia Nauczycieli Szkół Polskich na Litwie “Macierz Szkolna” Józefem Kwiatkowskim akurat to i chcą pobudzić. Gdy władza Litwy wprowadzi te dwa przedmioty w jęz. litewskim dla polskich działaczy będzie jeszcze więcej „roboty” do oskarżania Litwy w dyskryminacji, i popłakiwania przed Polską i światem, co przynosi popularność. Niestety im dobrze to się udaje. Pozdrawiam…
Lecz im się nie udało jedno - przedstawiciele AWPL mysleli że wszyscy tutejsi Polacy nadal nie zauważą jak u nas jest omijana prawda. … Jasne, jest nielepszych polityków i wśród Litwinów, ale to nie dotyczy tego blogu. … Dokąd my idziemy?

Zbliżają się wybory do samorządów.. możliwie ktoś pomyśli, że ja jestem wspierany przez inne siły polityczne. Odpowiem, że pomimo wszystkiego, ja nie nawołuję nie głosować za AWPL, ja swą krytyką chcę informować wszystkich o tym co się dzieje w rzeczywistości, aby AWPL, ZPL zmieniła rakurs, politykę, a nie odstąpiła. Wtenczas stosunki Polsko-Litewskie by się naprawiły błyskawicznie. Nie wierzycie? A ja wierzę, i wiem. Ja tylko nie wierzę w jedno - że AWPL i ZPL tak łatwo zmieni swą politykę i przyzna błędy, manipulowanie. Tego nie będzie, dlatego nawołuję wszystkich walczyć o prawdę. I zwyciężymy. Aurimas Guoga głosi: “WŁADZA BĘDZIE NA TYLE DOBRA, NA ILE NARÓD JĄ BĘDZIE KONTROLOWAŁ”. To dotyczy jak i AWPL, jak i władzą państwową.

Jarosław

Rodyk draugams

WALKA Z PISOWNIĄ. Prawdziwa przyczyna nieporozumień? (2 cz.)

Doszliśmy do tego, że w tej sprzeczce nie ma sensu, gdyż jak i AWPL tak i politycy litewscy uważają „fasadę” konfliktu za ważniejszą od istotnych przyczyn nieporozumień. A próby wszelkimi sposobami wywalczyć prawo na pisownię nazwisk w jęz.polskim nic nie da, ponieważ zaraz pojawią się inne preteksty, jak np. polskie szkoły na Litwie. Więc gdzie tkwi prawdziwy problem?
Pamiętamy, gdy niemal przez cały rok Waldemar Tomaszewski głosił w Brukseli jak na Litwie jest ograniczana nasza wolność, wszędy antypolonizm, itd… Mój cel pokazać, że lider AWPL głosi nie prawdę. A jeżeli on mówi nie prawdę, to jakie tego motywy? (w większości będę mówił o nim, ale jeśli W.Tomaszewski jest liderem partii, cała odpowiedzialność na nim). Zauważmy, że przecież wcześniej dla nas nie chciało się nazwisk, ulic w jęz.polskim. Jak to się stało, że nadszedł czas na tą europjeską modę i AWPL tak nastawniczo zaczęła walczyć o to? I nie od siebie, ale niby to cała mniejszość Polaków tego chce.

Wgłębiając się, doszłem do W.Tomaszewskiego: Tomaszewski poważnie nie reprezentował Polaków, dlatego, aby pokazać przed Polską i nami jak „pilnie pracuje” rozpoczął takie niesamowitości. A taka „praca” psuje międzynarodowe Polsko-Litewskie stosunki. No i jasne, po kropelce dowodzi do większego napięcia. Czyli to - wyraźne tworzenie etnicznego konfliktu. Po stronie polityki litewskiej też jest działaczy antypolskich jak Gintaras Songaila, Justinas Karosas. Ale czyżby musimy brać od nich przykład?

Jedna z cech lidera – odpowiedzialność. Tomaszewskiego w tym wypadku nie można nazwać odpowiedzialnym. Ja rozumiem, że chęć otrzymać prawo na pisownię nazwisk w jęz.polskim samo po sobie nie jest złem. Ale za jaką cenę dla przyjaźni Polski i Litwy o to się walczy? Oto istna sprawa! Tomaszewski walcząc o faktycznie bezpotrzebną pisownię nazwisk (w przyszłosci będzie i o inne rzeczy) rzuca Litwę w ogień. Osobiście ja domyślam się, że on tym samym wymaga od Polski dyplomatyczny nacisk na Litwę.

Litwa - nasza Ojczyzna, a Polacy najbliźsi bracia, a nie kraj wspierający finansowo. A jak wiadomo swoich bliskich kochamy, stramay się żyć zgodnie, nie manipulujemy nimi chcąc dla siebie zabezpieczyć popularność.

Wracam do tego, jakie są motywy W.Tomaszewskiego. Od samego początku jestem z wami szczery i chociaż tutaj nie jestem największym ekspertem, ale przez całe życie tym interesując się, od siebie powiem, że Tomaszewski nie przedstawia nas, a tylko posługuję się Polakami Wileńszczyzny. A przecież to my mniejszość narodowa. Więc kto kogo ma reprezentować AWPL? Nas czy interesy W.Tomaszewskiego? My nie bardzo rozumieny co się dzieje w rzeczywistości. Gdy nieporozumienie rosło, część tutejszych Polaków narzuconą nam od AWPL propozycję o ustawie nazwisk niezamyślając się przyjęło: “Może i fajnie byłoby… Przecież musimy wsparć swoich polityków. Niech Litwini uspokoją się, co chcemy to robimy!” AWPL ponad 15 lat nam szepcze - “W jedności my siła! Nie podpuszczajmy Litwinów, bo was oni zlituanizują, to nacjonaliści!” Czyżby nie to ciągle słyszymy? Dzięki temu, AWPL przez 15 lat zwycięża w rej. wileńskim i solecznickim.

Gdy tylko ktoś w medii powie, jak nam Litwini „zabraniają” prawa, tutejsi Polacy z inercji myślą: „Nie pozwolę by nas krzywdzili!“. To nic innego, jak stawianie siebie w rolę ofiary. Osoba czy naród stawiające siebie w rolę ofiary, jest zakompleksowany, nikomu nie ufający, niepewny sobą, agresywny (np.„Lietuva - lietuviams”, „Wilno nasze”, „Juden raus”). To uniżenie siebie. (Dalej).
Więc napięcie nie rosnąć nie mogło. Historia mówi, że za ofiarę siebie wystawiający naród szykuje się do ataku. Np. naziści w 1939 r. zaatakowali Polskę niby dlatego, że Niemcze byli pokrzywdzone.

Dla mnie konstytucja Litwy jest powyżej deklaracji „praw człowieka i złotej wolności” (dosyc tego miała Rzeczypospolita Obojga Narodów, i czym się skończyło nie trzeba i mówić…), zatem LR zgodnie z konstytuacją i nie zezwoliła pisowni polskich nazwisk. Na dodatek, generalny Trybunał Sprawiedliwości UE ogłosił: “Litewskie władze mają prawo narzucić swoim obywatelom litewską pisownię nazwisk. LR nie może natomiast zniekształcać pisowni w dokumentach wystawionych przez organa RP”. (Dalej).

Na tym i miała się skończyć cała sprawa. Niestety AWPL dalej na cała Europę skanduje jak Litwa zajmuje się antypolonizmem. Jeśli chcemy takim sposobem jak Tomaszewski zblizyć się do Polski, to nam się nie uda, ponieważ wyrzekając się istnych wartości, jak przyjaźń; prawda; najpierw dać, a potem brać - my tylko od Polski się oddalamy, a przed Litwą inspirujemy jeszcze większe niezaufanie do nas (jest takich i wśród Litwinów, którzy wywołują niezaufanie do Litwy). Tak wychodzi, że Polacy i Litwini słuchają swoich inicjatorów, któzy rozpalają ogień i z tego powodu tworzy się napięcie. A jżeli to napięcie spowodowanie przez takcih polityków, to nazywajmy to nie “międzynarodowym Polsko-Litewskim konfliktem”, a “konfliktem wewnętrznym, sprowokowanym przez AWPL”.
A.Guoga
, proponuje wszystko nazywać swoimi imionami (aby terminy odźwierciedlały rzeczywistość), np.: polityk, to osoba troszcząca się o naród, rozwijająca kraj, a nie ta, która siedzi w krzesle sejmowym (Dalej). Dlatego polityków, którzy specjalnie wywołują napięcie, powinno nazywać „wieprzami konfliktowymi” (bo zachowują się po świńsku, myśląc o sobie, nie zważając na skutki). Dziś ta sytuacja wygląda nie tak poważnie, lecz jeśli my nie wniesieimy trzeźwości, ujemne skutki dla narodu wzrosną. Gdydy nam się udało wszystko nazywać swoimi imionami, jasność stanęłoby na miejsce.

Dlatego ta walka o fasadne drobiazgi tylko psuje nasze stosunki. Obiecałem powiedzieć najważniejszą rzecz: KONFLIKT POLSKO-LITEWSKI POWSTAŁ NIE Z POWODU OGERANICZANIA PRAW, A Z POWODU ISTNIEJĄCEGO NIEZAUFANIA JEDEN DO DRUGIEGO.
Możliwie jedną z przyczyn jest to, że przez 20 lat wkuwana nam myśl, że my na Litwie jesteśmy ofiarą, którą chcą zlituanizować. Wg A.Guoga, zaufanie maleje, gdy obie strony trzymają się „plemiennych prawd” (Litwini mają swoją „litewską”, a my swą „polską prawdę”). Jeśli tak, to i my i Litwini kłamcy, bo prawda nie ma odcienia narodowego „swój-cudzy”. Choć instynkt pragnie bronić swoich, nie bacząc na rzeczywistość. Dlatego szukajmy JEDNEJ prawdy. Razem!

Jeżeli obie strony zgadzają się szczerze rozwiązywać wspólne stosunki za pomocą prawdy, a nie ciągając kołdrę w swą stronę, to wszystko załatwia się łatwo i szybko. Wszystko co nam potrzeba, to szczerze dyskutować z Polską i Litwą na poziomie narodowym, i nie pozwolić, aby tak naprawdę nas nie reprezentujące politycy manipulowali stosunkami między narodami (dotyczy i Polaków i Litwinów).  Akurat to i jest jednym z moich celi. A jaki wasz cel? Jeśli “ciszej jechać, a dalej być”, to wam współczuję. Nie tylko, że to źle, niesumiennie, czy nie po męsku, ale i dlatego, że wam gdzie dojechać się nie uda na dłuższą przyszłość. Kłamstwo, niesprawiedliwość, kradzież, itp. mają krótkie nogi.

Gdy szczerze do tego doszłem i uświadomiłem, zobaczyłem, że gadani jak nasze prawa są “łamane, a my krzywdzeni” są tylko zabawami. Komu tam za mało uwagi?? Wcześniej ja też niezamyslając się wychwalałem wszystko co zrobi AWPL. A teraz jeśli mnie zrozumieliście, można pomówić już konkretniej o pisowni.
Prawda uwalnia spod wszystkich ramek, wstydu, kłamstwa, klatek. Wy chcecie nauczyć się myśleć krytycznie, poczuć się prawdziwym człowiekiem?

Jarosław

Rodyk draugams

WALKA Z PISOWNIĄ. Z jakiego powodu powstało nieporozumienie? (1 cz.)

Witam zebranych na blogu „Stosunki między Polską a Litwą“. Przyczyną tego, dlaczego postanowiłem się tym zająć, jest coraz większe nieporozumienia między Polakami a Litwinami. Pierwszy cykl będzie poświęcony analizowaniu konfliktu, powstałego przez ustawę pisowni nazwisk w języku ojczystym. Rozpoczynamy.

Patrząc powierzchniowo, w życiu codziennym nie widzimy dużego problemu w stosunkach Polsko-Litewskich, i wyglądałoby, że ten blog jest bezpotrzebny. Tu nikt nie myśli Polaków lituanizować. Natomiast jak jest w polityce i medii? Najpierw obie strony prowadzili walkę w sprawie pisowni w jęz. ojczystym ulic, później nazwisk, dzisiaj o to w jakim jęz. nauczać przedmiotów szkolnych. Gdy w sejmie pojawi się jakaś propozycja, my od razu w szum, wołać o pomóc Europę. I tak na przyszłość będzie bez końca… Nieporozumienia pomiędzy dwoma stronami (AWPL i litewskich polityków) w jednej lub innej formie ciągle się kręcą dookoła i poprzez medię przenikają do życia codziennego.

W takiej sprzeczce nie ma sensu, gdyż obie strony uważają „fasadę” konfliktu, czyli zezwolenie/niezezwolenie pisowni za ważniejszą od istotnego sensu czyli prawdziwej przyczyny. Ja, będąc Polakiem, również mam odpowiedzialność za to.

Podstawowym moim celem jest budowanie jakościowych stosunków między najdroższymi nam krajami - Litwą i Polską. Lecz najpierw musimy koniecznie stanać przed nagą prawdą. Postarajmy się dojść do prawdy. A to byłoby nagrodą dla obojga narodów. Najważniejsze, że to jest osiągalne.


Wspomnijmy od czego wszystko się zaczęło. Przed rokiem, politycy litewscy ostro krytykowali ustawę o zezwolenie pisowni nazwisk w jęz. ojczystym (nie mówiąc o tym, że litewscy politycy niemal przez 10 lat obiecali tutejszym Polakom dać na to prawo). Lecz gdy ubiegłą wiosną naród Polski przeżył tragedię pod Smoleńskiem, sejm litewski od razu był gotów do przyjęcia ustawy. Można domysleć się, że wtedy to była niewygodna sytuacja dla Litwy, i dlatego w październiku 2010 r. sejm ponownie odwołał ustawę o pisowni.

Rzecz jasna, takie postanowienie wywołało groźną reakcję polskich polityków. Polscy dyplomaci żądając, aby Litwa zmieniła swe zdanie, rozpoczęli groźnie naciskać na Litwę. Niestety takie coś ZAWSZE DAJE TYLKO ODROTNĄ REAKCJĘ, ponieważ, wg nieobojętnego dla obu narodów Aurimasa Guoga, to stawi Litwę do bardzo trudnej sytuacji. Porozważajmy to z neutralnej strony - czyżby Litwa powinna ustąpić na nacisk innego państwa? Dlaczego Polska nie naciska na inne kraje, w których są Polacy, a porządek ten sam jak u nas (np.Łotwa)? Litwinom naturalnie nasuwa się myśl „dlaczego Polska używa swą mniejszość narodową jako środek do narzucania swych decyzji?”. Itd…


Stop. Teraz dla niektórych z nas chyba nasuwa się myśl: „Hej, politycy polscy tylko chcą obronić nasze prawa przed nacjonalistami! My jesteśmy Polakami, należymi do UE. Dla wszystkich dać prawo pisać nazwisko w jęz. polskim. Złota wolność !”.

Jeżeli dalej takim tonem poprowadzimy dyskusję, LR politycy odrzekną: „to wasze zdanie. My myślimy inaczej” i kropka. Co dalej bywa już wiemy się - spór, gniew bez końca…


Chcemy prawo na nazwiska w jęz.polskim? Dobrze, ja też tego nie odrzucam, tylko musimy iść do tego inną drogą. Najpierw zapraszam zastanowić za jaką cenę tego wymagamy. Co gdy Polska wraz z negatywnie do Litwy nastawionym liderem AWPL W.Tomaszewskim (sądząc po jego działaniach) rozpocznie jeszcze bardziej naciskać na Litwę?

Jak zauważyli dziennikarze z U.K. „The economist“, z tego konfliktu mogą się rozwinąć takie stosunki, jakich nie widzieliśmy od 1920 r., a takie coś byłoby katastrofalne. I Polska i Litwa są bardzo uparte, bardziej wolą mity niż fakty. Tu ma się na myśli, że Polska, otrzymawszy masę skarg ze strony polskiej mniejszości narodowej na Litwie, ma już dosyc zaciąganych procesów Litwy i nie widzi sensu współpracować z nami. W swoim czasie Litwa, tak jak już mówiłem, robi reakcję odwrotną i nie idzie na ustąpki. (Czytaj).


A teraz pomyślmy, czy pisownia nazwisk jest ważniejsza, czy tworzenie przyjaźnych stosunków między Polską a Litwą? Będziemy lepiej się czuli, że jesteśmy „prawdziwymi Europejczykami”? Czy tylko za to, że Litwa należy do UE, to musi obowiązkowo to zrobić nie zważając na to, że temu przeczy Konstytucja RL? I naogół, Litwini i my rozumiemy, że przez powykręcane nazwiska trudności czasem powstają, ale czyżby przez to nam powstają jakieś problemy gdy wyruszamy za granicę?

Jak i mówiłem na początku, mój podstawowy cel nie jest rozważać wygody/ niewygody ustaw, a budować jakościowe stosunki między krajami, aby doszliśmy do zaufania nie tylko w życiu prywatnym, ale i na arenie międzynarodowej.


Wspólnie z A.Guoga doszliśmy do wniosku, że najważniejsze jest tutaj pamiętać, że to tylko spór o fasadne sprawy, które mogą zaszkodzić dla istnych rzeczy. Stosunki między państwami mogą dojść do okropnej stagnacji, co byłoby przegraną dla obu państw. Historia narodów Polskiego i Litewskiego mówi, że nasze losy połączone: „co źle jednemu, to źle i drugiemu”… My jesteśmy częścią ojczyzny Litwy. Wtrąćmy się do tej wyolbrzymionej sprawy i wnieśmy trzeźwości. To nasz obowiązek!


Rzeczywistość taka, że aby najpierw coś otrzymać, musimy najpierw dać z siebie sami. Zawsze. Kiedyś dał mi to do zrozumienia twórca „
Idei o udanym narodzie” A.Guoga. Dzięki niemu zrozumiałem, że każdy mężczyzna powinien troszczyć się swoim państwem, a skoncentrowanie się tylko na siebie - w przyszłości warte zera. Teraz oglądając innych ludzi upewniam się tym. Zapomnijmy o „a dlaczego ja muszę pierwszy?”. To nie po męsku… Jeżeli jesteśmy warci szacunku ze strony Litwinów, musimy to udowodnić - oddajmy dla nich szacunek! (tym bardziej, że jest za co, nie poleńcie się pokręcić głową). Prawidło duchownej rzeczywistości: “jeśli chcesz, to najpierw daj”.

Więc jeżeli chcemy, aby nam dali ostatecznie zgodę na pisownię nazwisk, nie zmniejszyli ilości lekcji w jęz.polskim, musimy zrobić pierwsi krok na bliższe stosunki. Jak to zrobić? - Szukać prawdy, przyznać się do niej, oraz nią posługiwać się. Nie zmyślać bzdur dla osobistych wygód. “Zawsze zachowuj się sprawiedliwie. To spodoba się dla kilku, a oszałomi pozostałych” (Mark Twen).


A O TYM JAKA JEST PRAWDZIWA PRZYCZYNA NIEPOROZUMIEŃ, KTO WYOLBRZYMIA PROBLEMY I PO CO SIĘ TO ROBI, JUŻ W NASTĘPNYM LIŚCIE!

Jarosław

Rodyk draugams